Acha, jeszcze co mnie wkurzyło. Mówię, że już mi ciężko i chciałabym urodzić, odpowiedź: no nie może być cały czas dobrze. A ja się pytam, dlaczego nie?! a właśnie że może!!! Cała ciążę przeszłam dobrze, nie miałam mdłości, nastrojów, zachcianek... Teraz na koniec męczy mnie zgaga i podwozie, a tu zamiast jakieś dobre słowo, to odczuwam to na czekanie, aż w końcu powiem coś negatywnego.

Sorry za marudzenie, ale podejście do życia mojej mamy i jej mentalność coraz bardziej mnie wkurzają, zwłaszcza odkąd mój M nauczył mnie widzieć pozytywne strony i nie martwić się na zapas. a tu tylko jak dowalić i pokazać niewiedzę... grrr!!!