a co do cc to nawet nie chcę myśleć na ten temat.


Jeśli będzie trzeba, lekarz o tym zadecyduje, bo w grę będzie wchodziło życie dzidzi to jak najbardziej.

Ale normalnie jak sobie pomyślę o chirurgicznej ingerencji w moje ciało to mnie aż ciarki przechodzą. przecież oni przecinają skórę, mięśnie otrzewną i macicę. Boże kochany na wskroś.





Jeszcze do niedawna było tak, ze jak sie zapłaciło to ci zrobili cesarkę, a teraz wcale tacy chętni do tego nie są.
Moja koleżanka urodziła w lutym tego roku drugie dziecko. Ponieważ pierwsze urodziła przez cc ( długo rodziła, dziecko owinęło sie pępowinę i w efekcie została jedynie cesarka, biorąc pod uwagę, ze już nie miała siły) to lekarz utrzymywał ją w świadomości, ze nie ma innej możliwości jak drugi raz cc. Ale troszkę sie zmieniło, bo jak mówię nie są już tacy skorzy do cc, bo podobno dłużej trzeba cię trzymać w szpitalu i jest bardziej kosztowna.

Ale wracając do koleżanki to urodziła drugie dziecko normalnie. A gdy zapytałam o samopoczucie to powiedziała, ze czuje sie jak nowo narodzona, nic ją nie boli w przeciwieństwie do stanu po cc, nie ciągną ją szwy a po cc dochodziła do siebie pół roku. Zresztą do tej pory na zmianę pogody czuje i jak ją przez przypadek starsze dziecko uderzy.
wiem, ze jeśli trzeba będzie to nie ma zmiłuj sie ale sama na to sie nie zdecyduje.
A jeśli chodzi o zzo w kręgosłup to też nie jestem do tego przekonana.
Moja sąsiadka urodziła w maju. Miała skomplikowana sytuację, gdyż na ściance macicy rozwijał jej się jakiś guz o wielkości litrowego garnka.Na początku kazali jej osunąć ciążę bo powiedzieli że dziecko wchłonie ten guz i takie tam, i ze będą problemy z porodem i ,ze jej życie może być zagrożone. Jednak ona sie zdecydowała.
Plan był taki, ze mieli jej podczas porodu, tu operacji porodu osunąć macicę. Z tego powodu dostała większą dawkę znieczulenia, żeby wytrzymałą operację również. Ale lekarze sie przestraszyli bo guz okazał się o wiele większy i bali się ,ze może dostać krwotoku.
Dzidzia urodziła się zdrowiutka, synek prześliczny, a ona wróciła do domu z macicą w środku. po znieczuleniu to co ona odcierpiała to jej ale łzy same jej leciały po policzkach, strasznie współczułam tej bidulce.
Do szpitala wróciła bo dostałą straszliwej gorączki, okazało się , że wdało sie zakażenie, ale lekarze tak tego nie ujęli.

Ale skończyło sie tak, ze dwutygodniowe dziecko było w domu z babcią a mama była po raz kolejny operowana. boże co ona przeżyła. na szczęście wszystko dobrze sie skończyło.
troszkę się rozpisałam, ale...
przepraszam


za takie opowieści nie bierzcie ich do siebie.
ale wpłynęły na moją decyzję i opinie