reklama

Wychowywać, ale jak?

Patri ja chyba bym wyszła z pokoju zeby sie uspokoiła, i wrocilabym po 10 minutach czy nawet pozniej
wytłumaczyc ze jak sie uspokoisz to do ciebie przyjde, albo odwrocic uwagę jak chcesz poczytam Ci bajkę
 
reklama
no chyba musze tak zrobic.koniec do domu i zero bajek.bo sama groźba że do domu to go nie ruszy
No pewnie, że sama groźba nie ruszy Szymka na początku. Ale jak kilka razy wrócisz do domu, to się przekona, że gadanie mamy to nie przelewki i spełnia swoje groźby, to potem wystarczy sama groźba, zobaczysz :tak:
No i myślę że natychmiastowy powrót do domu po złym zachowaniu wystarczy, nie musisz dodatkowo bajek zabraniać, wydaje mi się, że 2 kary za jedno przewinienie to za dużo dla takiego dwulatka.

Kasia i Rozalka zgadzam się, to dobre metody na takie zachowanie.
Ja nie mam kłopotu na razie. Raz mówię Julcia, idziemy do domu, wzięłam ją za rączkę, a ona w płacz. Przytuliłam ją i mówię, że rozumiem, że tu jest fajnie i że rozumiem, że nie chce do domu, ale przyjdziemy tutaj jeszcze. POwiedziałam, że może jeszcze ostatni raz zjechać ze zjeżdżalni, a potem idziemy do domu i przyjdziemy innego dnia. Pobiegła, zjechała i potem już szłyśmy do domu spokojnie.
Teraz już jestem mądrzejsza i uprzedzam ją jakieś 10 minut wczesniej, że niedługo idziemy do domu. Potem przypominam jeszcze za pięć minut, potem ostatni raz na zjeżdzalni, albo ostatnia babka w piasku i koniec zabawy na dziś. I zapewniam, że jeszcze tu przyjdziemy. działa, jest w porządku, nie mam kłopotu.
Ja się mierzę z dziwną sprawą. Nie bardzo wiem jak reagować.
W autobusie wyciąga palec do panni i mówi: pani maś palusiek. Pani chwyta ją za paluszek, a ona chowa i wrzeszcy: nie luś pani pluśka!!!!
Albo: jak przechodzi pies, to wyciąga do niego ręke z lizakiem, jak pies podejdzie, to ona się drze, zostaw lizaka pies!!
Albo wczoraj przed snem: Na lęce!!! na lęce!! I wyje. Biore ją na ręce, a ona wygina się wyje i krzyczy: spac!! spac!! No to ją kładę na poduszke. A ta znowu ryk i na lęce, na lęce!! Ja ją na ręce, a ona Spać!! Spac!! W koncu powiiedzialam ze skoro chce spac, to niech spi, no to wyje, ze na rece. Mówię, ze przeciez chciala spac, dobranoc. Ta sie drze. Mówię, chciałaś iść spać, nie wezmę Cię na ręce. Odczekałam aż sie wywrzeszczy, właziła na mnie, biła mnie, wrzeszczała, mama wstawaj. Powiedzialam, ze jesli jeszcze raz mnie uderzy, wychodze z pokoju i po nastepny uderzeniu przypomialam jej ze ostrzegałam, i wyszłam. Ja sie uspokola przytuliłam.
Albo: Tata, zrób mi mleko, tata idzie robić mleko, przynosi, a ta: nie chce mleka!!

No i bądź człowieku mądry.
Hm, no to jest problem, z którym się nie spotkałam jak narazie. Ale tak sobie myślę, że jak by mi Oliwka takie numery odstawiała, to bym w takiej sytuacji zapytała konkretnie np Chcesz spać czy na ręce? jak powie, że spać, to choćby mury się waliły, na ręce bym jej nie wzięła, wyszłabym z pokoju i wróciła jakby się uspokoiła czyli tak jak zrobiłaś Patri :tak: Nie wiem na ile by to pomogło, ale próbowałabym. Można może też powiedzieć, że jeśli będzie się tak zachowywać, to nie dostanie lizaka czy czegoś tam, jakiejś w każdym razie przyjemności.

Co do oceny zachowania, to myślę, że wynika z dążenia dwulatka do decydowania o sobie. Takie manewrowanie rodzicem, że spełnia zachciankę dziecka, a za chwilę ma spełnić również, tylko zupełnie odwrotną, daje mu poczucie, że kontroluje sytuację w pełni. I jeśli by mu ulegać tak w kółko, to faktycznie oznaczałoby, że pozwalamy dziecku manipulować sobą.
 
