reklama

Wrześniówkowe mamy

Kurcze dziewczyny ale zescie naklikaly...wy spania nie macie czy co???
no i moja noc wygladala nastepujaco o 20 dalam hanifce mleczko 30 ml wiecej niz zwykle i do tego 2 miarki kleiku i obudzila sie o 2:00:szok: szok normalnie to budzila sie dwie godziny wczesniej czyli gdzies o 12:00 no i sie przebudzila to dalam jej troche wody ale nie zasmakowalo jej to wpila pare lykow i nie chciala lezala sbie jeszcze 40 minut nie wiem czy spala czy lezala ale ciho byla o 2:40 dalam jej mleczko zrobione wedlug zalecen czyli z jednej miarki mniej niz do tej pory i zaraz zasnela i spala dio 6:00 dostala normalnie 120 ml mleczka i ladnie spala do teraz wlasnie sie obudzila
i mam takie pytanie czy z tego mleka o 6:00 tez mam pomalu rezygnowac czy to normalnie jej podawac???
 
reklama
Klavell, ja myślę, że możesz przesuwać czas podawania tego porannego mleczka, to jest szansa, że będzie się później budzić.
U nas woda nie działa, Maciuś jej nie lubi.:no:
 
z drugiej strony i tak sie o 6:00 budze bo maz do pracy idzie i jak jej podam to mlezko to ladnie spi do 9:00 co mnie cieszy a jak jej tego mleczka nie dawalam to budzila sie 7:30-8:00
 
Oho, wczoraj za szybko wymiękłam i takie ciekawe tematy mnie ominęły.

Hruda - ja za czasów licealnych bardzo interesowałam się różnymi takimi rzeczami. Np. nauczyłam się (od babci mojej koleżanki) stawiać Tarota, Małe i Wielkie Arkana, parę razy mi postawiono i... wszystko się sprawdziło. W związku z czym stwierdziłam, że chyba jednak nie chcę wiedzieć na wyrost co mnie czeka. Póki nie wiem, mam przynajmniej złudzenie kontroli nad własnym życiem.
Ale opowiem wam, jakie sobie wkręty z koleżankami robiłyśmy. Otóż ja przez moje koleżanki z klasy licealnej zawsze byłam uwazana za "czarownicę", tzn. dużo czytałam (nie tylko książek fantasy), sporo wiedziałam, kilka rzeczy udało mi się kiedyś zrobić. Pewnego wrześniowego wieczoru zebrałyśmy się we czworo na działce mojego przyszłego męża. Chciałyśmy sobie powróżyć, a raczej postawić karty naszej koleżance, która była bardzo ciekawa a z drugiej strony bała się takich rzeczy. Najpierw zabawiłyśmy się w "talerzyk" (gdzie stawia się pytanie, a "duchy" odpowiadają), a potem postawiłyśmy sobie nawzajem karty (zresztą w moim przypadku ta wróżba w 100% się spełniła w ciągu kilku następnych miesięcy). Na koniec zaczęłyśmy (w ciemnościach rozświetlonych jedynie małą świeczką) rozmawiać o zjawiskach paranormalnych, duchach itp. W pewnym momencie patrzę na moją koleżankę a ona z biała jak papier spogląda w okno altanki. Ja patrzę - a tam za szybą wpatrzone w nas nieludzkie oczy na tle poszarzałej, groteskowej twarzy. Jak my stamtąd darłyśmy... Już na zewnątrz altanki okazało się, że to był... kot sąsiadów. Ale wrażenie i tak było upiorne. Wydaje mi się, że dostaliśmy nauczkę, żeby więcej tak lekko sobie do tych spraw nie podchodzić. Więc od tamtej pory troszkę ostrożniej "uzewnętrzniam" swoje zainteresowania.

Poza tym wierzę w sny i w interwencje zmarłych w nasze życie.

Co do winek to ja uwielbiam najbardziej białe półwytrwne i bałkańskie. Całe szczęście, że w Polsce są głęboko nie doceniane, bo przynajmniej ich cena jest przyzwoita.

Klavell - 6 rano to już nie noc, niestety. Należy się małej normalny posiłek.

Ok, musze na razie kończyć, bo się Tymo domaga jedzenia, a Kuba chce bajek...
 
mielam wczoraj awarie komputera i nie jestem w stanie dzisiaj nadrobic. przeczytalam tylko ostatnia strone.
atru- co do winek zgadzam sie w 100%!!!!!!!!!!!!!!!:-D:-D:-D

milego dzionka wam zycze. piekna dzisiaj pogoda:tak::tak::tak:
 
O widze ze duzo nie stracilam z wczorajszej i mprezy bo zaraz po mnie poszlyscie spac.
Kurcze u mnie zaczyna sie szpital,Fabian obudzil sie z goraczka i katarem i mezus tez taki pociagajacy do pracy pojechal.Wprowadzilam juz najwyzszy stopien gotowosci do walki z choroba zeby uchronic mala.A jeszcze dzisiaj mam wizyte u lekarza zeby wypisala skierowanie na badania tarczycy no i musze z calym ogonkiem sie pokazac.
klavell czyzby eksperyment poskutkowal.A o 6 to spokojnie juz mozesz podac mleko.Moja dzisiaj obudzila sie o 5.30 i dostala porcje mleka,a teraz wlasnie skonczyla kaszke.
 
