reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Znasz to? Dzień ledwo się zacznie, a Ty już masz na koncie przebieranie w półśnie, mycie części do laktatora i gorączkowe poszukiwania smoczka pod kanapą. Jeśli w tym chaosie marzysz choć o jednej rzeczy, która ułatwi Wam codzienność – weź udział w konkursie i wygraj urządzenia Baby Brezza, które naprawdę robią różnicę! Biorę udział w konkursie
reklama

Styczniowe mamy 2020

Jak króliki stały na zimę w przedpokoju to nimo mycia klatek wchodziło się jak do obory. Zapachowe powitanie. Podłogę zaniatalam co przejście bo wywalaly pellet siano i żarcie z misek, ściana na przeciwko nich w zaciekach, a już nie wspomnę o skomleniach w nocy, gryzieniu prętów, tupaniu na siebie nawzajem. Od zeszłego roku mają pokój w piwnicy. Oooo jaka ulga. Ale fakt że co 2 dzień poświęcam godzinę na wymianę wysciolki. Muszą się też wybiegac. W moim ogrodzie na ich terenie zwłaszcza jak się robi chlapa nie radzę chodzić. Pod ziemią mają całą architekturę nor. Raz się zapadlam po kolano i zniszczylam sobie kozaka. Aaaa i zapomniałam dodać że długowłose na zimę to tak linieja że tragedia. Koty mi syfu nie robią, aczkolwiek łapy mam poodciskane na blacie w kuchni i muszę go często myć. Z kuwety nie korzystają bo wolą potrzeby załatwiać na dworze. Tylko te znaczenie terenu tytusa po złości jest dramatyczne. Potrafi w domu być pół roku i spokój aż któregoś dnia coś mu palnie i koniec. Leje na firany, ściany, mikrofale.
 
reklama
Ja to się czasem zastanawiam czy wgl chce zwierzaki. Kot śpi cały dzień w domu, na noc wychodzi. Ale 3 do 4 razy wraca w nocy, drapie w okno sypialni, trzeba go wpuścić, potem leci zobaczyć czy czegos w misce nie ma więcej i 5 minut miauczy żeby go wypuścić tarasem. I tak w koło Macieju od 1 do 4/5rano. Podłogi więc, nie uciapane łapami, okno w sypialni i na tarasie też. Znajomi którzy nie mają zwierząt maja sterylne czysto... Żadnych kudełkow, piękne dywany, czyste okna i podłogi.... Celia ty to masz pewnie sajgon że sprzątaniem, Bee - psy wyskakują ci na fotele/kanapy? Moja Baba śpi w koszyku, ale ona jest śmietnikowcem, była wzięta już jako dorosły co najmniej 4 letni pies więc się nie bawiła i nie bawi. Aaa i dodam że co rano mam mysz na tarasie. Kot pracuje na utrzymanie.
Mój wychodzi w dzień, a raczej go sama wypuszczam, bo potrafi mnie doprowadzić do szału ostatnio i to pewnie przez hormonu, bo nawet jak miauczy to już mnie denerwuje. Czasami się zdaży, że na całą noc nie wróci i miauczy na balkonie o 6
30 żeby go wpuścić. A jak śpi na noc w domu to punkt 4 rano zaczyna serenady i grzebanie w kuchni....


Zachciało mi się wczoraj fasolki po bretońsku i zjadłam cały słoik i od wieczora moje jelita nie dają mi żyć...kłują niesamowocie i czekam z utęsknieniem na wizytę w łazience...nigdy więcej fasolki w ciąży [emoji23]
 
Mój wychodzi w dzień, a raczej go sama wypuszczam, bo potrafi mnie doprowadzić do szału ostatnio i to pewnie przez hormonu, bo nawet jak miauczy to już mnie denerwuje. Czasami się zdaży, że na całą noc nie wróci i miauczy na balkonie o 6
30 żeby go wpuścić. A jak śpi na noc w domu to punkt 4 rano zaczyna serenady i grzebanie w kuchni....


Zachciało mi się wczoraj fasolki po bretońsku i zjadłam cały słoik i od wieczora moje jelita nie dają mi żyć...kłują niesamowocie i czekam z utęsknieniem na wizytę w łazience...nigdy więcej fasolki w ciąży [emoji23]

No. Ja wczoraj chilli con czarne z dwiema puszka i fasoli - czerwona i biała. Papryka, cebula, mięsko, kukurydza... Ale z łazienką problemów brak. Tylko coś kłuje niemiłosiernie i to rozpieranie na dole.

