reklama

Wrześniówkowe mamy

a z tym pomaganiem..chodzi o to, ze ja temu kolesiowi zalatwilam doslownie wszystko tutaj, od domu po prace..nawet samochod ze mna sobie kupowal...
 
reklama
Właśnie o to samo miałam zapytać co on sobie myśli :wściekła/y: niech też Ci pomoże .
Jesteśmy z Tobą jak coś wyjaśnisz to pisz czekamy.


przeciez wiecie, ze sama na siebie musze liczyc... chociaz w tej sytuacji tez by nic nie zdzialal... bo znajomych mamy niestety wspolnych i tylko sytuacja typu jechac autobusem plus taxi wchodzi w gre, ale jak pozniej wrocic? Sklep tamten z ktorego sie odbiera jest jakies 2 godziny drogi przez miasto stad...
powoli mi przechodzi.. najzwyczajniej w swiecie nie pojade na porodowke i mowie calkiem powaznie
 
Ale jak zamierzasz rodzić w domu;-):-) żartowałam.
To naprawdę nie wesoło a 2 godziny drogi to faktycznie daleko. Aby do jutra(rozumiem ze jutro znajomy znajdzie czas) teraz to ja razem z Toba będę tu niecierpliwie czekać co się wydarzy.
 
a ja wlasnie przezyłam załamanie nerwowe spowodowane złym zachowaniem mojego synka, az się poryczałam i w tym amoku tak na wrzeszczałam na niego ze b przyszedł i prosił zebym nie krzyczała bo ludzie się dziwnie po oknach patrzą na ulicy i wyszłam z pokoiku ale słyszałam jak mały dostał lanie
 
Harsh - napisz palantowi smska, takiego zeby wyruty sumienia go zeżarły, palnij ojca dziecka w palnik, zostaw mu dowód i upowaznienie do odbioru łóżeczka, numer telefonu do tego palanta co Cię dziś wystawił i niech się dzieje wola Boska - jedź do szpitala. Czy ktoś od nas z wreśniówek ma Twój numer telefonu w razie czego?
Tygrysek - ten Twój maluszek chyba przeczuwa wielkie zmiany i boi się o mamę, nie denerwuj się, bo i Ty dziś na porodówkę pojediesz. I czy ktoś ma Twój nr telefonu?
 
Harsharani - nie denerwuj się, przecież na pewno można to jakoś załatwić, jak ten znajomy jutro też "nie bedzie mógł" to zadzwon do jakiejś firmy taksówkarskiej albo chociażby przeprowadzkowej, na pewno znajdziesz jakieś namiary w internecie albo w książce telefonicznej. Powodzenia i nie stresuj się!
Tygrysku dużo spokoju życzę, widzę ze dzisiaj jakiś kiepski dzień nie tylko ja mam
 
No, pół dnia mnie nie było, a tu tyle rzeczy się wydarzyło.

Po pierwsze: mega gratulacje dla kolejnej sierpniowej Wrześnióweczki! Emilka84 - ależ nas wzięłaś z zaskoczenia:-D:-D:-D

Ależ się rozkręciłyśmy, a do września jeszcze tydzień prawie!

Tygrysku - ja dalej obstawiam ciebie, no i Harsharani jako następne (a po ostatnich postach Harsh domyślam się, że to już niebawem).

Bedismall - wiem, że łatwo powiedzieć "nie przejmuj się". U nas też teraz z kasą krucho, oj krucho. Niby oboje z mężem pracujemy, ale jednak z tymi wszystkimi kredytami, rachunkami, wyprawką dla malucha to po prostu czasami wyć się chce, że nie starcza na każdą wymarzoną i upragnioną rzecz.

K@sia - no akurat na tym zdjęciu Kuba miał 3 m-ce i był na "najtłustszym" etapie swojego życia. Wtedy jadł naprawdę sporo ponad normę i musieliśmy zacząć mu ograniczać. Moja teściówka opiekuje się chłopcem o dwa tygodnie starszym od mojego synka. Jest równie wysoki jak Kuba, ale taki szkielecik, że aż przykro patrzeć. On urodził się z prawie 100% głuchotą i w ogóle jak dla mnie sprawia wrażenie dziecka... hm... chorego. Teściowa musi zmuszać go do jedzenia, gdyby nie to, po prostu umarł by z wycieńczenia, bo potrafi nawet przez 3 dni odmawiać jedzenia. Po prostu napycha mu na siłę usta papkami (chłopak ma 2 latka!!!). Nie sądzę, żeby wada słuchu miała wpływ na apetyt, a raczej na totalny brak łaknienia. Ale w porównaniu z moim synkiem, to naprawdę jego rodzice mają problem.

Blimka, Bedismall, K@sia - jakbym czytała o własnej teściowej (a co do poniektórych rzeczy to z przykrością stwierdzam, że także o mojej mamie). Wózek nie taki (bo za jasna tapicerka, będzie się brudzić, a w ogóle to przecież jest po Kubie wózek, to co, że połamany), łóżeczko nie potrzebne (przecież mam po Kubie - to co z tego, że Kuba wciąż na nim śpi), imię dla malucha okropne (cała rodzina się śmieje z politowaniem, że chcemy dać mu na imię Tymoteusz) i tysiąc innych problemów. Co przeżyłam po urodzeniu Kuby ze strony teściowej i mojej własnej mamy, to już nie raz na tym forum pisałam i nie będę się więcej powtarzać. Gdyby nie chrzestna Kubusia, to wpadłabym w deprechę, już stałam na jej skraju. Przykro, że tak wiele z nas ma podobne, bardzo niemiłe, doświadczenia. Osoby, które najbardziej powinny nas wspierać, po których oczekujemy tylko pozytywnych wibracji i słów, ranią nas i jeszcze nie rozumieją, w czym problem.

Harsharani - my to mamy przejechane z tymi dostawami! Nie wiem, ale chyba się garncu grochu dobrałyśmy. Co za pech! Co za walnięty facet! Ja już nie mogę. Po prostu słów brakuje! Qurcze, żeby go tak myszy zżarły! Czy gościu nie ma za grosz sumienia i wyobraźni?! Błagam, Harsh! Nie ródź teraz! Niech to się jakoś wszystko dobrze skończy! Gdybym mogła ci jakoś pomóc... Gdyby mój brat miał samochód... Qurcze...Oni tam w Hinckley mają jakiegoś znajomego busiarza, który ich wozi na lotnisko do Nothingham... Tyle, że to też tak beznadziejnie daleko od Ciebie...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry