Kochana moja, dziekuje za to co napisalas!
Jestem z Wami calym sercem i az fizycznie boli mnie w srodku, gdy mysle o Waszej strasznie dlugiej terapii. Wiem jak odetchnelam po operacji, wiem jakim bylo dla mnie koszmarem miec swiadomosc obecnosci tego okropienstwa w malenkim brzuszku Filcia. Dlatego mam w sobie sporo empatii dla Twoich uczuc i przezyc, bo przeciez pozbyliscie sie guza nieduzo wczesniej przed nami, a przez tyle czasu on pozostawal w brzuszku Julianka, a dziecko musialo znosic kolejne chemie.
Nie mam nawet slow, by wyrazic zal i bezsilnosc na to, co spotkalo nasze dzieci. Nie chce porownywac, ktory rak lzejszy, a ktory ciezszy do przejscia, (bo gdyby to byla np. bialaczka, nie musielibysmy tracic organow) ale wiem, ze nasi synkowie przeszli straszna wojne, tym straszniejsza, ze nieobliczalna.
Wiele bitew za nami, a co teraz przed nami? Lek pozostaje, zarowno stary, jak i nowy. Bo nie wiemy jak dzieci poradza sobie w przyszlosci ze skutkami tego co ich spotkalo. Wierzymy, pewnie, ze tak! Mamy nadzieje, cale jej poklady! I strach...
Kochana! pisz do nas kiedy tylko masz sily i checi. Sciskamy mocno!
Jutro zaczynamy 48h chemie, wyjdziemy ze szpitala w poniedzialek. Filip znowu nie chce jesc, grymasi, nie wiadomo co robic. Pije piers, nawet wiecej niz ostatnio bywalo. Ma jakies klopoty z brzuszkiem i kupa, puszcza strasze, smierdzace baki od 2 dni, a wczorajsza kupa wygladala jak u niemowlaka na piersi, zolta.
Zebysmy sie przypadkiem nie nudzili, to wczoraj upitolil Filipa w raczke bak/trzmiel. Wszystko jest ok, na szczescie, choc raczka zaraz opuchla i zrobila sie czerwona az do lokcia, a dzis rano obudzil sie z rumieniem na calym cialku, ktory w ciagu dnia zniknal.
Poza tym ok, Filciu drepta, a ja dretwieje co chwila, zeby nie zrobil sobie krzywdy, a i tak co troche sie gdzies obije. Zebiska wielkie czworkowe prezentuja sie okazale.
Pogoda wkrotce mnie wykonczy, ale jak to mowia 'cierp cialo cos chcialo...'
Buziaki weekendowe dla Wszystkich!