reklama

Wrześniówkowe mamy

Witam, witam...
od rana mam urwanie glowy, maz przywiozl dzieciaki no i do jutra zostaja u nas tak wiec moze mnie nie byc na bb przez te dwa dni z powodu braku czasu...no i musze sie wam pochwalic hanifka mi przespala prawie cala noc...tzn zasnela o 22 i spala do 5 o piatej wypila mleczko i spala znow do 9:30 to pewnie jednorazowe no ale sie ciesze nie wiem dlaczego czy moze dlatego ze poprzeniej nocy gdy obudzila sie o 12 zamiast mleczka dostala herbatki a mleczko dostala o 4 czy moze dlatego ze wczoraj wypila herbtke z melisy albo dlatego ze wpila pozniej mleczko i pozniej poszla spac normalnie ok 20:00 dostawala mleko i szla spac a wczoraj 180 ml mleka dostala o 18:00 troszke sie pobawila zdrzemnela na 30 minut i o 21:30 wypila mleczko i poszla spac...
 
reklama
Cześć, mamuśki

Tygrysku - dziękuję za troskę i pamięć, noc jakoś przetrwaliśmy bez większych problemów. Przed zaśnięciem Kuba tylko raz zwymiotował ale to pod wpływem takiego duszącego kaszlu. Całą noc przespał spokojnie i nawet się nie budził, ale może dlatego, że spał z nami, bo bałam się go zostawić samego w jego pokoju. Od ilości kupek ma już tak odparzoną pupę, że zwija się z bólu przy każdej kolejnej. Już nie wiem, czym mam mu to posmarować, żeby go nie bolało. A dzisiaj walnął naprawdę luźną kupę więc infekcji ciąg dalszy. Na dodatek rano mierzyłam mu temperaturę i ma stan podgorączkowy. Tymo miał w pupie 37,8 st. C, a więc też już coś jest na rzeczy. Gdyby się pojawiła biegunka, to walę na pogotowie, bo z takimi maluchami to nie ma żartów. Poza tym ślubny też ledwo żyje, łazi po chałupie jak zombie. A mnie łeb napiep... od rana.

Mój sposób na podawanie 2,5-letniemu buntownikowi leków? Te smaczne w stylu Nurofen, Drosetux, czy Ceruvit podaję mu miarką i raczej nie protestuje. Nawet ostatnio tabletki pokruszone można mu jakoś podać na łyżeczce. Pod warunkiem, że mam przygotowane coś do popicia. Niedobre w smaku leki też lecą na takiej zasadzie, że uprzedzam Kubę, że są okropne i że trzeba je szybciutko popić. Na Eurespal np. podziałało. No wczoraj miałam problem ze smectą, bo nasza lekarka kazała mu podać od razu półtora saszetki na łyżce razem ze startym jabłkiem. Ja mu to do buzi i patrzę, jak mu rośnie w gębie... Po chwili miałam wszystko na jego koszulce, na mojej koszulce, na podłodze... Eh, a wystarczyło mu to rozpuścić w wodzie i dać do wypicia:baffled:.

Hruda - kiedyś się troszkę interesowałam zielarstwem, u rodziców mam nawet taką super księgę o ziołolecznictwie (stara jak świat ale naprawdę ma skuteczne "przepisy" na różne choróbska). Niestety, kobylak jest kiepski w smaku, trudno go "wmusić" 2,5-latkowi. Co do waszej wizyty u nowego pediatry, to mam nadzieję, że okaże się godna zaufania. Grunt, żeby jej zalecenia przyniosły skutek.
W kwestii słoiczków, to rzeczywiście, zalecają wprowadzać początkowo w malutkich ilościach na raz a potem stopniowo zwiększać. Ale gdzieś na wątku "Gdy mleczko to już za mało..." pisałam, że chodzi o to, by na jeden posiłek podać np. łyżeczkę marchewki a następnie pozwolić dziecku dojeść mleczkiem. W kolejnych dniach stopniowo zwiększa się ilość słoiczka a zmniejsza ilość mleczka, aż maluch będzie jadł same owoce lub zupkę w ilości zapewniającej mu sytość.

Carioca - wiesz, podawanie dziecku piersi, kiedy w nim nie ma mleczka... To chyba nie o to w tym chodzi;-) Dla zdrowia Stacha i twojego popieram pomysł przejścia na mleko mydyfikowane.To już nie jest kryzys laktacji, który pokonasz poprzez cierpliwe przystawianie małego do piersi. Niestety, nie każdej mamie dane jest karmić dziecko przez dwa lata. I nie jesteś wyrodną matką, bo co ja bym musiała myśleć o sobie...:-) Więc uszy do góry, 4 miechy naturalnego karmienia to bardzo dużo i wiele zrobiłaś już dla swojego synka. Czy tego chcemy, czy nie, rezerwy przeciwciał w organizmach naszych dzieci już są na wyczerpaniu, a sama wiesz, że mimo karmienia piersią, Stachu nie uchronił się od choróbska.
Co do smoczków, to powinno się je wymieniać co 3 miesiące albo kiedy widoczne są uszkodzenia albo kiedy dziecko "wyrasta" z rozmiaru (tzn. za ciężko mu idzie ssanie, wkurza się i dłużej niż zwykle je). Butelki, to tak jak pisała Tygrysek, kiedy widać już rysy od środka, bo tam mnożą się bakterie i trudno je doczyścić.

Xeone - ale fajnie, że sobie zrobiłaś wczasy w jułesej:-D. Dla dziadków to na pewno frajda nie z tej ziemi. Mam nadzieję, że szkrabik szybko się przystosuje. A tak w ogóle to jesteś dzielna kobitka, bo ja na samą myśl o lataniu dostaję gęsiej skórki...:baffled:
 
a ja odkryłam wątek o Mai w sumie to zawsze miałma w świadomości że on istnieje i że potrzebują pomocy ale dziś dopiero się zagłębiłam w to i siedzę i ryczę bo Maja odeszła nie miała już siły czekac na swoje nowe serduszko i sobie myślę że taki rotawirus czy migdał a nawet brak kasy to pryszcz i tak sobie patrze na te moje złotka i nie wiem co bym zrobiła jak by mi któreś wybyło z domku
Atru wika ma w pupie 37,7 a Szyma pod paszką rano miał 38,7 i tak czekam co i jak ale mały pije już dużo i zaczął jesć w sumie to ostatni raz zjadł coś w czwartek a tak to po kęsku wczoraj biszkopta i bananka
a ja dzisiaj piekę pączki bo ma ochote i jakpoliczyłam że za 3 zapłacę 4 zeta to kupiłam drożdze i mleko reszczt eskładników mam w zapasie to mam do przodu a pączków bedzie nie 3 a 25 i starczy dla gości a i tening przed tłustym czwartkiem wskazany
 
Gabids - pisalam juz do Ciebie bo pytalas o podroz, ale nie wyslalo mi wiadomosci bo jak napisalam to wylaczyli mi net...i juz potem nie milam czasu.
Teraz mam chwilunie wiec zaczynam jeszcze raz.
Powiem Ci szczerze ze na twoim miejscu zastanowilabym sie nad podroza z dzieckiem samochodem tym bardziej ze bedzie starsze, bo im starsze dziecko tym gorzej jest z dlugo-godzinnymi podrozami...Nastka teraz pieknie zniosla podroz, noc przespala jak w lozeczku, potem sie bawila...karmilam ja w samochodzie, przewijalam ja tez w samochodzie- na na zadnej stacji nie mieli przebierakow dla maluszkow :( Mialam 6 butelek duzych i 2 do herbatek. Zuzylam jedna mala i 5 duzych...
Jadac z dzieckiem nigdy tak naprawde nie wiesz jak dlugo bedziesz jechac tym bardziej ze twoj maluszek bedzie juz o wiele starszy :) bedzie sie coraz wiecej krecil i nie wiem czy wytrzyma w foteliku tyle godzin.
Ja poki co wracam juz samolotem i nie powtorze historii z podroza samochodem z malym dzieckiem gdyz nie mam na to serca patrzec jak maluszek sie meczy tyle godzin w tym chol... foteliku. Nie wiem jak bedzie w samolocie a to tylko jednak 2,5 h a nie 16 czy wiecej !!!
My jak jezdzilismy sami to podroz zajmowala nam 14 godzin, jadac z dzieckiem jechalismy 23 h !!!! Robilismy dluzsze postoje zeby mala wyprostowala swoje kosteczki no i nie dopisywala nam pogoda bo zamiast jechac 160 na autostradzie w niemczech to ciagnelismy sie zaledwie 80km/h bo byla slizgawica :(

oki uciekam
 
Jak tak czytam, to strasznie sobie teraz pluję w brodę, ze nie zaszczepiłam Ola na te rotawirusy. Jakoś wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że jest to taka powszechna choroba i większość dzieci to przechodzi. Jak ostatnio byliśmy na szczepieniu i zapytałam o tą szczepionkę, to babka powiedziała, ze już jest dla małego za późno. Ależ jestem zła na siebie:wściekła/y::wściekła/y: Tygrysku, Atruviell-życzę Waszym pociechom szybkiego powrotu do zdrówka i oby tym najmniejszym nic się nie przyplątało.
Mam dziś paskudny dzień, Olaf jest tak absorbujący, że padam na pysk, za nic w świecie nie chciał troszkę sam się zabawić, poza tym pokłóciłam się trochę ze ślubnym. W dodatku przeczytałam o tym, ze Maja odeszła. To straszna tragedia, Boże nie wyobrażam sobie tego, biedni rodzice, poryczałam się...Dziękuję Bogu, że mam zdrowe dziecko!
 
a ja odkryłam wątek o Mai w sumie to zawsze miałma w świadomości że on istnieje i że potrzebują pomocy ale dziś dopiero się zagłębiłam w to i siedzę i ryczę bo Maja odeszła nie miała już siły czekac na swoje nowe serduszko i sobie myślę że taki rotawirus czy migdał a nawet brak kasy to pryszcz i tak sobie patrze na te moje złotka i nie wiem co bym zrobiła jak by mi któreś wybyło z domku

W dodatku przeczytałam o tym, ze Maja odeszła. To straszna tragedia, Boże nie wyobrażam sobie tego, biedni rodzice, poryczałam się...Dziękuję Bogu, że mam zdrowe dziecko!

Też widziałam ten wątek o Mai...ale jak przeczytałam że odeszła...to aż się popłakałam....brak słów....Nikomu takiego życia nie życzę,nawet największemu wrogowi jakie przeszli rodzice!!!!
Tak jakoś smutno.....ale Maja już się nie męczy...i jest z aniołkami
[*][*][*]

A do nas doszedł nowy członek rodziny(pozazdrościłam tygryskowi)....doszedł mi następny kłopot na głowę....i mamy pieska.Ale daję radę....
 
Wiem ze to nie ten watek ale nie moge...caly dzien zwlekalam by nie zajrzec na watki o Mai..ale zajrzalam i palcze, nie moge sie powstrzymac...
Ja tez wierze w bozy plan ale...to takie oktutne...a przy tym ile w rodzicach NAJprawdziwszej sily, milosci i wiary...podziw, rozpacz...:sad::sad::sad::sad::sad::sad:
 
reklama
Witajcie, kochane.
Dziękuję za życzenia zdrówka dla moich szkrabów. Tymek na razie OK (nie zapeszając), ale Kuba rozkręcił się na dobre. Od wczoraj walczymy z wysoką temperaturą, która przez całą sobotę, noc i kawałek niedzieli oscylowała w pobliżu 39 st. C. Nurofen działa jakby chciał, a nie mógł. Kuba ma czerwone gorące poliki, wygląda jak dziadek mróz. Do temperatury i biegunki doszedł okropny krtaniowy kaszel i to już przestało mi się podobać. Czekam na popołudnie i zobaczę co będzie się działo, jeśli zacznie znów wzrastać to lecimy na pogotowie. Nie chcę przerabiać po raz kolejny duszącego się w środku nocy dziecka. Tymka wywiozłam do mojej mamy i tak od wczoraj przez cały dzień i pół nocy biegałam przez całe miasto od jednego do drugiego malucha.
Kończę, dziewczyny, lecę do Kuby... Trzymajcie kciuki...

PS. Widziałam wiadomość o odejściu Mai... Ledwo widzę co piszę, bo robię to przez łzy... Mąż patrzy na mnie jak na wariatkę...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry