a mnie w sumie przywiazywanie nóg tak nie dotknęło...wiem po co to jest, fakt człowiek czuje się jakby był raczej w psychiatryku...ale mnie bardziej dotknął dzwięk odcinania pepowiny...:-(
Koza powiem Ci że jesteśmy w podobnej sytuacji rodzinnej...ja mam córkę .z tym że 4 letnią, też jej tłumaczyłam już że będzie mały dzidziuś w rodzinie, robiła mu prezenty, malunki, chciała żeby już sie pojawił, nie mogła się doczekać...a tu nagle, najgorsze było powiedzieć prawdę, takie dziecko nie rozumie, za chwilę rozmawia jakby nic się nie stalo. Lila co chwila pytała jak dzidziuś, czy zdrowy, czy rośnie, kiedy będzie. teraz zaczyna już kojarzyć i się nie dopytuje, może za bardzo dosadnie jej powiedziałam że braciszka na razie nie będzie. ale sama nie mogłam znieść tych pytań. to smutne i bardzo Ci współczuję...ale tez powiem, dzięki mojej Lili jakoś dochodzę do siebie, wiem jak ona przeżyła mój pobyt w szpitalu, jak tęsknila i jak bardzo mnie teraz potrzebuje, bo na swój sposób też przezyła swoje. więc trzymaj się dzielnie dla swojego synka...
Smutna, Koza, trzymajcie się, przytulam i zapalam światełka (*) dla wszystkich dzieciątek...