Celia - podziwiam z tymi królikami. A skąd pomysł na ilość? Rozmnozyly się czy kupiłaś tyle?
 
Kiedyś miałam byłego barana a lekarz mi powiedział, że mam to endometrium i mam 2 lata na założenie rodziny. On się nie nadawał więc kopnęłam go w dupę bo był maminsynkiem. Potem poznałam jeszcze gorszego xd człowieka żyjącego w matrixie ale łot ever. Pogodziłam się że rodziny nie założę. Któregoś dnia poszłam na spacer i uczepiły się mnie dwa kociaki to je wzięłam ze sobą. Pół roku później kupiłam mysz, drugą mysz. Jak tydzień przeżyły uznałam, że jestem zajebistym hodowcą i kupiłam pierwszego zająca Neila Amstronga ( śp. mąż Popuchny, polazł rok temu do sąsiada i go psy pożarły mał 4 lata). Po króliku papugi i fretkę i ogólnie żyłam jak Ace ventura. Mimo tej ilości zwierząt i tego że pierwsze lata biegały totalnie luzem miałam czysto. Jakoś inne rasy mi się wykruszyły i mnie nie urzekły. Poszłam w króliki. Neilowi dokupiłam kolege :) Bethoveena ( umarł na zanik pęcherza rok temu miał 4 lata). Do tych dwóch dokupiłam więcej towarzystwa i kobitki bo jak same gej party. Rok czasu nie mnożyły się mimo, że były parami, po roku:D miałam dzieci stadami. I tak z każdego miotu mimo zażekania się, że wszytskie wydam jakiś zostawał:p Niekupnych mam 7. Fakt, że 3 miały być na wydanie, ale ludzie którzy się deklarowali zalepili pomomo, że za darmo. A później nie chciało mi się z nimi rozmawiać skoro są tacy nieodpowiedzialni. Także tą swój instynkt opiekuńczy miałąm potrzebe gdzieś przelać, a potem to się rozmnożyło jak cholera :D W maju po zaraz po rozstaniu z byłym cymbałem co grał w grę i w sumie 3,5 roku nic innego nie robił poznałam nie męża. Uczepił się mnie jak smród gaci i wkurzało go to, że chcę żeby był tylko bzykadełkiem. W tym roku w kwietniu odstawiłam tabsy po 10 latach:D bo stwieedziłam, że i tak jestem już przeterminowana wdł diagnozy zresztą nawet po tylu latach brania tej chemii, zanim ruszy to wszytsko o ile ruszy...to potrwa latami,. I bam :D ciąża od razu. Jak u królików;D tylko włoży i już ciężarna. :D
 
cała trójca po kastrowana. Moje przed dojrzewaniem i juz 5 lat minęło od zabiegu, kot mojej matki mając już 5 lat i minęło 6. Nic to nie daje. Mam nadzieje ze przez osłabienie nie złapie wtórnej toksoplazmozy.
Nie każdy kot jest nosicielem toksoplazmozy, na pewno wszystko będzie dobrze :)
U moich rodziców zawsze były zwierzęta koty, psy, chomiki, papuga, rybki i mój tata kiedyś miał też chodowlę królików, ale takich mięsnych. Ale trzymał je w klatkach na dworze, nieraz było ponad 100 sztuk, więc też zajmowałam się jakimiś szczepieniami czy leczeniem świeżbu w uszach. Teraz mają jednego kota, jednego psa, kilka kur na ekologiczne jajka, jednego królika mięsnego i rybki;)Od kiedy się wyprowadziłam od nich nie mam żadnych zwierząt mimo, że je bardzo lubię, ale wiem jakie nieraz są z nini problemy i jaką potrafia być siłą niszczącą;)Myślałam przed ciążą może o Yorku (nieraz mozna dostać szczeniaka za darmo), ale mój M mówił, że jak już to dwa króliki miniaturki. Ale znów słyszałam, że króliki gryzą kable w domu i potrafią gdzieś nasikać i chorują na różne dziwne choroby. A teraz nie mam głowy do zwierząt, bo wiadomo niedługo dziecko będzie i muszę sobie dać jakos radę sama z nim. Mój M ma taką pracę i jeszcze inne problemy, że raczej mało będę mieć od niego pomocy, a rodzice mieszkają 370 km ode mnie.
 
1569060221642.png

1569060337135.png

1569060651567.png

1569060710574.png
1569060798536.png


zbankrutuje xd
 
Nie każdy kot jest nosicielem toksoplazmozy, na pewno wszystko będzie dobrze :)
U moich rodziców zawsze były zwierzęta koty, psy, chomiki, papuga, rybki i mój tata kiedyś miał też chodowlę królików, ale takich mięsnych. Ale trzymał je w klatkach na dworze, nieraz było ponad 100 sztuk, więc też zajmowałam się jakimiś szczepieniami czy leczeniem świeżbu w uszach. Teraz mają jednego kota, jednego psa, kilka kur na ekologiczne jajka, jednego królika mięsnego i rybki;)Od kiedy się wyprowadziłam od nich nie mam żadnych zwierząt mimo, że je bardzo lubię, ale wiem jakie nieraz są z nini problemy i jaką potrafia być siłą niszczącą;)Myślałam przed ciążą może o Yorku (nieraz mozna dostać szczeniaka za darmo), ale mój M mówił, że jak już to dwa króliki miniaturki. Ale znów słyszałam, że króliki gryzą kable w domu i potrafią gdzieś nasikać i chorują na różne dziwne choroby. A teraz nie mam głowy do zwierząt, bo wiadomo niedługo dziecko będzie i muszę sobie dać jakos radę sama z nim. Mój M ma taką pracę i jeszcze inne problemy, że raczej mało będę mieć od niego pomocy, a rodzice mieszkają 370 km ode mnie.
Kable to pikuś. Króliki żrą wszystko. To jest do wyuczenia, ale zależy od charakteru zwierza, tak samo z sikaniem i bobczeniem gdzie popadnie. Jedne robią do kuwety inne ni uja. Kable, firanki, ubrania, drewniane obicia, framugi w drzwiach, tynk z garażu mi zeżarły, ubrania, książki. Po za metalem wszytsko jest mniam mniam. Co do chorób kiła królicza, ale mało prawdopodobne złapać tą odmianę krętka kiły. Z zaraźliwych: coli i w osłabieniu organizmu Pasteloroza. W zeszłym roku zdziesiątkowała mi stado, a ja po fakcie dowiedziałam się, że można się nią zarazić. ajaja ale było mycie domu spirytusem :D Świerzb, grzybica ale moje są czyściutkie, myte, szczepione w tym roku wreszcie wszystkie po kastrowane. To są super pieścidełka, ale z racji, że mają być mini mini i słodkie i są te rasy typu baran, albo mój ulubiony gatunek długowłose Karzełki Teddy do 1,5 kilo masy i Angorki- bardzo chorowite. No żeby królikowi odpadły jaja, albo potem zaniknął pęcherz... no cyrk. Leczenie drooogiee. Króliki podchodzą w weterynarii pod zwierzęta egzotyczne. Przy poważnej chorobie albo Warszawa, albo okolice bydgoszczy.
Mam dużą działkę to cały ogrodek jest ich. Matce pożarły wszytskie kwiaty;) nawet jabłoń i gruszę obgryzły z kory i już nie mamy drzewek.
 
Nie każdy kot jest nosicielem toksoplazmozy, na pewno wszystko będzie dobrze :)
U moich rodziców zawsze były zwierzęta koty, psy, chomiki, papuga, rybki i mój tata kiedyś miał też chodowlę królików, ale takich mięsnych. Ale trzymał je w klatkach na dworze, nieraz było ponad 100 sztuk, więc też zajmowałam się jakimiś szczepieniami czy leczeniem świeżbu w uszach. Teraz mają jednego kota, jednego psa, kilka kur na ekologiczne jajka, jednego królika mięsnego i rybki;)Od kiedy się wyprowadziłam od nich nie mam żadnych zwierząt mimo, że je bardzo lubię, ale wiem jakie nieraz są z nini problemy i jaką potrafia być siłą niszczącą;)Myślałam przed ciążą może o Yorku (nieraz mozna dostać szczeniaka za darmo), ale mój M mówił, że jak już to dwa króliki miniaturki. Ale znów słyszałam, że króliki gryzą kable w domu i potrafią gdzieś nasikać i chorują na różne dziwne choroby. A teraz nie mam głowy do zwierząt, bo wiadomo niedługo dziecko będzie i muszę sobie dać jakos radę sama z nim. Mój M ma taką pracę i jeszcze inne problemy, że raczej mało będę mieć od niego pomocy, a rodzice mieszkają 370 km ode mnie.