Tak Kasiad, też to rozpatruję w sensie dążenia dwulatka do kontroli nad otoczeniem i wiem, że nie wolno dac sie sprowokować, bo granice dają maluchowi poczucie bezpieczeństwa. Jeśli rodzice nie są w stanie zapewnić dziecku bezpieczeństwa, bo potrafiło wejść im na głowę, to kto je obroni jak przyjdzie prawdziwe niebezpieczeństwo?
Więc nie daję sobie wejsc na głowę, ale wykańcza mnie to manipulowanie.
Dzisiaj wymyśliła tak: swój kocyk położyła na moim łóżku, a nasze łóżka stoją obok siebie, więc wystarczyło, że sięgnęła ręką dalej i już kocyk mogła położyć u nas. Więc przełożyła kocyk na moje łóżko i krzyczy: dać kocyk!! Jak dałam kocyk, to znowu odkłada na moje łóżko i znowu krzyczy dać kocyk. Powiedziałam jej wtedy, że dobrze wie gdzie jest kocyk, bo sama sobie go tam położyła. Żeby wzięła sobie sama. Nie podałam jej, sama po jakimś czasie go soie sięgnęła i poszła spać. Ciekawe zjawisko z nią. ja tez sie z takim zachowaniem wczesniej nie spotkałam.
 
Myślę że Kasiad dobrze Ci Patri doradziła i trafnie to wszystko ujęła :tak:
Jak sięgam pamięcią, to Milenka kilka razy też miała takie akcje. Ale ja nie jestem chyba aż tak cierpliwa, bo jakoś odruchowo nie pozwalałam na to żeby te zmienne zachcianki przeciagały się aż zacznę się denerwować i po drugim-trzecim razie odwracałam i swoją i jej uwagę w innym kierunku. Owszem, poskakała sobie chwilę w złości coś tam po swojemu krzycząc, ale szybko przechodziło i teraz już się to nie zdarza.
 
U Oliwki za to się objawia silne poczucie własności, ciągle tylko słyszę ostatnio: to moje! Np mówi: Nie możesz leżeć na mojej poduszce! To moja poduszka! Albo: Nie oglądaj mojej bajki! i ten jej ton :szok: rozkazujący, nie cierpiący sprzeciwu :dry: Za taki ton natychmiast jest poinformowana, że do dorosłych się tak nie mówi i ma mówić ładnie. Jeśli wtedy zmieni ton mówiąc spokojnie, że coś jest jej, to wtedy mogę z nią podyskutować na temat, czy coś jest jej, czy nie. Czasem jej przyznam rację, czasem nie, zgodnie z prawdą. A jak tonu nie zmieni, to idzie do kąta, ale najczęściej ton zmienia.
W kącie natomiast Oliwka natychmiast mięknie, z obojętnie jakiego powodu stoi, przestaje się buntować i mówi: więcej już nie będę! i faktycznie wychodząc z kąta zaprzestaje złego zachowania. Więc jak dla nas, to jest skuteczna kara. Ale do kąta idzie, jak już naprawdę nas wyprowadzi z równowagi, więc zdarza się to naprawdę bardzo rzadko.
 
Myślę że Kasiad dobrze Ci Patri doradziła i trafnie to wszystko ujęła :tak:
Jak sięgam pamięcią, to Milenka kilka razy też miała takie akcje. Ale ja nie jestem chyba aż tak cierpliwa, bo jakoś odruchowo nie pozwalałam na to żeby te zmienne zachcianki przeciagały się aż zacznę się denerwować i po drugim-trzecim razie odwracałam i swoją i jej uwagę w innym kierunku. Owszem, poskakała sobie chwilę w złości coś tam po swojemu krzycząc, ale szybko przechodziło i teraz już się to nie zdarza.

Ja po drugim razie już się denerwuję:-D:-D:-D Nie musze nawet tego przeciągać!! :-)
I tak, rzeczywiście, odwracanie uwagi jeszcze muszę poćwiczyć...
 
