Trochę nadrobiłam czytania i pozwolę sobie wtrącić swoje "trzy grosze"...

Dziewczynki Kochane! NIE zamartwiajcie się czy sobie poradzicie, odpowiedź jest tylko jedna - TAK! Przede wszystkim macie tzw.instynkt macieżyński, to bardzo ważne, żeby go wysłuchać! Poza tym wiele rzeczy dot.opieki nad dziećmi przychodzi intuicyjnie, nawet tatusiom

Więź między dziećmi a rodzicami/opiekunami jest silna, a porozumienie nazwałabym często telepatycznym. Niemowlaki "czytają" z nas jak z książek i reagują na nasze emocje, tembr głosu, wyraz twarzy. Po prostu trzeba dużo spokoju (o który nie łatwo przy niekończących się kolkach...) i wiary w siebie. W razie problemów, wątpliwości zawsze macie pediatrę, internet, koleżanki i kogoś z rodziny co ma jako-takie pojęcie o wychowaniu i pielęgnacji dzieci. Nie bójcie się! (Choć wiem, że mamy prawo do lęków i poczucia niekompetencji, niższości, bo jako dziewczyki i kobiety ciągle byłyśmy i jesteśmy rugane, strofowane i zawstydzane - sama tego doświadczyłam...)
Poza tym w moim odczuciu oprócz wycieńczenia "obsługą", dzieci dają ogromną siłę psychiczną, pomagają utwierdzić się w wierze we własne kompetencje i pomagają przetrwać trudne chwile - mój synek urodził się w miesiąc po śmierci mojej mamy i tylko dzięki świadomości, że niedługo się urodzi znajdowałam siłę żeby toważyszyć jej z uśmiechem w chorobie. I tylko dzięki niemu nie załamałam się po jej śmierci.
Jesteśmy bardzo silne, czasem po porostu nie zdajemy sobie z tego sprawy.
To samo dotyczy radzenia sobie z codziennymi sprawami, zajeciami, większą ilością dzieci w domu. Jeśli potrafimy się zorganizować, to podołamy wszystkiemu nie nadwyrężając ciała i zdrowia

Tak jak piszecie - nie jest łatwo ogarnąć prania, sprzątania, opieki nad dziećmi, zakupów, etc.w ciąży (zwłaszcza po 30 tyg) bez pomocy innych, ale da się. Ja jestem sama z synkiem, bo mąż jest nadal za granicą, a na pomoc rodziny nie bardzo mogę liczyć. Oprócz ogarnięcia domu po dłuższej nieobecności, sprzątania, gotowania, prania (i wyprasowania"tony" ubranek dla maluchów), zakupów, etc. muszę znaleźć czas i siły na wizytę u mechanika, opłacenie rachunków, pocztę, lekarzy i zabawę plus opiekę nad synkiem (jestem w trakcie organizowania mu przedszkola). A tak jak piszecie, prawie każde moje obcowanie ze społeczeństwem, typu zakupy, przychodnia, autobus, etc. okraszone są znieczulicą...

Też mnie kości bolą, nogi puchną i drętwieją, hormony buzują, chłopaki w nocy tak się tłuką, że jak już zapomnę o bólu bioder i kręgosłupa i zasnę głębiej, to mnie zaraz wybudzają, zgaga zamęcza co dzień, pęcherz zrobił się wielkości orzecha włoskiego, etc, etc, ale jak zrobię sobie w myślach bilans "cudów" które wokół mnie się dzieją i których doświadczam, jak wystawiając twarz na coraz cieplejsze promienie słońca policzę dary które codziennie dostaję, jak pomyślę iloma niebezpieczeństwami i przykrymi zdarzeniami nie zostałam doświadczona to na koniec dnia kładąc się do łóżka, mimo bóli i strzykań mam uśmiech "nie do zdarcia"


czego i Wam serdecznie życzę!