I znowu kilkudniowa przerwa, a tu tyyyyle do czytania. Ale wybaczcie kochane, nie dam rady wszystkiego nadrobić. Dopadło mnie małe załamanie zdrowotne spowodowane niepotrzebnymi nerwami i stresem co skończyło się plamieniem więc kilka dni przeleżałam i już wszystko jest ok.
I zgadzam się z Betka17, te bzdury to tylko jakiś głupi babol mógł wygadywać

Co za ludzie...
Najeczko takich to się w ogóle nie słucha, a już na pewno nie ma co wdawać się z takimi w dyskusje i dobrze zrobiłaś nie podejmując tematu, strata czasu (głupiemu i tak nic nie przetłumaczysz) i niepotrzebne nerwy, a złość piękności szkodzi

A co do dowodów na obalenie tej idiotycznej tezy, to sama jestem córką "starszej" mamy. Pojawiłam się jak moja mama miała 38 lat i jakoś specjalnie nie jestem upośledzona

, chyba...

, a i zdrowiem cieszę się nie najgorszym. A dodam, że wtedy jeszcze nie było tylu metod badań prenatalnych itd. A moja znajoma ma roczną córeczkę, którą urodziła mając 39lat po drugim in vitro (pierwsze nieudane). I mała to okaz zdrowia jakich mało. Podsumowując ten babsztyl to sam lekko upośledzony chyba...
Wagnies współczuję uczulenia, ale mam nadzieję, że szybciutko się z nim uporasz, a przy okazji odpoczniesz sobie na zwolnionku
Aluś nie sądzę, żeby którakolwiek z nas odebrała to jako smędzenie

W końcu wszystkie borykamy bądź borykałyśmy się do niedawna przez miesiące i lata dokładnie z tym samym problemem, strachem, rozterkami, załamaniami itd. Tyle, że część z nas pewnie tłumiła to w sobie, bo nie było komu się wyżalić, pogadać, bo kto zrozumie te problemy samemu ich nie doświadczając...a tutaj jest silna grupa wsparcia:-) I same fajne babeczki, które jak tylko mogą w każdej sytuacji wyciągną pomocną dłoń

A tak wracając do tematu to, nie powinnaś się przejmować...wiem, że to brzmi banalnie i wcale nie jest takie łatwe do zrealizowania jak się wydaje, ale przechodziłam dokładnie to samo. Planowaliśmy na wiosnę zabieg, mój kochany podchodził do tego tak spokojnie, że dodatkowo mnie tym denerwował;-) A ja miałam miliony myśli, a co jak się nie uda, a może to i tak nie ma sensu, bo po poprzednim poronieniu podczas pobytu w szpitalu coś mi tam jakiś patałach uszkodził i nawet in vitro nie pomoże tylko będę się łudzić i faszerować lekami, a może nie powinnam robić tego czy tamtego, co powinnam jeść itp...I może się powtarzam, ale...naprawdę najlepiej o tym wszystkim w ogóle nie myśleć, a podejść do tego jak do kolejnej, zwykłej wizyty u lekarza. Wiele sobie po tym zabiegu obiecywałam, ale po rozmowie z koleżanką, u której powiodło się przy drugiej próbie zrozumiałam, że muszę zmienić nastawienie i jeszcze przed przygotowaniem zacząć myśleć o tym, że jak się nie powiedzie za pierwszym razem to nie koniec świata i o niczym to nie świadczy, bo w końcu i tak się uda! Bo najważniejszy jest luz i spokój

A stres i nerwy są dużo gorsze od tych wszystkich rzeczy razem wziętych, które wyszperałaś w necie. I skoro sama jeszcze masz maleńkie wątpliwości to ja wierzę za Ciebie

Będzie dobrze:-)
Novaczka dobrze, że wujek był na posterunku
:-) Nie dość, że chatę uratował to jeszcze nas przed ewentualną Twoją nieobecnością na BB. Już go lubię;-)
Antila, Aluś ja mam dokładnie tak samo:-) Najgorzej to z butami, wymyślę sobie jakieś i co ciekawe raczej takie najprostsze, a nie jakieś nie wiadomo jak udziwnione i za cholerę nie mogę takich potem nigdzie dostać, choć wydaje mi się, że jeszcze kilka dni temu widziałam takich setki przypadkowo w mieście...

Zatem trzymam kciuki za rychłe znalezienie
tej sukieneczki
Carioca no właśnie może chociaż kolor zdradzisz?...sukni oczywiście, oj twarda sztuka z Ciebie

O zdrowie nie pytam (na wrześniu wspomniałam), za to dużo zdrówka życzę. I coś mi się wydaje, że miałam przyjemność widzieć Cię w poniedziałek, choć nie jestem pewna

. Ale jadąc w stronę obwodnicy przymusowo stałam na czerwonym i taka fajna babeczka, z brzuszkiem, łudząco podobna do tej ze zdjęć tutaj zamieszczanych siedziała na przystanku autobusowym. Dodam, że ubrana była w białe spodnie 3/4 i taka zwiewną bluzeczkę w odcieniach beżu i brązu o ile dobrze pamiętam. I już nawet miałam zacząć się drzeć przez uchyloną szybkę, ale jakoś nie miałam śmiałości...

tym bardziej, że owa skądinąd super babeczka chyba miała dość czekania na ten autobus i skierowała się w stronę przejścia dla pieszych więc już raczej by mnie nie usłyszała. A było to na przystanku koło lidla, na przeciwko Witawy.
Kajduś, Ewuś, Moniolek, Sensi i całą resztę 30-tek gorąco pozdrawiam.