reklama

Wychowywać, ale jak?

Konrad tez nerwus,krzyczy gdy chce cos dostac,osiągnac.
Staram sie,żeby miał jak najmniej powodów do płaczu.Jednak np gdy ostanio podarł sporo papieru toaletowego w przedpokoju,to wzięłam go za ręke i powiedziałam,że musi to pozbaierac...Oczywiscie usłyszałam od razu wielkie nie,powiedziałam mu,ze mu pomoge i podniosłam pierwszy papierek.Tłumaczyłam,że skoro porwał,to musi pozbierac i potem moze sie isc pobawic...I byłam w szoku( i w dodatku baaardzo dumna) bo mój zbuntowany dwulatek;-) grzecznie pozbierał wszystko:szok::tak:.
 
reklama
u nas też jak mówię że pomogę to to działa i Emilka sprząta:tak:

wczoraj za to układała książki na swoje miejsce i bardzo jej sie to podobało bo wchodziła na skrzynkę z zabawkami i sama układała a dziś tylko by to robić wszystkie książki zwaliła na ziemię :baffled: ja do niej wchodzę i się pytam "co się stało" a ona na to że sprząta i układa książki:sorry:
 
Moja Julcia miała powiedzine, że puste pudełko po danio do kosza, a łyzeczkę trzeba wrzucić do zlewu.
No a dzidzia pociągnęła to dalej, bo pudełko wrzuca do kosza, łyżeczkę i widelczyk do zlewu, a talerzyk.... do szafki, gdzie są czyste talerze... ;-) Porządnicka. Składa tez ubranie i wkłada do szuflady, swoje zabawki też wkłada do jej szuflady. Czasem kiepsko ją namówić na sprzątanie po zabawie, gdy pokój jest pokryty jej różnościami, ale razem jak najbardziej.
Mówię - zbierasz do czerwonego pudełka czy do niebieskiego?
Albo podaję jej zabawkę i mówię: to-tutaj. Następną jej podaję i to samo, potem podsuwam jej te co ma wrzucić do pudełka i sama już wrzuca. Chyba nie mamy z tym kłopotu.
Na początku też za rękę i pokazywaliśmy jak się sprząta. A teraz wystarczy zroić to razem z nią a i tak ona zrobi większość jak już się rozpędzi z tym sprzątaniem. Ostatnio bawi się monetami, wyzbierała co do jednej. To samo z rozsypanymi zaiernkami dyni, które się ujawniły po zdjęciu pierwszej warstwy zabawek z podłogi. Wysprzatała co do jednego do pudełeczka.
Jest super.
 
ten wątek będzie tylko mój

wiecie co no dziś b ył mega rekord serio aż przez własne dziecko poczułam się zawstydzona i zmieszana

mieliśmy spięcie w sklepie o plastiokowy domek dla dzieci do ogrodu Szymek w nim siedział dośc długo i w końcu go wyciągnełam i się tak wił jak wąż i płakał krzyczał no ale go niosłam i mówiłam do niego spokojnie nie płacz spokojnie tłumaczyłam że teraz już nie możemy być w domu że jeszcze wrócimy tam kiedyś ok płacz więc powiedziałam że koniec biegania po hali posadziłam do wózka na zakupy i basta. płakał jak wścieklizna i pani z promocji minn2 chciałą dać mu naklejkę a on bach wywalił jej wszystko z koszyka jak podeszła i biedna musiała to zbierać.

ale mi było głupio przeprosiłam fakt

no mówię wam tragedia się z niego robi walczy jak goliad o władzę a ja staram się być twarda ale zastanawiam się jak długo tak ma być. to jego płakanie wycie udawanie krzyki machanie łapami - jedno szczęście że nie kładzie się na ziemi i nie tupie nogami

a już dzień zapowiadał się tak fajnie basen bez stresu i w nagrodę byliśmy pierwszy raz na jeździe na koniuku i było super sympatycznie i co proszę o 17 wulkan pokazał.

Od Was zaczerpniąta metoda: liczę do trzech. Raz, dwa, i ostatnie moje słowo - trzy.

Moja Julka też tak miała, jak byłyśmy w empiku, tam jest karuzela, jak chciałam już iść to mi urządziła cyrk.
Teraz mówię:
Julcia, za 5 minut idziemy do domu, pobaw się jeszcze, a za chwile już idziemy.
Julcia za 2 minutki idziemy, pobawiłas się już?
Julcia pora iść. Pomachaj na pożegnanie karuzeli: ona: papa karuzelko!!!
Przyjdziemy jeszcze tutaj, teraz pora iść do domu.

Zauważyłam, ze ostrzeżenie, że niedługo pora iść do domu i zostawienie jej jeszcze na jakiś czas naprawde przynosi dobry rezultat. Wczoraj byłyśmy na basenie, jak mówię, że pora iść, to mam krzyk natychmiast.
Mówię: wiem, ze nie chcesz jeszcze iść, ale już nasz czas się kończy. Pobaw się jeszcze chwile, pokąp się i zaraz wychodzimy.
Potem no, wychodzimy: licze do trzech: raz, dwa, trzy. I już mam dzidzię przy sobie.
Trochę kwęczała, ale to nic w porównaniu z histeria w jaką wpadła jak chciałam ją zabrać natychmiast. Szła ze mną grzecznie. Powiedziałam, ze przyjdziemy jeszcze na pewno, że teraz idziemy pod prysznic i tam tez jest super. I koniec rozpaczy.

Poza tym wcześniej mnóstwo razy leżała mi na chodniku, albo najlepiej na skrzyżowaniu tuneli w przejściu podziemnym. Genialnie. Aż jeden facet przystanął i zapytał: To pani pierwsze dziecko?
Ja mówię ze tak.
A on na to: no to ma pani problem.

Nie zdąrzyłam spytać go co ma na myśli, bo szybko odszedł, ja miałam na niego nerwa, a ta się wiła na chodniku i ani myśli wstawać.
Liczę do trzech jeszcze wtedy nie działało. Więc za łapę i siłą, wijącą się, wrzeszczącą, gryzącą, szczypiącą, kopiącą. Do tego miałam minę jakbym niosła ziemniaki do domu.

Spróbowała kolejny raz. Tak samo się dla niej skończyło, ja wyczerpana.

Raz jak byliśmy z Bartem też tak zrobiiła. Najpierw ostrzeżenia, hasło, że takie zachowanie nam sie nie podoba, wstajesz, czy mam cię podnieść. NIE!!!
No to on za jedną łapę ja za drugą i wrzeszczaka spokojnie do domu.

Następnym razem byłam sama, położyła się znowu w tym samym miejscu. Tylko zapytałam: wstajesz czy mam cię podnieść. Natychmiast wstała. I już nigdy sie nie położyła na ziemi.

Na szczeście.

Swoje przeżyłam też.

Tak samo jak nie moze czegos dostac, czego własnie bardzo chce, to jest szał, a raczej był szał! Zaczęło się poprawiac, jak powtarzaliśmy jej spokojnie: nie krzycz do mnie, ja słyszę jk mówisz spokojnie. Wtedy wyrazanie próśb nie było wrzeszczącym jęczeniem tylko słowami i super.
Ja odmawiamy czegoś, to tłumaczymy dlaczego i że jutro dostanie, dziś już było, więc dziś już nie. W zamian czasem dostaje coś innego.
Bywało, że jak jej się nie dało tego co chciała, to potrafiła pobiec przez cały pokój, żeby mnie trzasnąć, gdy ja siedziałam przed kompem, a to Bartek jej nie dał.
Trzy raz karne serduszko według instrukcji superniani i skończyło sie bicie rodziców, po pierwszym machnięciu łapką ma ostrzeżenie, ze jeszcze raz i będzie kara na karnym serduszku. I jest spokój.
Ale dzici maja pomysły. skoro ręką nie można rodziców klepać, to moze nogą można. Zaczęła nas kopać.... Robiła swoje nie łamiąc naszej zasady... No to jedna kara na serduszku wystarczyła.

Rozpisałam się. Radzimy sobie i z napadami jej złości, chyba już minęły, z kładzeniem się na chodniku, też chyba minęło. Z krzyczeniem zamiast komunikowania spokonie i rzeczowo, chyba też już jesteśmy za tym.

Rozpisałam się.
Miłego dnia.
 
Ostatnia edycja:
u nas metoda z liczeniem też działa :tak:

dziś np:byliśmy w sklepie były plastikowe domki zjeżdzalnie a że się spieszyliśmy przed Roberta pracą

mówię możesz iść sobie zjechać 2 razy! wiec liczymy raz , dwa i jak chciała jeszcze mówię pójdziemy tylko szybko do sklepu w drodze powrotnej znów sobie zjedziesz 2 razy :tak: wracaliśmy było raz , dwa i chciała jeszcze raz ale wytłumaczyłam że następny razem sobie znów zjedziesz jak tam będziemy a jak wrócimy do domku pójdziemy na zjeżdzalnie u nas :tak:

troszkę się zasmuciła ale nie uległam a nam się spieszyło ;-):tak:zaraz pójdziemy na plac zabaw o ile padać nie będzie;-)
 
No to przechwaliłam.

Julcia mnie bije. Jak się uderzy o coś, to przychodzi mi za to oddać. Bartek kilka razy jej powiedział, żeby go nie bbiła, raz złapał ją za rękę i ścisnął i od tamtej pory ma spokój. A ja nadal dostaję.
Nawet jak siedzi na karnym serduszku, gdy wstanie i ją sadzam to mi przyłoży, mimo, że za to właśnie siedzi i za każdym razem jej mówię dlaczego siedzi na karnym serduszku.
Czasem myslę, że Julka jest za mała na karne serduszko.

Co myślicie?

Ale jak inaczej nauczyć ją, żeby nie biła mnie? Ja jej bić nie zamierzam...

Macie pomysły? Bo ja się dziś spłakałam, czuję się bezradna...
 
Patri, myślę, że zrobiłabym tak samo jak Bart. Wątpię, żeby zrobił małej krzywdę zciskając jej rękę, pewnie bardziej chodziło tu o pokazanie stanowczości, że nie godzi się na takie zachowania wobec siebie. No i odniósł zamierzony skutek.
 
Kasiad, ja też później tak próbowałam, ale mi się nie udało.
Dziś karne serduszko było w użyciu 3 razy.
Ciągle nie wiem czy to nie jest zbyt drastyczne dla takiego malucha...
w sensie czy nie powinna być troszkę starsza do tego. Ja nie wiem czy ona już rozumie przyczynę i skutek, chociaż jak obiecujemy jej, że jak ładnie pójdzie spac, to później pójdziemy na spacer, na lody, na basen, czy coś, to kładzie się grzecznie, więc chyba już rozumie...
No i wiem, że jestem za miękka... może dlatego mnie dziecko tak "utwardza". Ja grożę serduszkiem, ale sadzam ją w ostateczności, jakoś mi serce pęka jak ona tam siedzi. Ale dziś ją wytrzymałam, grzecznie odsiedziała karę, potem powiedziała, że przeprasza, ze już nie bedzie więcej biła i że mnie kocha.... Hm, nie wiem, co bedzie to będzie, nie ędę jej łamać przecież, żeby była posłuszna..... ehhhhhhhhhhhhhhh
 
Ostatnia edycja:
reklama
U nas zamiast karnego serduszka jest stanie "w kącie" a właściwie przy lustrzanych drzwiach szafy. Oli stoi tam niezmiernie rzadko, a każde stanie skutkuje natychmiastową poprawą zachowania (w sumie to trudno nazwać staniem, bo stoi może z pół minuty, potem odrazu mówi: już nie będę! i odrazu jest wypuszczana). Nie wiem natomiast, czy jeśli dziecko nie poprawia się po takiej karze, to czy jest sens tak karać :confused: Oliwce ostatnio jakoś się bunt nie pogłębia, może nawet jest lepiej niż było. Ręki na nas nie podnosi, natomiast jest pyskata! No ale to jest do opanowania, przynajmniej narazie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry