Jaska urodzilismy w sierpniu w szpitalu Madurowicza na Wilenskiej. Od poczatku ciazy wiedzialam, ze chce rodzic wlasnie tam i bylismy zadowoleni. W czasie ciazy bylam w tym szpitalu 4 razy ( ostatni raz zakonczyl sie niespodziewanie porodem

i wszystkich dobrze poznalam. chodzilam tez tam do szkoly rodzenia.
Jedyny mankament to aspekt sanitariatow. Dwa natryski i dwie toalety na kazdym oddziale, to troche malo...Rodzilam wraz z mezem, nieodplatnie. Maz caly czas byl przy mnie, nie zostal wyproszony ani na szycie, ani na sprzatanie sali. Jas od razu wyladowal na brzuchu i nie zabrano go nawet wtedy, gdy okazalo sie, ze mialam krwotok i potrzebne bylo dodatkowe szycie. Potem lezelismy sobie 2 godzinki w spokoju z mezem i Jaskiem w sali sami.
Nie mielismy tez jakis wygorowanych oczekiwan. Wszystko bylo ok. Nikt nie dal mi odczuc, ze jestem jakims problemem. Wszyscy mili, usmiechnieci. Trzeba przyznac, ze nikt sie za bardzo nie rozczulal i nie wspolczul ( wiem ze niektore kobiety tego oczekuja), ale wedlug mnie to dobrze. Ktos musi panowac nad sytuacja i wtedy ptrzebna jest stanowcza ( ale przyjemna!!!) polozna i lekarka.
Na poporodowym oddziale jest gorzej, bo jesli ktos chcialby zostawic maluszka na pare godzin pod opieka poloznej to raczej nie da rady. Ja nie chcialam, ale dziewczyny z ktorymi lezalam, chetnie by odpoczely, niestety jedna polozna na dyzurze nie jest w stanie zajmowac sie trzydziestka malenstw...ogolnie bardzo polecam, nastepne dziecko tez pewnie bede rodzila w madurowiczu.
Mam tylko nadzieje, ze do tego momentu zmienia lozka, bo te sa wyjatkowo zapadniete, skrzypiace i niewygodne....