Dokładnie te same myśli krążą po głowie. Pierwsze poronienie psychicznie kompletnie nie przerobiłam, nie byliśmy gotowi, choć przeczucie obawy były ale nie pokryte żadnymi badaniami straciliśmy nasze maleństwo. Ta ciąża była planowana obstawiona lekami jednymi już mając konkretną wiedzę inne tak na w razie. Z jednej strony miałam nadzieję ze tym razem się uda. Jestem mądrzejsza odnośnie przyczyn, obstawiona lekami, nie wystąpiły żadne czynniki które mogły się dodatkowo przyczynić tak jak np przeziębienie, praca fizyczna. Był naturalny stres o to czy się powtórzy scenariusz. Żyłam od badania do badania przełamując kolejne tygodnie w których poprzednio coś się zadziało. Minęłam krytyczny dla mnie tydzień gdzie wtedy straciliśmy. Zaczął się 12 tydzień. Ale w głowie już myśli żeby jak najszybciej skończyć I trymestr. Przyszły badania prenatalne. I dla mnie wyrok. Obrzęk ciała, przezierność, wada serca podejrZenie zespołu. Umawiamy się od razu na amniopunkcje. W międzyczasie kolejne badania, stan się nie pogarsza, czyli dla mego ducha dobrze. W tym czasie mieliśmy szansę przerobić najtrudniejsze tematy, co zrobimy jeśli .... Do tej pory rozmowy były tylko wirtualne wymadrzanie się co by się zrobiło. A teraz trzeba było naprawdę podjąć decyzję. Zmienialiśmy zdanie co chwilę. A ja zaczęłam się modlić już nie o zdrowie tylko o to bym nie musiała podejmować najgorszej decyzji w życiu. Im więcej czytałam na temat konkretnych wad Coraz bardziej się zastanawiałam nad terminacja. Wiedziałam że będę tego żałować mimo że dostanę wyrok z amniopunkcji. Wiedziałam też że jeśli to będzie wada która nie pozwoli na jakieś normalne życie skazę własne dziecko na cierpienie i śmierć na moich oczach. Z jednej strony pragnienie przytulenia ucałowania choć raz własnego dziecka była wielka że nie chciałam tego z drugiej strony .... I tak nie zdecydowaliśmy się na nic. Ten czas był nam potrzebny na oswojenie się z myślą że co nie zrobimy stracimy nasze maleństwo chyba że zdarzy się cud. Przed amniounkcji dowiaduje się że serduszko nie bije. Przyjęłam to z tak lekkim spokojem że nie potrafię tego zrozumieć. Emocje przyszły później. Zła jestem tylko że nie dowiedziałam się co dolega. Byłoby znacznie łatwiej teraz. Szpital nie zabezpieczył prawidłowo danych do badania. Straciliśmy wszystko, nasze dzieci, szanse na to żeby dowiedzieć się co było przyczyną, na to by zacząć dalej funkcjonować, planować i jeśli się zdecydujemy na kolejne dziecko to w jaki sposób się zabezpieczyć przed powtórka. Każda kolejna ciąża nie ważne już teraz w jaki sposób zostanie zainicjowana, jest skazana na psychiczne tortury.
Ale wiem jedno mimo że jest teraz wielki żal, smutek, płacz to wiem że łatwiej mi teraz pogodzić się ze stratą. Widocznie tak było lepiej. Tym razem nie robię tego błędu co poprzednio, chce mieć nasze wspólne miejsce gdzie będziemy mogli przyjść położyć kwiaty. Teraz spotkały się tam na górze nasze dwa Aniołki i się wspólnie sobą opiekują. Nie są same.
Kocham Was. Tęsknię i całuje