hahaha a co do śląska i ich przesądów... Misiek jest z Katowic.. i taka historyjka... jak sie zastanawialismy kogo brać na chrzestną, to Misiek nie mial nic przeciwko, żeby była nią moja przyjaciółka... ale jak jego mama i babcia sie o tym dowiedziały to wielkie larmo zrobiły że ma być jego siotra i koniec! tak sobie to przemyslalam i stwierdzilam "a co mi tam... pierwszego dziecka chrzestnymi mogą w sumie byc wujek i ciocia ok" no to sie zgodzilismy... poprosilismy juz siostre Miśka na chrzestną... i pewnego dnia mama Miśka się pyta, którego będziemy chrzcić 20 czy 27 września... (żeby to bylo konicznie na mszy w niedziele)... ja wielkie oczy zrobiłam

i mówię... jakiego WRZEŚNIA???

w grudnu dopiero na święta.. zaczeła się w tym momencie 3 wojna światowa, teściowa ciskała w nas gromami a babcia wznosiła modłu ku niebu... to im mówie "HELOŁ! same chciałyście żeby to A była chrzestną, a przecież leży z zagrożoną ciążą... jak mamy ochrzcić wcześniej...?" mini im zżedły... ja miałam pieruńską satysfakcję, ale nie dawały za wygraną... i znów zaczęły, że tyle co do kościoła to A samochodem podwiozą, że wszystko będzie dobrze i że mamy chrzcić we wrześniu... a ja im na to "Tak mojemu dziecku życzycie??? przecież nie wolno brać ciężarnej na chrzestną, bo może się dziecku coś stać!"
Tak więc moje kochane... nie ma nic lepszego niż wyuczyć sie tych świetnych zabobonów na pamięć i urzywać ich jako broni... przez zabobonami właśnie... nie raz jest tak, że jedno drugie wyklucza
Jeden zabobon faktycznie przeszedł do mojej rodziny i praktykujemy to już raczej jako tradycję... apropos właśnie spacerków przed chrztem... u nas nie ma wersji z diabłem tylko, że źli ludzie mogliby dziecko zauroczyć, ale żeby do tego nie doszło, to dzidziuś musi mieć przy sobie coś czerwonego... moja prababcia przywiązywała mi zawsze do włosków lub na rączkę czerwoną wstążeczkę :-)