Drogie Mamuśki, napiszę Wam jak bylo u mnie - "było" ponieważ moja Niusia urodziłą się 16/08/06 - w 31 tygodniu.
Nie wyobrażam sobie rodzić samej !!! Obecność męża, jego bliskość, możliwość porozmawiania i fakt, że jak coś się dzieje, niepokoi to on zawsze zdąży powiadomoć położną daje niesamity komfort psychiczny !!! Mój mąż był przy mnie od poczatku aż do samego końca. W pierweszej fasie siedział sobie przy mnie a w drugiej stanął za mną i jak i położna skupiałyśmy sie na parciu i oddechu on pamiętał i dociskał mi głowę do klatki piersiowej - dzieki temu następngo dnia nic mnie nie bolało. Nie przecinał pępowiny, nie zaglądał w krocze i kiedy ja rodziałam łożysko on robił pierwsze zdjęcia mojej Oleńki. I to chyba na tyle. Jeszcze coś o znieczuleniu - nie bójcie się znieczulenia, ja wziełam bez niego chyba nie dała bym rady urodzić.... Poza tym okazało się nawet, ze przy wcześniakach znieczulenie jest wskazane jeśli chodzi o bezpieczeństwo dziecka i nie kazano nam za mnie płacić.
Trzymam za Was wszystkie mocno kciuki, abyście w spokoju donosiły ciążę do końca!!! sama zmykam do szpitala....