Jak dalej żyć? ...wiarą.
Dla wierzących w Zmartwychwstanie Jezusa strata dziecka wcale nie jest łatwiejsza czy mniej bolesna niż dla innych, dla każdego jest to cierpienie, ból, żal i zadawanie sobie pytań:
dlaczego?
Nie znajduję odpowiedzi i nie znajduję ukojenia ale nie przestaję wierzyć w to że Jezus nas kocha i nie zrobiłby niczego co nie byłoby oznaką Jego miłości dla nas.
Więc chociaż to trudne, staram się akceptować Jego wybór i dziękować Mu za wszystko, nawet za cierpienie bo przecież On sam wycierpiał więcej niż my wszyscy razem, w czasie Jego męki i teraz - za każdym razem gdy odwracamy się od Niego w egoizmie, lenistwie, złości, braku przebaczenia i wielu innych...
Było mi ciężko przeżywać Bożenarodzenie -bo gdy Dzieciątko Jezus rodziło się, moje dzieciątko umarło. Ale teraz rozumiem że przecież w tym czasie Jezus miał się rodzić w naszych sercach a nie dosłownie jako nowe życie, tak więc ze łzami w oczach przyjęłam Go do siebie - zaadaptowałam, tak jakbym się wymieniła z Bogiem, powiedziałam: Ty Boże zajmij się moim dzieckiem w niebie, a ja zajmę się Twoim w moim sercu. I to pozwoliło mi przetrwać aż do teraz.
Teraz mamy Wielki Post i rozważam mękę Pana Jezusa, łączę się z Maryją - matką która patrzy na śmierć Syna. Oczekuję Zmartwychwstania, nie wiem gdzie mnie to zaprowadzi, ale mam nadzieję że przyniesie pokój i radość bo to przecież najwspanialsza nowina - Jezus zmartwychwstał, pokonał śmierć i my wszyscy również przejdziemy tę drogę. Zginiemy aby żyć wiecznie. I spotkamy się ze wszystkimi.
Na rozważania drogi krzyżowej:
http://www.poronienie.pl/Droga_krzyzowa_2009.pdf