U Oliwki za to się objawia silne poczucie własności, ciągle tylko słyszę ostatnio: to moje! Np mówi: Nie możesz leżeć na mojej poduszce! To moja poduszka! Albo: Nie oglądaj mojej bajki! i ten jej ton :szok: rozkazujący, nie cierpiący sprzeciwu :dry: Za taki ton natychmiast jest poinformowana, że do dorosłych się tak nie mówi i ma mówić ładnie. Jeśli wtedy zmieni ton mówiąc spokojnie, że coś jest jej, to wtedy mogę z nią podyskutować na temat, czy coś jest jej, czy nie. Czasem jej przyznam rację, czasem nie, zgodnie z prawdą. A jak tonu nie zmieni, to idzie do kąta, ale najczęściej ton zmienia.
W kącie natomiast Oliwka natychmiast mięknie, z obojętnie jakiego powodu stoi, przestaje się buntować i mówi: więcej już nie będę! i faktycznie wychodząc z kąta zaprzestaje złego zachowania. Więc jak dla nas, to jest skuteczna kara. Ale do kąta idzie, jak już naprawdę nas wyprowadzi z równowagi, więc zdarza się to naprawdę bardzo rzadko.
No z tym bronieniem własności jest szał. Wrzeszczy zostaw, to moje, albo oddaj mi to!! WRZESZCZY. Tłumaczę, wystarczy powiedzieć, nie potrzeba krzyczeć. Wystarczy powiedzieć: proszę mi oddać moja piłkę. I już. I każe jej powtórzyć. Ale następnym razem gdy znów emocje wezmą górę znowu krzyczy. Na karnym serduszku była raz, za to że mnie bije. Teraz wystarczy wspomnieć ze za karę pójdzie na karne serduszko i jest spokój. Nie wiem czy za ton jakim się upomina o swoje bym ją karała, bo to mi się wydaje zbyt draastyczne. Pomyślę nad tym.
Zabawa na dziś taka, że mamy w domu psa. Tesciowa przyjechała z psem. No i te chwyty "masz-zostaw" są wkurzające. Jeszcze ja się zorientuje w co mała gra i dam se siana z reagowaniem na to, ale pies reaguje cały czas. Powiedziała, że jak będzie niedobra dla psa, to pójdzie na karne serduszko. na razie jest ok. Zobaczymy co będzie. Naprawdę czekam na ten czas, kiedy będzie 5 latką, będziemy razem malować, lepic z plasteliny i grać w jakieś gry. nauczę ja w szachy. Na razie nauczyłam sie panować nad sobą i reagować w miarę spokojnie, no i jestem konsekwentna. Mam juz jakies efekty, ale teraz pewnie wkraczamy w następny etap do rzepracowania.
Pewnego dnia panie w żłobku powiedziały, ze Julia popycha dzieci. Rozmawialiśmy z nią w domu na drugi dzień, bardzo spokojnie i rzeczowo, gdy wszyscy w trójkę leżeliśmy na dużym łóżku, takie pokojowe rozmowy. W nastepnym tgodniu pod koniec pani ze zlobka powiedziała, ze jest zdziwiona, ale Julia ani razu nie popchnęła żadnego dziecka. Zupełnie zaprzestała takich zachowań. Widocznie rozmowy poskutkowały, jestem zaskoczona , mile zaskoczona.
 
Nie wiem czy za ton jakim się upomina o swoje bym ją karała, bo to mi się wydaje zbyt draastyczne. Pomyślę nad tym.
Wiesz, mi chodzi nie tylko o ton, ale też o sposób całej wypowiedzi. Widuję kilkuletnie dzieci (np 5-8 latki) które tak zwracają się do rodziców, że włosy dęba stają. Krzyczą na nich, rozkazują. A tydzień temu widziałam jak synek w wieku ok 8 lat uderzył matkę za to, że poprawiając mu czepek pociągnęła go niechcąco za włosy. Dla mnie takie zachowanie jest nie do przyjęcia. Dlatego uważam, że od początku należy reagować na ton, na próby rozkazywania rodzicom przez dziecko. Bo jak pozwolisz dziecku teraz na takie odzywki, to potem może być tylko gorzej.
 
Ostatnia edycja:
Na razie tłumaczę, że wystarczy powiedzieć, nie potrzeba krzyczeć i uczę ja formy. Nawet ostatnio zamiast wrzasku (dać płatki!!) powiedziała do Barta: poprosze płatki. Myślę, że za trochę się nauczy.
Właśnie przed chwilą zakończyłyśmy siedzenie na karnym serduszku, bo mnie okłada równo. Po twarzy, po nogach, po głowie, gdzie popadnie. A wczoraj tak mnie ugryzła w rękę, ze dzisiaj mam siniaka. No to dzisiaj ostrzegłam po pierwszym uderzeniu, że jak uderzy mnie jeszcze raz, to będzie miała karę.
Oj drastycznie było, bo wszystkie możliwości wyszukiwała, żeby nie siedzieć. Ale pierwszy raz doczekałam do momentu aż grzecznie siedziała na serduszku, uspokoiła się z tej furii i czekała aż przyjdę.
Do tej pory (czyli raz) , było, że jak uspokoiła się na tyle, żeby tylko siedziec na serduszku, to już szłam z nią rozmawiać. Bałam się, że jakies gorączki dostanie z tych spazmów. Dziś odczekałam do końca.
I powiedziała: Uspokoiłaś się. Psieplasiam, że mnie bijesz...
No spoko:baffled:
Poprawiam ją. Uspokoiłam się. Przepraszam, ze Cie uderzyłam, już więcej nie będę.
Przytulas i ok.

Ale serce mi pęka :-(:-(:-(
 
reklama
co do kary że bajki też zabiorę to w sumie na Szymka dziła jak czar mary słowa jak będziesz niegrzeczny, jeśli nie przeprosisz to...,jeśli nie pozbierasz to......oddam bajki do sklepu.
naprawdę sama groźba idziemy do domu to błysk w oku że może zobaczy jakąś bajkę.a zwłaszcza ostatnio krecika.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry