Witajcie dziewczyny,
z dzisiejszej wizyty wróciłam rzeczywiście, tak jak potrzebowałam, podbudowana i podniesiona na duchu. Lekarka powiedziała mi, że jest znaczna poprawa, że ta macica jest znacznie bardziej rozpulchniona i miękka niż tydzień temu. Oczywiście wskazanie mam takie, żeby leżeć nadal, czyli święta spędzimy pewnie z mężem w domu... Może to i dobrze, bo dziś mam dzień irytacji na bliskich, wszystko, co mówią, dobrze radzą po prostu mnie wkurza. Każdy najmądrzejszy, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Jejku, mam nadzieję, że mi przejdzie, zresztą nie w tym wątku o tym powinnam pisać, wybaczcie
Wracając do dzisiejszej wizyty. Lekarka pobrała mi dodatkowo materiał do badania cytologicznego. Najdziwniejsze okazało się dla mnie to, że zamiast sama zlecić ten materiał do badań, to przekazała mi go osobiście, bym zawiozła do diagnozy

Zdziwiło mnie to tym bardziej, że zgodnie z jej wskazaniami powinnam leżeć, a nie jeździć po mieście z materiałem do badań. Pojechaliśmy więc z mężem i on zaniósł próbkę, żebym ja nie musiała chodzić.
Dziewczyny, mam też do Was pytanie odnośnie badań. Czy wy na każdej wizycie jesteście badane na fotelu, później USG itp? Jak to u Was wygląda? Jaką macie częstotliwość chodzenia do lekarza? Teraz lekarka nie zleciła mi badań krwi, ale może zapomniała. Bo ostatnie miałam robione w lutym, więc chyba wypadałoby je już powtórzyć... Jak to u Was wygląda? Będę wdzięczna za informację, bo jestem już dziś lekko skołowana. Czas iść spać, by zapomnieć o wszystkich złościach i napięciu
Dobrej nocy Wam i Waszym Maleństwom życzę