Aaaaa. Zazdroszczę. Też chcę rodziców 370 km od siebie. Są gorsi od królików. Co prawda nie gryzą kabli, ale nie maja miłego futerka. Są codziennie, co wrzucę drzwiami to wchodza oknem. Ostatnio jak brzuch mnie bolał mamusia opowiadała historie sprzed 40 lat, jak to ciężko było i się robiło nie leżało. Można być po 5 studiach a rodzice to stan umyslu
 
Kable to pikuś. Króliki żrą wszystko. To jest do wyuczenia, ale zależy od charakteru zwierza, tak samo z sikaniem i bobczeniem gdzie popadnie. Jedne robią do kuwety inne ni uja. Kable, firanki, ubrania, drewniane obicia, framugi w drzwiach, tynk z garażu mi zeżarły, ubrania, książki. Po za metalem wszytsko jest mniam mniam. Co do chorób kiła królicza, ale mało prawdopodobne złapać tą odmianę krętka kiły. Z zaraźliwych: coli i w osłabieniu organizmu Pasteloroza. W zeszłym roku zdziesiątkowała mi stado, a ja po fakcie dowiedziałam się, że można się nią zarazić. ajaja ale było mycie domu spirytusem :D Świerzb, grzybica ale moje są czyściutkie, myte, szczepione w tym roku wreszcie wszystkie po kastrowane. To są super pieścidełka, ale z racji, że mają być mini mini i słodkie i są te rasy typu baran, albo mój ulubiony gatunek długowłose Karzełki Teddy do 1,5 kilo masy i Angorki- bardzo chorowite. No żeby królikowi odpadły jaja, albo potem zaniknął pęcherz... no cyrk. Leczenie drooogiee. Króliki podchodzą w weterynarii pod zwierzęta egzotyczne. Przy poważnej chorobie albo Warszawa, albo okolice bydgoszczy.
Mam dużą działkę to cały ogrodek jest ich. Matce pożarły wszytskie kwiaty;) nawet jabłoń i gruszę obgryzły z kory i już nie mamy drzewek.

Omg. Nie ogarniam. Poswiecasz im cała uwagę, pieniędzy pewnie więcej niż na siebie, w domu demolka.
To musi być jakieś zboczenie 8-)
 
reklama
Kable to pikuś. Króliki żrą wszystko. To jest do wyuczenia, ale zależy od charakteru zwierza, tak samo z sikaniem i bobczeniem gdzie popadnie. Jedne robią do kuwety inne ni uja. Kable, firanki, ubrania, drewniane obicia, framugi w drzwiach, tynk z garażu mi zeżarły, ubrania, książki. Po za metalem wszytsko jest mniam mniam. Co do chorób kiła królicza, ale mało prawdopodobne złapać tą odmianę krętka kiły. Z zaraźliwych: coli i w osłabieniu organizmu Pasteloroza. W zeszłym roku zdziesiątkowała mi stado, a ja po fakcie dowiedziałam się, że można się nią zarazić. ajaja ale było mycie domu spirytusem :D Świerzb, grzybica ale moje są czyściutkie, myte, szczepione w tym roku wreszcie wszystkie po kastrowane. To są super pieścidełka, ale z racji, że mają być mini mini i słodkie i są te rasy typu baran, albo mój ulubiony gatunek długowłose Karzełki Teddy do 1,5 kilo masy i Angorki- bardzo chorowite. No żeby królikowi odpadły jaja, albo potem zaniknął pęcherz... no cyrk. Leczenie drooogiee. Króliki podchodzą w weterynarii pod zwierzęta egzotyczne. Przy poważnej chorobie albo Warszawa, albo okolice bydgoszczy.
Mam dużą działkę to cały ogrodek jest ich. Matce pożarły wszytskie kwiaty;) nawet jabłoń i gruszę obgryzły z kory i już nie mamy drzewek.
To już wolę tego psa ;) Ale Ty musisz się namęczyć z tym stadkiem królików...podziwiam:)
 
Do góry