czesc wszystkim. w piatek nie wpadalam bo jak wyszlam z domu o 10.00 to wrocilam po 21.wiec bylam wykonczona.niestety dalam sie sama sobie wkrecic.w tamtym cyklu 2 dni przed @ temp. spadala a w tym byla caly czas 37.0, raz 37,2 a raz 37,1 wiec jak w piatek dalej byla 37,0 to zrobila mi sie nadzieja.okresu nie dostalam, w dodatku w ten dzien jakos bylo mi chwilami niedobrze i ciagle ziewalam, podbrzusze tez jakos inaczej bolalo, no i sie nakrecilam. w sobote dalej mialam 37,0. a dzis w nocy dostalam okres i dzisiejsza temp. 36,9. a w tamtym cyklu jak mialam okres bylo 36,7.kazdy cykl u mnie inaczej przebiega.mi juz te starania bokami wychodza.teraz sie zastanawiam albo moja faza poowulacyjna teraz trwala 16 dni bo raczej u mnie trwa 14 dni.albo owulka sie przesunela, a jak tak bylo to ostro wtedy sie bzykalismy.i dalej nic z tego nie wychodzi.13 grudnia ide do ginki, niech ona cos poradzi, to juz nas uzna za malzenstwo z problemami z plodnoscia.i to mnie przeraza najbardziej. za 2 tyg. minie mi caly rok staranek a tu konca nie widac.
Bafinka o tych badaniach ginka tez mi mowila, wiec niewykluczone ze mnie tez to czeka.tez sie tego b. boje.ja nie sadzilam nigdy, ze zrobienie dziecka moze zajac tyle czasu i nerwow. u mnie zajscie w ciaze zaczyna graniczyc z cudem.