Dzien dobry...pierwsza z Mariann wita was:-D
Nie spimy i klikamy...bo dla mnie to jedyna ciekawa rozrywka w ciagu dnia tzn doby. Maluch spi, wszystko gra wiec pora sie rozerwac...a pokusa jest tak silna ze sen odkladam na pozniej.
Stasiu mnie obudzil dzis wyjatkowo o 3.20..i juz mialam w te pedy leciec zrobic mu butle...ale przypomnialy mi sie rady Atru...wiec podchodzilam, dawalam smoczka i..w koncu zasnelam, mam nadzieje ze moje dziecko wraz ze mna...do 6.oo wiec sniadanie...
Atru -czulam ze jestes poniekad "czarownica":-)...co do "zainteresowań" tez przestalam pchac sie przed szereg i opowiadac co ja wiem, co potrafie itp...Wiele osob odbiera TO jako dowod bycia "nawiedzonm", bujajacym w oblokach i zupelnie oderwanym od rzeczywistosci, ktorzy stawiaj tarota - czy maja kupic chleb zytni czy moze kukurydziany;-)...Choc wiem ze takich nie brakuje :baffled:Prawda jest taka ze znam osoby, sama nia jestem!, ktore mocno chodza po ziemi a wiedza duchowa pozwala im siegnac do najwrazliwszej czesci swojej osobowosci, dac odpowiedzi na bardziej egzystencjonalne pytania lub nadaje zyciu glebszy sens...Ja interesuje sie numerologia ( jestem po 3 letniim kursie), wiedza duchowa i praca na planie podswiadomosci ( planeta).Mam respekt do tarota i run ale nie stawiam, do reiki rowniez...co do kart klasycznych, chiromanii, astrologii, mam zupelnie luzny stosunek, a przede wszystkim brak mi wiedzy i zaciecia na ten temat...Mam jednak respekt do calej ezoteryki, nie traktuje to jak zabawe czy mile spedzanie wieczorow z kolezankami...I juz nie mam "naiwnej" checi przekonania wszystkich wokoło do tego ze COS jednak jest, ze to wszystko ma swoj wielki duchowy sens...juz nie:sorry2:
 
reklama
Jak już mowa o piosenkach, to nie wiem, czy pamiętacie takiego niemieckiego piosenkarza Falco. Pamiętam premierę jego kolejnej piosenki, nie kojarzę tytyłu ale chyba "into the light", w każdym razie zrobiła na mnie wrażenie, była smutna, mówiła o śmierci, teledysk pokazywał rozpędzony samochód, który uderza w coś. Pamiętam, że płakałam słuchając tego nagrania. Parę dni później okazało się, że Falco zginął w wypadku samochodowym. Piosenka na pewno powstała za życia autora, ciekawe, czy Falco miał przeczucie własnej śmierci?

Ja tam w takie rzeczy wierzę, bo kiedyś coś takiego przeżyłam. Tzn. nie śmierć ale przeczucie śmierci, chociaż nie dotyczyło to mojej osoby. Miałam kiedyś przyjaciółkę w podstawówce, która od 6 roku życia walczyła z gózem mózgu. Jak to dzieciak nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji. Myślałam, że Dorotka wyzdrowieje, przecież przechodziła kolejne operacje za granicą, czuła się coraz lepiej. Przeżyła 3 wylewy zanim osiągnęła wiek 14 lat!!! Była silna i chciała żyć. Pewnej nocy obudziło mnie uczucie, że muszę się z nią zobaczyć. Wiedziałam, że od jakiegoś czasu leży w naszym szpitalu i dochodzi do siebie po trzecim wylewie. To uczucie było takie silne, a jednocześnie w głowie tłukła mi się myśl,że ona umiera. Wyobrażałam sobie - o ja głupia - jak zareaguję na wieść o jej odejściu... Na drugi dzień zamiast do szkoły (8 klasa podst.) pobiegłam do szpitala z jakimiś drobnymi upominkami dla Dorotki. Jak zwykle była przy niej jej wspaniała mama, która poprosiła mnie, bym nie mówiła o szkole, o koleżankach, bo Dorotka strasznie płacze. W zasasdzie nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć. Leżała sobie na łóżku, wyglądała strasznie, z wygoloną głową, wychudła, przygaszona i taka... przerażona... Ale nie sądziłam, że najgorsze dopiero przed nią. W sumie posiedziałam z nią wtedy jakiś czas, trzymając po prostu za rękę... Kiedy wychodziłam, jej mama podziękowała mi za te wszystkie lata, kiedy bywało, że byłam jedyną koleżanką, jaka zachodziła do Dorotki (miała nauczanie indywidualne w domu, a ja mieszkałam dwa piętra wyżej, więc rzeczywiście często ją odwiedzałam). Wróciłam do szkoły z rozdartym sercem. Dwa dni później, w dzień naszego balu na zakończenie 8 klasy i w dniu swoich 14 urodzin Dorotka zmarła... Potem dowiedziałam się, że lekarze dawali jej właśnie tyle lat życia. Miała nie przeżyć trudów dojrzewania, jej mózg i organizm były w takim stanie, że zwykła huśtawka hormonów była dla niej zbyt wielkim obciążeniem...

Ok, znowu się popłakałam... Jak zawsze, gdy to wspominam. Eh, koniec już takiej tematyki. Idę przewinąć Tymka, bo kupę nawalił.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry