Misia, na pewno racja ze smoczkiem, niekapkow nie uzywalam, ale brzmi logicznie. Co do smoczka, to w pewnym momencie sie dziecko odstawia i jest ok, a ja ssalam kciuka jeszcze w podstawowce - na zgryz nie padlo, ale mialam z tym problem bo mialam wiecznie "obciumany" palec i to bylo widoczne. Ot i zrodelko kompleksow gotowe.
Zoyka, Karol ma smoczek, a jak sobie zajedzie paluszki w dziob to tez czasem go naciaga. Wpycha kciuk i palec wskazujacy. Mysle ze to swedzace dziasla.
Marzena, tych slodyczy Karol dostawal naprawde smieszne ilosci. Jedna Delicja - ile w dziob to w dziob a ile wykruszyl to insza inszosc - kawalek wafelka, kawalek herbatnika. Tez nie jestem zwolenniczka karmienia dzieci slodkim.
Majuska, zgadzam sie z Toba w kwestii slodyczy - chodzi o nawyki. Dzieci faktycznie instynktownie kochaja slodkie, nalezy wiec nie musza miec tego smaku wprowadzanego ekstra - same go zalapia jak sie nawinie. W przypadku Karola nie mam problemu z niczym, moze z wyjatkiem rzeczy ewidentnie kwaskowych - kwasne jablko, maliny bez zadnego dodatku... Chyba ma problem z intensywnoscia smaku malin, dosc ze jada je wylacznie w mieszankach. Przy pomaranczy (srednio slodkiej) krzywi sie, ale wcina. Tak, slodkie homoserki, desery budyniowe itp. wchodza mu z wielkim "haammm", owocowe juz nie z takim entuzjazmem, ale je wszystko, wiec dostaje wszystko. Slodyczy jako takich nie dostaje od kiedy mieszkamy w Keadby - nie mam w domu po prostu. To nie jest lozko - to jest kopulodrom! Lotnisko! Fajne!