Dziękuję Kochane za tyle słów wsparcia.
Urodziłam po 4 godzinach, troche bolało, ciężko bylo mi patrzeć. Chciałam to zrobić z godnością, poprosiłam położne i męża żeby wyszli i wtedy urodziłam. Do tej pory śni mi się scena porodu własnego martwego dziecka. ...to trauma, trauma jakiej nigdy nie doświadczyłam.
Potem poprosiłam położne aby pozwoliły mj się z córką pożegnać. Dały mi ją malutka na ligninie, mąż też chciał być z nami. Jestem wdzięczna szpitalowi ze miałam taką możliwość. Potem kolejny dzień dotarlo do mnie wreszcie, wylam, krzyczałam, płakałam. Ból nie do opisania , i to poczucie nieodwracalnosci. Potem zdecydowaliśmy się na badania genetyczne wad które mogłyby wyjść przy okazji polowkowe go usg (bo genetyczne bylo idealne )ale wyniki po tygodniu wyszły prawidłowe. Potem pogrzeb na ktory zjechała się najbliższa rodzina, odebranie córeczki z prosektorium. Dziewczyny ja nigdy nie byłam tak blisko śmierci i dla mnie to był koszmar. ...

Dziś czuje się lepiej, mam dużo zajęć, rzuciłam się w dzieci i prace, ale jak zostaje sama to łzy wracaja i to uczucie pustki, uczucie ze w grudniu miałam tulic kolejna córeczke. Histopatologia jeszcze trwa, pokładam ogromne nadzieje w tych badaniach, chciałabym wiedzieć czemu mój brzuch stał się czyjąś trumna, czemu przestal być bezpieczny ...
Jeśli nie wyjdzie żadna infekcja będę robiła kolejne badania , pewnie hormony, posiewy itd. Przecież takie ciąże nie umierają ot tak, musi być przyczyna, patologia, cokolwiek.
To wszystko jest tak okropnie smutne. . . Zawsze strasznie wspolczulam wszystkim Wam które to spotykalo podczas mojego juz 8 letniego pobytu na bb a teraz łącze się z Wami w zrozumieniu i własnej rozpaczy.