Ja rodziłam prawie 4 lata temu w IMD, więc nie wiem na ile moje informacje są aktualne. Moje dziecko urodziło się zdrowe i bez większych problemów, więc nie mam jakiś traumatycznych przeżyć. ale....
Co do warunków: Ja byłam na sali 4-osobowej (ale były i 6-8 osobowe). Łazienek w pokojach nie było (tylko umywalka), a toaleta na korytarzu. Warunki lepiej nie mówić - nie wyglądały na szpitalne, a jeśli już to z czasów zapadłej komuny. Pokoje czyste, ale skromne (białe, typowo szpitalne). Łóżka - oczywiscie te wysokie, na które ma problem wejść osoba zdrowa, nie mówiąc o pozszywanej kobiecie po porodzie. Do tego poplamione poporodowymi wydzielinami, podarte itd., prześcieradła zszyte w "iksa" z kilku sztuk. Jak chciałam sobie sama poprawić pościel na łóźku, to nie wiedziałam jak mam toto kłaść.
Obsługa medyczna - żadna rewelacja. Nie miałam opłaconej położnej, ale mimo to byłam z niej bardzo zadowolona. Ale pamiętam też, że jedna z dziewczyn które leżały ze mną na sali, została oszukana przez jedną z położnych. Twierdziła, że się z jej mężem umówiła na opiekę (za pieniądze rzecz jasna) i zażądała zapłaty przy wypisie. Tymczasem ani mąż się nie umawiał, ani ona się wcale nią nie zajmowała. Twierdziła np. że miała opiekę w nocy, a niestety poza tym razem gdy zgłosiła się po kasę nikt jej w naszej sali nie widział.
Z lekarzami różnie było. Moje dziecko rodziło się prawie dwa tygodnie po terminie, miało zanikające tętno (rodziłam łącznie 16 godzin), cały czas byłam podłączona do KTG (w bardzo niewygodnej pozycji leżącej), i ciągle obserwowano mnie i aparat. Ponieważ w tym czasie rodziłam tylko ja i jeszcze jedna dziewczyna, to czasem miałam wrażenie że wszyscy lekarze po kolei podchodzą sprawdzić co ze mną a tak naprawdę nikt nie podejmuje decyzji. Najczęściej stawali na wprost mnie, oparci o parapet i rozmawiali sobie (mało komfortowa sytuacja, choć oni pewnie są przyzwyczajeni do takich widoków

. W ogóle najfajniej było jak w pewnym momencie wpadła na porodówkę pani salowa z mopem i ścierą i walnęła tekst "no dziewczyny która pierwsza się spręży, bo ja mam tylko jedno łóżko wolne i druga ląduje na korytarzu".
Panie na Neonatologii były bardzo fajne i profesjonalne, natomiast pielęgniarki na połóżniczym jakoś specjalnie się nami nie zajmowały.
No i uwaga wszystkie Panie, które z jakichkolwiek powodów nie chcą lub nie mogą karmić piersią lub chcą dawać dziecku smoczek. Na takie osoby patrzy się w szpitalu jak na wyrodne i niegodne dzieci matki. Szpital stawia na naturę w wychowaniu i wiele razy słyszałam awantury które lekarze robili na obchodach dziewczynom których dzieci miały smoczek.
Jak mówię to wszystko było prawie 4 lata temu, więc może sytuacja uległa zmianie...
Pozdrawiam wszystkie przyszłe i obecne Mamusie.