Witajcie kochane dziewczyny!!!!

Ale się za Wami stęskniłam!!!!! Niby tak zupełnie odcięta od Was nie jestem, bo mam na maila zamówione powiadomienia dzienne o postac na kilku wątkach, na skrzynkę mailową, do której jako jedynej mam dostęp w pracy - bo niestety internetu nie mam w pracy

Ale od sierpnia troszkę awansuje w pracy i będę go mieć + fajne stanowisko
Jeszcze raz WIEEEELKIE GRATULACJE Aniu - Mamooli!!! Kamilka jest cudowna!!!!! I wiem, że jest Ci cieżko - podziwiam Cię, jestes niesamowicie silna i dziewczyny mają rację, z dnia na dzień będzie coraz łatwiej, lżej... trzy cudowne, zdrowe dzieciaczki to skarb, pomyśl jak super już będzie za rok, za parę lat. Jak im będzie dobrze, (będzie, bo za parę lat i dalej, tak naprawdę odczują jak fajnie jest mieć rodzeństwo), że mają właśnie nie tylko mamę i tatę, ale siebie nawzajem!
P.S. Moja propozycja odwiedzin i zabrania Maksa i Oli na spacer, nadal aktualna (jesli tylko by ze mną poszli) -i mam nadzieje, ze uda to się zrealizować jakoś w wakacje, bo przez najbliższy miesiąc to niestety na pewno nie

bo...
.... no wlasnie ostatni czas to dla mnie niezly sajgonik.... moze zaczne od tego, ze od stycznia już nie wymieniamy sie z Marcinem w opiece nad Filipkiem, tylko pomaga nam tesciowa... Moja mama, która mieszka w Krakowie jeszcze pracuje, wiec niestety nie mogla nam pomoc, na nianie nas nie stac, wiec padlo na tesciowa... Tyle, ze ona normalnie mieszka w Trzebini, wiec wyszlo tak, ze do nas przyjezdzala na tydzien (pon-pt), a na weekendy jezdzila do domu. W tych naszych dwoch pokojach trzy dorosle osoby z dzieckiem - zero prywatnosci... Ja jeszcze w dodatku mam ZUPELNIE inny charakter niz moja tesciowa (mimo, ze ja bardzo lubie), ale nie jestem w stanie zniesc pewnych jej pogladow, sposobow wykonywania pewnych czynnosci, ktore normalnie bym tolerowala i na pewno by mi nie przeszkadzaly, ale przy wspolnym mieszkaniu jednak troszke inaczej to wyglada. Poza tym ja już przyzwyczailam sie do mieszkania samodzielnego i bylo mi ciezko. Tymbardziej, ze co drugi weekend mam zjazd (bite CALE dwa dni), wiec tak naprawde rzedko czulam, ze faktycznie jej nie ma... Pierwsze dwa miesiace byly jeszcze ok - wiadomo, poczatek, ale pozniej juz coraz gorzej... dodatkowo tesciowa jest strasznie "zachlanna" na Filipka, czasem czuje, ze najchetniej to by mi go zabrala... wiem, moze dramatyzuje, ale naprawde nie moglam juz zniesc tej sytuacji, juz sie nawet zastanawialismy nad zlobkiem i prawie Filipka juz zapisalismy... a tu wyszla kolejna sprawa... nasze mieszkanie mialo byc oddane w grudniu 2006, w lutym otrzymalismy pismo, ze "z zwiazku z trudna sytuacja na rynku budowlanym" (skoro wszyscy wyjechali do Anglii badz Irlandii... ) to sie opozni... mialo byc przelo kwietnia/maja i tak tez bylismy umowieni z wlascicielka mieszkania, a tu sie nagle okazalo, ze jednak koniec maja... (wg ostatnich informacji najwczesniej 22 czerwca dostaniemy klucze... grrrr....) i zanim zdazylismy pogadac z wlascicielka, ona nam wymowila wynajem...

Bo poodbno chca sprzedac to mieszkanie. Ok, rozumiem, ale nawet nie mieli jeszcze kupca - nie mogli wiec zaczekac z wyrzuceniem nas? Mi przeciez nie przeszkadzaloby, ze ktos przychodzilby mieszkanie ogladac... no ale coz, to jej wlasnosc i jej decyzja... Niestety znalezienie mieszkania w kilka dni (musielismy wyprowadzic sie w ciagu tygodnia) jest trudne, tymbardziej, ze na krotki okres czasu w ogole jest ciezko cos wynajac... No i w zwiazku z tym, ze moja mama niestey nie ma warunkow mieszkaniowych dla 5 osob, przeprowadzilismy sie do tesciow do ... Trzebini.... i teraz codziennie pokonujemy w dwie strony ponad 100 km (nie mowie jak czesto jestesmy na stacji benzynowej...) w sumie ok. 2,5 godzin dziennie w trasie.... o ile wczesniej trzeba wstac... nie mowiac o tym, ze tak naprawde rozpakowalam tylko rzeczy Filipka i nasze ciuchy, bo po co reszte, skoro za chwile z powrotem wyprowadzka.... a ze pakowalismy sie troche na wariackich papierach to po prostu wszystko mam wszedzie... = nie wiem gdzie co mam - DRAMAT!!! Poza tym jeszcze szkola, zaliczenia - szukanie elementow do wykonczenia i wyposazenia mieszkania...sajgon w pracy - zaczelam juz nawet szukac nowej... chodzilam czesto na rozne rozmowy - kilka bylo ciekawych tylko, ze za troche za male pieniadze, nie moge zejsc ponizej tego co zarabiam teraz...a tu niespodzianka... dostalam awans, tzn, jeszcze nie, ale wskocze na jedno stanowisko, bo w zwiazku ze zmianami w organizacji - fuzja bankow, troszke sie tez u nas zmienia i w koncu przestane pracowac na tych cholernych "sluchawkach"!!!! juz nie moge sie doczekac, jeden bol, ze dopiero po moim urlopie czyli na poczatku sieprnia

moze dotrzymam, choc juz powoli zaczynam tracic glos....
To tyle o mnie - moze cos o Filipku

Zaczal stawiac wiecej kroczkow jakies 2 tygodnie przed roczkiem

A idelanie w roczek zaczal po prostu chodzic

Teraz juz nie chodzi - teraz biega

;D I.... co najcudowniejsze na swiecie!!! Mowi MAMA!!! calkowicie swiadomie!!! to jest taaakie slodkie

))
I mowi jeszcze oczywiscie tata (i na tate i na wiele innych rzeczy

) i mowi na lampe-bampa, na sciane-ciała, na zegar-tik tak, na pieski-cos co niby ma byc hau hau, ale baaardoz malo podobnie brzmi

no i umie pokazac kilka zwierzatek na rysunku, umie pokazac jak robi rybka, pokazuje czesci ciala swoje i czyjes

Cudowny jest

Szkoda tylko, ze w ogole go nie mam ostatnio

Przez te dojazdy... czesto po pracy trzeba cos zalatwic i zanim dojedziemy do Trzebini to on juz spi ...

Ale czuje, ze mimo to jest ze mna zwiazany, a wrecz coraz bardziej, prakltycznie z dnia na dzien widze, ze coraz bardziej swiadomie odbiera nasze wyjscie do pracy, bo to cyganskie dziecko zawsze bylo i w sumie po chwili oswojenia nie bylo problemu zeby z kims zostal bez nas. A teraz rano jak mi usiadzie na kolanach to juz nie chce zejsc i placze czesto

Z jednej strony zal, a z drugiej cieplutko na serduszku mi sie robi, ze mimo, ze mnie nie ma to mnie potrzebuje, bo jestem cholernie zazdrosna o tesciowa, ze jest z nim - tzn ze zna go lepiej niz ja

Ale juz postanowilismy, ze koniec z tym po przeprowadzce, bedziemy mieszkac w bloku obok kolezanki mojej mamy (bardzo fajna babka), jest na takiej emeryturze pomostowej i jak mama jej kiedys zaproponowala by siedziala z Filipkiem to bardzo powaznie do tego podeszla. No wiec na razie tak wstepnie, ale chyba bedzie niania dla Filipka, mama zaproponowala ze pomoze nam finansowo, zeby troche jej zaplacic, a mieszka blisko wiec to duzy plus. Ja juz naprawde chce zyc sama swoim zyciem... nie wytrzymam dluzej z tesciowa, mimo, ze ja lubie, troche paradoksalne co? Paradoksalne zreszta jest tez to, ze odkad ona nam pomagala to mialam mniej czasu na wszystko generalnie... dziwne nie?
Obejrzalam tez zdjecia maluszkow, od momentu kiedy przestalam miec czas na BB - to jedyny watek jaki nadrobilam, jak moglabym inaczej

Są cudowne, wszystkie bez wyjatku!!!!!
Buziaki ogromne dla WAS i cudownych DZIECIACZKOW!!! I oczywiscie równiez dla tych jeszcze nienarodzonych! Mam nadzieje, ze kiedys wroce do regularnego wpadania na BB!
Postaram sie tez zaraz wrzucic pare najnowszych fotek Filipka
P.S. Uff... ale się rozpisałam
