No, pół dnia mnie nie było, a tu tyle rzeczy się wydarzyło.
Po pierwsze:
mega gratulacje dla kolejnej sierpniowej Wrześnióweczki! Emilka84 - ależ nas wzięłaś z zaskoczenia


Ależ się rozkręciłyśmy, a do września jeszcze tydzień prawie!
Tygrysku - ja dalej obstawiam ciebie, no i Harsharani jako następne (a po ostatnich postach Harsh domyślam się, że to już niebawem).
Bedismall - wiem, że łatwo powiedzieć "nie przejmuj się". U nas też teraz z kasą krucho, oj krucho. Niby oboje z mężem pracujemy, ale jednak z tymi wszystkimi kredytami, rachunkami, wyprawką dla malucha to po prostu czasami wyć się chce, że nie starcza na każdą wymarzoną i upragnioną rzecz.
K@sia - no akurat na tym zdjęciu Kuba miał 3 m-ce i był na "najtłustszym" etapie swojego życia. Wtedy jadł naprawdę sporo ponad normę i musieliśmy zacząć mu ograniczać. Moja teściówka opiekuje się chłopcem o dwa tygodnie starszym od mojego synka. Jest równie wysoki jak Kuba, ale taki szkielecik, że aż przykro patrzeć. On urodził się z prawie 100% głuchotą i w ogóle jak dla mnie sprawia wrażenie dziecka... hm... chorego. Teściowa musi zmuszać go do jedzenia, gdyby nie to, po prostu umarł by z wycieńczenia, bo potrafi nawet przez 3 dni odmawiać jedzenia. Po prostu napycha mu na siłę usta papkami (chłopak ma 2 latka!!!). Nie sądzę, żeby wada słuchu miała wpływ na apetyt, a raczej na totalny brak łaknienia. Ale w porównaniu z moim synkiem, to naprawdę jego rodzice mają problem.
Blimka, Bedismall, K@sia - jakbym czytała o własnej teściowej (a co do poniektórych rzeczy to z przykrością stwierdzam, że także o mojej mamie). Wózek nie taki (bo za jasna tapicerka, będzie się brudzić, a w ogóle to przecież jest po Kubie wózek, to co, że połamany), łóżeczko nie potrzebne (przecież mam po Kubie - to co z tego, że Kuba wciąż na nim śpi), imię dla malucha okropne (cała rodzina się śmieje z politowaniem, że chcemy dać mu na imię Tymoteusz) i tysiąc innych problemów. Co przeżyłam po urodzeniu Kuby ze strony teściowej i mojej własnej mamy, to już nie raz na tym forum pisałam i nie będę się więcej powtarzać. Gdyby nie chrzestna Kubusia, to wpadłabym w deprechę, już stałam na jej skraju. Przykro, że tak wiele z nas ma podobne, bardzo niemiłe, doświadczenia. Osoby, które najbardziej powinny nas wspierać, po których oczekujemy tylko pozytywnych wibracji i słów, ranią nas i jeszcze nie rozumieją, w czym problem.
Harsharani - my to mamy przejechane z tymi dostawami! Nie wiem, ale chyba się garncu grochu dobrałyśmy. Co za pech! Co za walnięty facet! Ja już nie mogę. Po prostu słów brakuje! Qurcze, żeby go tak myszy zżarły! Czy gościu nie ma za grosz sumienia i wyobraźni?! Błagam, Harsh! Nie ródź teraz! Niech to się jakoś wszystko dobrze skończy! Gdybym mogła ci jakoś pomóc... Gdyby mój brat miał samochód... Qurcze...Oni tam w Hinckley mają jakiegoś znajomego busiarza, który ich wozi na lotnisko do Nothingham... Tyle, że to też tak beznadziejnie daleko od Ciebie...