Ja tylko dodam tyle i aż tyle. Oczywiście, że wierzę i widzę skutki wirusa, nie kwestionuje skąd on przylazł i dlaczego... Będzie ich jeszcze wiele.
Moja mama w dziczy podkarpackiej była chora na przełomie stycznia/lutego. Wyjechała z przeziębieniem do Austrii.. wróciła z temp 42 stopnie. I dopiero długo pozniej zaczął się pacjent 0 w polsce !.... Ona nie chciała mnie martwic, ale mówiła że nigdy od kiedy pamięta nie była tak chora. Ludzie którzy z nią byłi potwierdzony covid- uk.
Oczywiście, że wirus jest, ale to co mówią i przestawiają w tv to jedna wielka bujda.
Ogólnie za szczepieniami jestem totalnie, ale przed każdym się boje jak idę szczepić dziecko, chociaż wiem, że one są codziennością i niczym nowym.
mój mąż którego skierowali na sor, widział kilka niezłych "nopow" nawet u młodych lekarzy...więc z tą poczekam. Wiadome, że stadnosc itp itd.. jednak nie jestem do końca przekonana. Sama mam mocne uczelenia i nie wiem czy nie wywalę korków, a mam dziecko.
Wiecie jak wygląda teraz niewydolność służby zdrowia ? 1/3 łóżek zajętych. To jest właśnie dramat. Ludzie umierają na co innego. Sor zamknięty i odkazany 2h po każdym pozytywnym teście szybkim (w który wątpią nawet lekarze i ratownicy medyczny- bo później wychodzi zaprzeczenie na oddziale). Karetki krążą wtedy z chorym..
Jeśli chodzi o zdalnosc- to jest jedyny pozytyw tej pandemii. Dostaje się wszędzie do lekarza, każde skierowanie jest w moment bez dyskusji. Praca może być zdalna. Mam nadzieję, że to zostanie nawet po tym całym zamieszaniu. Nikt nie chce stać w kolejkach w przychodni i prosić się o to co.mu się należy (przez tel boją się odmówić), szczepienia dziecka bez problemu, tylko personel, bez tłumow.
No, ale minusy każdy dobrze zna, więc nie będę się rozwodzić - śmierć ludzka nie ma ceny, to najgorsza katastrofa osobista rodziny i bliskich.
Bezsprzecznie trzeba było od początku nosić maseczki i izolować się od zbędnych odwiedzin. Wiele osób miało z tym mega problem, szukając każdej możliwej wymówki i nie zważając że można zarażać innych..
Dzisiaj dzwoniła kolezanka z 2 tyg noworodkiem. Mamusia była u nich i nagle miała test pozytywny, oni posikani... dlatego wszystko zależy od tego jak podchodzimy do tematu. Niby chcemy, żeby się to skończyło, jednak mamusie, babusie i inne ciocie są codziennie z dziećmi, już nie mówiąc noworodkami (mówię tylko o odwiedzinach bez znaczącej potrzeby).
Ludzie którzy głośno krzyczą nie dbają o zdrowie swoich starszych, obciążonych bardziej członków rodziny. Widzę to każdego dnia. Myślą, że szczepionka magicznie sprawi, że imprezki powrócą...
My siedzieliśmy bardzo długo sami we 3. Można było dostać pierdolca, ale widziałam w tym inny cel, utrzymywałam to. Bo na początku miesiaczna izolacja i zatrzymanie przepływu ludzi na całym świecie by coś dało. Teraz to już uważam, że "każdy" to przechorowal. Nie ma możliwości jeśli wirus jest tak zaraźliwy jak mówią, żeby dużo ludzi utrzymało się bez zarazy. No chyba, że przez rok nie chodzili do biedry czy kościoła.
Także jeśli większość ludzi nie piorąc maseczki od tamtego roku nadal żyje ( real info) to coś jest nie halo..
Nawet bez tych szczepień zacznie wszystko powoli wracać do normy. Przecież ładnie widac, że mniejsza ilość testów maskuje statystyki i wtedy wiele ludzi oddycha z ulgą.. zaczęliśmy się przyzwyczajać do tego wszystkiego. Przecież trzeba pracować czy wychodzić z domu, każdego dnia mamy kontakt z wieloma osobami..
Patrząc jednak na podejście ludzi na początku tego wszystkiego już wiem, że wystarczy wirus który będzie miał większą śmiertelność i nam nie trzebs nic wiecej-wyginiemy. Nawet na początku ludzie nie chcieli przestrzegać podstawowych środków zabezpieczenia... Zwalali wszystko na politykę... I chcieli być tacy ponad to.. bawiąc się i robiąc zloty rodzinne. Nie zważając nawet na zdrowy rozsądek "a co jeśli faktycznie mogę zabić babcie?"..
To nawet widać na tym forum. Nikt z nas tych badań osobiście nie robil-popieramy artykułami. Dlatego co nam dadzą, lykniemy. A jak jeszcze po angielsku to już wgl geniusze... Każdy sobie korzysta z czego chce, telewizja w tym nie pomaga i każdy będzie miał zawsze swoje zdanie. Jak widać nie ma takich argumentów które rozwieją strach i to z obu stron.
Nikt nie wie, jakie za 5 lat będą skutki przechorowania, tak samo po szczepieniu.
Czy któraś z głów państwa się zaszczepila publicznie? bo ja już nie śledzę (lepiej żyje).
Czy w UK już pfizer jest wycofany ?
Czy odroczone zostały szczepienia w Polsce, bo ich brak ? Jak wiele osób którzy mieli rodzinę za płotem i dom z ogodkiem żyło bardziej normalnie przez ten czas... W blokach jest dopiero kaszana. Głośne hasła -"zdjac kagańce", nie muszę nosic, bo nagle mam astmę, a teraz w głowie tylko szczepienia plus hejt na tych którzy nie chcą czy się boja? O czym tu wgl mowa. Wszystkie dane będą przekłamane, nawet szczepien. Nigdy się nie dowiemy jak to wygląda serio, ale to nie znaczy, że mamy wszystko bagatelizować i nie mieć swojego zdania.