Dziewczyny, chcę Wam opowiedzieć moją historię!
Pewnie jak każda z Was trafiłam na to forum w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „co jest nie tak z moimi wynikami”.
W 11+2 tc zrobiłam USG genetyczne. Wyszło bardzo dobrze, kość nosowa wyraźnie widoczna, NT 1,4 mm (przy CRL 45,4 mm), wszystkie narządy wewn. obecne i prawidłowo wykształcone. Jedyne „ale”: zbyt szybkie tętno płodu (178 – czyli w górnej granicy normy) i ductus venosus – niby ok., ale też w górnej granicy.
Ryzyko podstawowe (miałam wtedy niecałe 34 lata):
Trisomia 21 - 1:361
Trisomia 18 – 1:800
Trisomia 13 – 1:2532
Nowe ryzyko obliczone na podstawie USG:
Trisomia 21 - 1:7225
Trisomia 18 – 1:12306
Trisomia 13 – 1:7819
Wygląda przecież dobrze. Ale lekarka dała mi skierowanie na testy z krwi, bo niepokoiło ją to serduszko. Powiedziała, że w takim wypadku będę mieć to badanie refundowane (za USG płaciłam 310 zł, a na testy z krwi się nie zdecydowałam, bo kosztowały dodatkowo ok. 250 zł). No i zaniepokoiła mnie bardzo. Po przemyśleniu sprawy w domu stwierdziłam, że co mi szkodzi, skoro mam to refundowane, zrobię sobie dla świętego spokoju.
Niestety nie zrobiłam jednego. Nie dowiedziałam się wcześniej o co w tych testach chodzi, co dają, a przede wszystkim co zrobię, jeśli wynik okaże się zły lub bardzo zły??
I to pytanie należy sobie zadać zanim się to podejdzie do tego badania!
Krew miałam pobraną na drugi dzień, a że to było tuż przed świętami Bożego Narodzenia na omówienie wyników miałam się zgłosić 9 stycznia. Na święta wyjechałam do rodziny, tam w sylwestra dostałam krwawienia (wcześniej miałam lekkie plamienie, brałam Duphaston, potem Luteinę), wylądowałam w szpitalu i przesunęłam termin odbioru wyników na tydzień później. Jakoś nie było mi spieszno do ich oglądania.
Odebrałam je chyba 16 stycznia i cały mój spokój legł w gruzach.
Testy wyszły fatalnie:
- Wolne beta-hCG – 0,244 MoM
- PAPP-A - 0,171 MoM
Nowe ryzyko obliczone:
Trisomia 21 - 1:708
Trisomia 18 – 1:57
Trisomia 13 – 1:36
Był to dla mnie szok. Na szczęście lekarka od razu zrobiła mi USG. Okazało się, że serduszko bije już normalnie – 150 uderzeń/min. Zwróciła też uwagę na piąstki dziecka – że są luźne, normalne, a u dzieci z takimi wadami są jakoś specyficznie zaciśnięte i paluszki zachodzą na siebie. To mnie lekko uspokoiło. Jednak znalazła zwapnienia na serduszku i jeszcze jakis inny drobiazg. Powiedziała, że gdyby wyniki były ok., to kompletnie by to zignorowała, ale w takim przypadku musi zwrócić na to uwagę.
Zwapnienia na serduszku miała też moja córeczka (obecnie 2 lata i 4 mies), też najedliśmy się strachu, a okazało się, że wszystko jest ok. i dziecko urodziło się zdrowiusieńkie.
No i oczywiście przekonywała, że trzeba zrobić amniopunkcję, a nawet że może nakłuć mnie od razu lub przyjść za 3 tyg. Nie zdecydowałam się, pożegnałam i poszłam zaryczana do domu.
Gdy minął pierwszy szok pojawiła się masa pytań, na które próbowałam znaleźć odpowiedz w sieci i u lekarzy.
Przede wszystkim, czy progesteron, który przyjmowałam mógł mieć wpływ na wyniki badań. I czy moja niedoczynność tarczycy i hormony, które w związku z tym przyjmuję mogły mieć wpływ (w międzyczasie okazało się, że miałam złe, bo wysokie wyniki TSH)? Rozmawiałam na ten temat z kilkoma ginekologami. Każdy zaprzeczał. Były jednak 2 wyjątki: najpierw znalazłam pracę jakiejś pani dr genetyki, która pisała, że przyjmowanie leków hormonalnych może wpływać na błędne wyniki testów Pappa i podobne zdanie miał genetyk, do którego zapisałam się na wizytę. On jednak też zalecał amnio.
To mi jednak wystarczyło. Definitywnie zrezygnowałam z amniopunkcji.
W domu dokładnie przeanalizowałam swoją sytuację:
Miałm 1% ryzyka, że moje dziecko umrze podczas amniopunkcji, a niecałe 3% ryzyka, że będzie miało trisomię 13 i niecałe 2% - że trismię 18
Bałam się tym bardziej, że miałam plamienia i krwawienia, więc ciąża nie była bezproblemowa.
Na terminację raczej i tak bym się nie zdecydowała, zresztą obie wady są w ogromnej większości letalne, więc niech się dzieje, co ma być/
Miałam ryzykować życie zdrowego chłopczyka i robić amniopunkcję? Gdyby wynik wyszedł dobry – zdrowy chłopiec, a poroniłabym, to nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia –
i to dla mnie było decydujące, aby nie podejmować się amniopunkcji.
Czy pozwoliłabyś wsiąść do pociągu swojemu dziecku wiedząc, że będzie katastrofa kolejowa i ze 100 jadących nim pasażerów 1 zginie?
I jeszcze jedna rzecz:
Powiedzmy, że 200 kobiet ma ryzyko 1:200. Wszystkie 200 kobiet robi amniopunkcję, wykrywa się wśród nich 1 dziecko z wadą, a poświęca się ku temu życie 2 zdrowych dzieci.
Pozostała mi niepewność i strach przez kolejne niemal pół roku. Ale szczerze mówiąc kiedy podjęłam ostatecznie decyzję o rezygnacji z amniopunkcji uspokoiłam się, emocje opadły, stres minął. Chyba ta decyzja była dla mnie najtrudniejsza. Przez resztę ciąży byłam spokojna, jedynie stresowałam się przed każdym badaniem, a każde wychodziło bardzo dobrze: echo serca, usg połówkowe i kolejne itd.
13.06, w piątek, niemal miesiąc za wcześnie, urodziłam ZDROWEGO synka!!!
Kilka dni temu w przychodni zagadnęłam dr genetyki z moim pytaniem o wpływ chorej tarczycy na wynik testu Pappa. Zaprzeczył, ale dodał:
„Ale te testy często wychodzą fałszywie pozytywne. Znacznie częściej niż pisze o tym producent”…
Pozdrawiam i życzę zdrowych dzidziusiów!!!
