No cóż, u mnie mógłby ktoś powiedzieć, że wpadka jak byk

taka książkowa.

Na początku rozpacz i takie tam... ale jednocześnie takie ciepełko koło serca. Kto tego nie przeżył pewnie nie wie o czym piszę, bo jak to tak jednocześnie być zrozpaczonym, przerażonym i na swój sposób szczęśliwym?
Było cholernie trudno, nie byliśmy (i ciągle nie jesteśmy) małżeństwem, sytuacja finansowa była taka, że szkoda gadać, reakcja rodziców daleka od zadowolenia, w planach niemal zaklepany wyjazd na kontrakt za granicę. Wielki znak zapytania: powinnam jechać czy nie, no bo bądź co bądź w Polsce miałam niezłą pracę, awans na 2 tyg przed wyjazdem

.
O tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się na 2dni przed rozmową kwalifikacyjną. Przeszliśmy ją pomyślnie oboje:ja i mój chłopak( a właściwie w troje

. Postanowiłam, jeśli gdzieś w dokumentach będzie pytanie, czy jestem w ciąży, lub ktoś mnie zapyta to powiem prawdę w innym wypadku milczę. Oczywiście nikt nie pytał bo to nawet prawnie zabronione z tego co wiem.
No i pojechaliśmy, jesteśmy tu już prawie trzy lata. Na początku też było ciężko, nowe miejsce, język, ludzie, praca, opieka medyczna...wszystko, ale nigdy nie żałowaliśmy decyzji. No a Bartosz to najlepsze co nam się w życiu przytrafiło

i z perspektywy czasu widzę, że przyszedł do nas w najbardziej odpowiednim momencie.