Wszystko w porządku dopóki mąż zawsze jest po stronie żony. Wtedy taka teściowa może sobie cudować ile jej się podoba...
Myślałam, że najgorsze są te nadopiekuńcze, ale i widzę, że odwrotność wcale nie jest taka złota.
Ja też nie trawię swojej teściowej. Dlaczego? Bo traktuje prawie 40 letniego syna jak malutkiego dzieciaczka - we wszystkim chce go wyręczać. A ja jak mu np. mówię przy niej, aby mi nalał soku - jestem wredną żoną... Chyba mi się cywilizacje pomyliły, bo myślałam, że w naszej to mężczyzna usługuje damie, a nie odwrotnie...
I wiecie co? Ona zazdrości mi to, że mam teraz dziecko. Myślałam, że przesadzam, ale za każdym razem, jak przy niej przytulę dziecko, to aż ją skręca. I ciągle powtarza ten sam tekst: "zobaczysz, jak szybko Ci wyrośnie"... Normalnie, musi to powiedzieć przy każdej wizycie... :0 I czasami łapię ją na tym, że uśmiecha się, całuje moje dziecko, jak własne... Czy wasze też tak mają???