Dokładnie ciągnąć ja do Łodzi gdzie miała by cała diagnostyke odnowa, a nie wiadomo czy tam też by ja chcieli operować, myślę że to niepotrzebne ryzyko, wiecie dla niej byłoby najlepiej gdyby odeszla...straszne to co mówię ..ale boje się że ja zoperują i po tym wszystkim wyjdziemy a ona będzie wymagała opieki 24 h na dobę , specjalistów od wszystkiego, nie wiadomo czy uszkodzenia nerek i wątroby są odwracalne, boje się że będziemy musieli szpital w domu zakładać, jestem przerażona, chciałbym żeby odeszła choć równocześnie jest mi przykro że nigdy nie zobaczyła bym więcej jej oczu i nie usłyszała jej smiwchu, nie poczuła zapachu i ciepła ale jestem przerażona tym że nasze życie to będzie ciągła opiekuna nad nią, nie wiadomo czy po tej niewydolności krążenia nie ma uszkodzon w mózgu i jak to będzie skutkowało, czy będzie mówić słyszeć, mieć jakiekolwiek umiejętności poznawcze,...nie chce sobie wyobrazac..co do poprzednich postów..nie ani my ani dzieci nie jedziemy nigdzie..nawet na weekend do Zakopanego..choć co roku jeździliśmy, dzieci samych nie puszczę, przechodzą ostanio bunt 3 latki i bunt 5 latka, córka dziś przy śniadaniu wylała na podłogę dwa kubki herbaty, bo nie chciała picia, syn ma historie przy myciu głowy choć miesiąc temu było dobrze, czasem już nie mam sił...