Byc moze narobie sobie teraz wrogow, choc bardzo bym nie chciala, jednak to, co powiem bedzie brutalne, choc po prostu szczere. Na swiecie jest mnostwo rzeczy, ktorych nie rozumiemy i nigdy zrozumiec nie damy rady a paniczne proby nigdzie nas nie zaprowadza. Rozumiecie, ze wszechswiat jest nieskonczony? Jak cos moze byc nieskonczone? A jak sie konczy, to co jest za nim? Kiedy zaczal sie swiat? A zanim sie zaczal, co bylo wczesniej i kiedy tamto sie zaczelo? Chocbysmy na rzesach stawaly, i tak tego nie zrozumiemy. Nie musimy rozumiec wszystkiego ale to nie znaczy, ze to automatycznie nie ma sensu.
Nie rozumiemy, ale mozemy sobie probowac tlumaczyc po swojemu - i kazde wytlumaczenie jest dobre, jesli dla nas dziala. Do mnie np. tlumaczenie 'ewolucyjne' nie przemawia, bo uwazam, ze z punktu widzenia ewolucji nasze wszystkie problemy z plodnoscia sa bez sensu. Natura powinna dazyc do tego, zebysmy mieli jak najwieksza ilosc potomkow, prawda? A tymczasem ludzie maja ogromne problemy z zajsciem w ciaze, czesc ciaz traca, w dodatku porod jest wyjatkowo trudny w porownaniu z innymi zwierzatkami. Rozumiecie to? Bo ja nie. Dlaczego przy tym wszystkim natura sobie pozwala na tyle "bledow genetycznych" i odrzucanie plodu? Do mnie to zupelnie nie przemawia, a jednak dla wielu osob to ostateczne i jedyne sensowne wyjasnienie. I akceptuje je. Wydaje mi sie, ze nie mozna negowac szukania wyjasnienia u Boga. Uwazam, ze wiara moze bardzo pomoc.
Znalezienie wytlumaczenia natomiast wcale niekoniecznie musi byc jednoznaczne z ulga i latwiejszym poradzeniem sobie. Ja zupelnie nie rozumiem, czemu moja kijanka sie rozmyslila i na swiat nie przyjdzie. Mialaby kochajacych rodzicow, dobry dom, niczego by jej nie zabraklo, bardzo jej pragnelismy oboje. Wiec dlaczego? Nie wiem, nie dowiem sie, nie zrozumiem, musze sie pogodzic. A pogodzic sie mimo wszystko zapewne mi latwiej, niz kindzi02, choc u kindzi02 latwiej sobie to wszystko tlumaczyc. Moze dziecko nie mialo przyjsc w niepelnej rodzinie, moze kindzi02 miala w pore odkryc, ze trafila na niewlasciwego czlowieka, moze ma miec mozliwosc ulozenia sobie zycia na nowo, bez brzemienia przeszlosci, i w koncu powolac na swiat szczesliwego malego czlowieczka? Ma to chyba sens, prawda? A czy to cos pomaga? I tak samemu na pewno po tysiackroc trudniej przez to wszystko przejsc. Wiec szukanie odpowiedzi na pytanie 'dlaczego' jest samo w sobie bez sensu, jedynie rozdrapuje rany.
a sens zycia? Dziewczyny, czy przed ciaza nie mialyscie sensu zycia? Nasze zycie nie toczy sie tylko wokol tego, nie mozemy dopuscic, zeby nas to zniszczylo. Popatrzcie na swiat. On jest dokladnie taki sam. Tak samo nas potrzebuje. I my dla kogos tez jestesmy czescia sensu zycia. Dla rodziny, dla przyjaciol. Znowu bede brutalna, ale nie zdarzyla nam sie najgorsza tragedia. To, co nam sie przytrafilo, mimo wszystko jest dosc naturalne i nasz mozg jest w pewnym sensie predestynowany do tego, by taka strate udzwignac, jesli mu na to pozwolimy. Ludzie przechodza duzo gorsze traumy, ktorych moj umysl nie pojmuje i mam wrazenie, ze mnie by kompletnie zniszczyly. Traca kilku- lub kilkinastoletnie dzieci. To jest niepojete...i tu juz nie umiem znalezc zadnego wyjasnienia. I...z tym tez ludzie z czasem sobie jakos radza, nie wiem jak, ale sobie radza.
Dziewczyny, prosze Was, starajcie sie dostrzegac cos pozytywnego w tym swiecie. Ja wiem, ze to wszystko boli i to boli bardzo. Ale macierzynstwo wymaga nadludzkiej sily. Pomyslcie sobie, ze jak teraz sobie poradzimy, nie damy sie, nasze przyszle dzieci beda szalenie dumne, majac mamy-lwice.