Dziewczyny. Czytam was caly czas i jestem wam naprawde wdzieczna za wsparcie, modlitwe. To dla nas bardzo wazne.
Nie rozpisuje sie na forum poniewaz zle sie czyta posty i pisze na telefonie. Ale wspolczuje tym ktore maja problemy.
Emilek wiem jak sie czujesz jak cie odeslali. Poprostu czasami chce mnie szlak trafic jak sobie mysle o takich szpitalach. Nie rozumiem ich wogole. Sama to przeszlam i wiem jak sie czujesz. A moze powinnas zglosic sie na izbe do innego szpitala i powiedziec ze poprostu cie brzuch boli.
Anka przykro mi ze znowu wyladowalas w szpitalu. Trzymam kciuki za was.
A ja dzisiaj wychodze ze szpitala. Z jednej strony sie ciesze bo musze zregenerowac sily jak najszybciej. A wiadomo, ze w domu przy rodzinie duzo szybciej sie dojdzie do siebie. Z drugiej jednak strony okropnie bede tesknic do dzieci

ale siedzenie teraz w Krakowie gdy kompletnie nie mam sily a przejscie 100 m odcinka skutkuje opuchnieciem stop i stanie przy inkubatorkach dzieci dluzej niz 30 min powoduje ogromny bol brzucha i plecow - nie ma sensu kompletnie pobyt tutaj. Wiem ze bede okropnie tesknic

a u dzieci bez zmian, tyle tylko ze u Asi zaczely powoli domykac sie naczynka i juz tak nie krwawi do pluc. Musiala miec podana wczoraj krew bo ma anemie ale to jest normalne u takich wczesniaczkow. Wojtus tez walczy dzielnie. Sa takie malenkie i bezbronne

musza dzielnie walczyc.
Zaczelam walczyc o pokarm i malymi kroczkami dochodze do wprawy. Ale moje dzieciaczki i tak duzo nie potrzebuja bo doslownie kropelki.