anioleczek uważaj bo wiedzę, że masz takie samo podejście do macierzyństwa jak ja przed przyjściem na świat Juranda. Też myślałam co to dziecko, śpi, je, przebrać trzeba. Po porodzie jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna i doprowadziło to do depresji, która jeszcze chwilę a skończyła by się tragicznie. Były chwile, że chciałam oddać dziecko, były myśli jeszcze gorsze. Udogodnienia jakie nam świat techniki zaserwował dzisiaj nie zastąpią towarzystwa, pomocy osób trzecich. Ja byłam zupełnie sama całymi dniami - mąż rano wychodził do pracy, wracał wieczorem. Jurand nie spał położony lecz na moich rękach lub na mnie. Mój organizm przestawił się i cały dzień nie korzystałam z toalety, nie jadłam, nie piłam. Po powrocie męża piłam, jadłam, itp.
A co do pieluch tetrowych NIGDY W ŻYCIU i nie chodzi o wygodę związaną z mniejszą ilością prania. Nie mam potrzeby zmieniania pieluchy po każdym siuraniu lub w nocy. Nie chcę iść na spacer i zaraz wracać bo mały bąbel zrobił siku, jak nie wrócę to zmarznie mu tyłek lub będzie odparzony.
Jak już temat pieluch, to dodam o smoczku. Smoczek miał Jurand i moczek będzie miał bąbel. Oduczenie od ssania smoczka nie było obarczone problemem, za to wiem, że znajomi mieli problem oduczenia ssania kciuka córki. Smoczka nie daje, a palca nie odetnę. Smoczek to super wynalazek :-):-):-). A i u nas smoczek był tylko do spania.