Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Będziemy mieli córeczkę
Wszyscy zadowoleni, najbardziej ucieszył się Paweł ;-) A Łukasz stwierdził że on chciałby małego braciszka
choć do tej pory mówił o dziewczynce ;-) Ach te łobuzy... wolałabym żeby nie liczył na mnie w tym temacie ;-)
czy tam nas. jak kto woli ;-)
straszne to! zupelnie nie widzialam co mam pisac
zawsze go mialam pod reka i nigdy listow do wlasnego dziecka nie musialam wypisywac....na szczescie cos tam sklecilam mam nadzieje ze sensownego i moj pierwszy kawalek korespondencji oplakany matczynymi lezkami pofrunal do San Diego.
Ja dopiero dzisiaj zabralam sie za porzadkowanie pokoju po Jonathanie. Jakos tak przez ten miesiac nie docieralo do mnie ze musze zaczac usuwac jego rzeczy, popakowalam ciuchy i wynioslam na strych, meble wystawilam na sprzedaz, chce calkiem przerobic ten pokoj. Mam juz plany na zabudowanie sciany wokol okna i nowe meble. To pomieszczenie nie bedzie nigdy przypominalo mi pokoju mojego najstarszego syna ;-) Poza tym u nas...remont, ten o ktorym pisalam, prace rozpoczely sie na calego, dobrze ze nas nie bylo bo nie musialam wdychac tego najgorszego kurzu z rozwalonych scian. Reszte nawet lubie. Ja chyba budowniczym powinnam zostac
jakos mnie podniecaja takie rozwalone sciany i sterczace druty 



U mnie pogoda cudowna...nie ma duchoty, lekki wiaterek, wspaniale sloneczko, dzieciaki sa na campie - obowiazkowo bo przeciez od wczesnego ranca suszyly mi glowe
Nie wiem co oni im tam robia ale te dzieci az sie garna do tego zeby ich z domu wywiesc na ten oboz, a ja biedna bylam pewna ze im dobrze w domku jest 
Wiec co, trzeba glebiej do kieszeni siegnac i wyluskac ostatnie cenciaki. Musze przyznac ze do szkoly na obozy letnie Oliver tak chetnie nie jezdzil... no...moze pierwszy tydzien a pozniej to byla mordega budzic go z rana i szykowac. Natomiast teraz az sie trzesie rano z radosci ze jedzie...Vincent razem z nim maszeruje dzielnie jak powazny przedszkolak, tylko ten plecak ciezki dzwiga na ramionach - oczywiscie nie pozwala sobie pomoc ;-)