Wczoraj uslyszalam od narzeczonego tekst typu"moja kaleka, ciagle cos cie boli" lub"chyba musiszvjak male dziecko chodzic z pieluchami miedzy nogami zeby bioderka byly zdrowe" a to nie moja wina ze biodra mnie bola i czasem ruszyc sie nie moge..
Eh ci faceci.. niech oni polowe ciazy chodza, ja bym chyba wolala isc do pracy
Mój mówi "moja babulka stara"

albo jakies inne rzeczy wymysla

kiedys jak chcialam wstac z lozka bo lezelismy i tak powoli sie podnosilam, a on jak mnie zlapal i sru do pionu, to mi sie czarno przed oczami zrobilo myslalam, ze kregoslup mi pekl, macica sie urwala, a biodra i spojenie lonowe rozeszly w swoja strone i krzycze na niego "co Ty robisz", a on taki wystraszony mowi, ze chcial pomoc mi wstac, bo on myslal, ze mi jest ciezko sie podniesc ze wzgledu na te moje nadprogramowe kilogramy, haha myslalam, ze padne

wiec postaralam sie mu wytlumaczyc, jak to ciagnie w brzuchu, skrzypi, przeskakuje w plecach, boli. Mysle, ze faceci chocby mieli najlepsze checi to i tak nie zrozumieja

kazdy jakos na swoj sposob to przezywa, na pewna tez czasem im ciezko i chcieli by nam ulzyc

ja tam sie posmieje juz czasem to tylko z pomyslow mojego meza, jak mi rece opadna, ale koniec koncow, wiem ze zawsze moge na niego liczyc
