Mała Mi - nie rozumiem, czasem mi sie wydaje że przesadnie robićie z siebie jakieś biedne nieszczęsliwe istotki, nie widze sensu siedzenia w domu, jestem typem niespokojnego ducha i tydzień w domu to wystarczająca dawka po której rozrywa mnie.
Jeśli z maleństwem jest wszystko w porządku to dlaczego nie mogę wykonywać swojej pracy (zakład jest w likwidacji i nic sie nie dzieje, a poza tym za chwilkę po likwidacji pójdę na zasiłek macieżyński wysokości 100% mojej pensji i jeszcze nasiedzę sie w domku) dlatego praca ani nie jest ciężka ani stresująca.
Codziennie rano wstaję i ide do pracy i wydaje mi sie że jestem potrzebna i nie myśle stale o maleństwie i potencjalnych jego wadach i przeziernościach karkowych i innych rzeczach które jak słyszę to ciarki mnie przechodzą...
Wierze że moja i wszytskie inne dzidzie będą zdrowe i urodzą sie o czasie
Może to jest wyjście bo zanadtto sie przejmowanie też do niczego dobrego nie prowadzi - w pierwszej ciąży wstawałam o 5 rano jezdziłam codziennie na uczelnie zdawałam egzaminy i jezdziłam do domu 2 godziny PKS do domu a mała urodziła sie o czasie zdrowiutka o wadze 3450
Przepraszam jeśli którąś z Was uraziłam, oczywiści nie mam tego w zamiarze, ale czasem wydaje mi sie że same (ja też jestem w tej grupie) czytając to forum nakręcamy sie i obsesyjnie wszystkie martwimy sie o maleństwo które nosimy w sobie....
Oczywiście wśród nas są dziewczyny z przejściami które mają prawo sie denerwować, ale to naszym dzieciom na pewno nie pomaga - one denerwują sie razem z nami...
Tak myślę i jeśli którąś z WAS uraziłam to bardzo przepraszam, piszcie co myślicie