Najpierw napiszę co u nas, potem doczytam.
Odstawiamy sie od piersi niestety. Rozpaczam, ale faktycznie to chyba lepsze, bo długo bym nie pociagnęła ze swoją chorobą i karmieniem. Już ważę 55 kg, nie wiem co by było dalej. Przed ciążą było 62

.
Na początek zastępujemy karmienie w ciagu dnia, czyli przed południem owoce, potem mleko sztuczne i obiadek. I wieczorem może też już sztuczne jak się da wytrzymać, a w nocy narazie z piersi. Wczoraj próbowaliśmy nocą dac z butelki ale nie dał się oszukać. Pije z butelki z niekapkiem. Smoka nie używamy.
Mam pytania w związku z karmieniem z butelki.
Czy faktycznie po przygotowaniu takiego mleka po godzinie jeśli nie jest zjedzone trzeba je wylać? tak piszą na opakowaniu.
Piszą też że w tym wieku przysługuje dziecku 180ml x 4 dziennie, ale jeśli jeszcze daję z piersi to jak to liczyć.
Poza tym okazało się że Tobi załapał wirusa kontaktowego (od śliny dorosłego lub brudnych rąk) - na Boga! nie wiem jak to się stało, naprawdę uważaliśmy, zawsze myjemy ręce po powrocie spoza domu i gościom tez każemy, no ale podobno trudno tego uniknąć. Tobi miał pare pęchęrzyków i zaczerwienieniem na języku i ustach, katarek. Nawet nie miał podwyższonej temp. ani kaszlu ani jakiego specjalnego spadku apetytu, a tych kropek mogło być kilkadziesiąt przynajmniej - podobno tak lekko przechodzi bo był karmiony piersią (sic!).

Jeszcze bardziej mi szkoda...