• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża po 40

Majuśka o tej porze to mozna tylko siedzieć i się kiwać w fotelu oglądając nudne wiadomości na tvn24 bo w koło macieju to samo się dzieje, mozna też układać pasjansa albo latać z bezmózgim psem po trawniku, bo sobie przypomnial że ma "ciśnięcie" :-D
Biedrona szaleje na macie, bezmózg drzemie w korytarzu a ja już miałam pana kuriera który zabrał paczkę do Londynu :baffled: ledwo dzwignął pudełko :))) Za tydzień kolejna dostawa elektroniki via London więc czuję się jakbym mieszkała w urzędzie pocztowym :-D
 
reklama
Witajcie

jesli chodzi o mojego psiaka to on raczej unika gryzienia z psami spiepsza az sie kurzy , to łagodny psiak , kiedys widziałam na własne oczy jak go gonił pies chciał go dopasc , i pewnie pogrysc a ten jak torpeda pod blok , ale znajomy zauwazył ta sytuacje a ze znaja mojego Brutusa , to pogonił tamtego w diabły a brutus ratunku u nas szukał , pod blokiem na ławce bylismy to on myk szybko pod ta ławke , widziałam tez jak sie suka na niego amstafka rzuciła on nie chciał sie z nia grysc ale jak ona jego to on ja ale uciekał od niej nie chciał sie grysc , na niego młody szczeniak z zabkami to on ucieka taki typ mojego Brutusa bardziej tchórza

My tez juz nie spimy z tym ze ja kawy nie brdzo po prostu jej nie pije ale gorace mleko moze byc i dolaczam ,
Klaudia Mukiego oglada to jej ulubiona bajka i bawi sie zabawkami a ja z rana lukam co u was
 
jestem za kastracja bardzo,bardzo. Koty moje od zawsze kastrowane,o psa sie dowiadywalam rok temu,wet powiedzial ze pies juz 10letni i kastracja moze mu niewiele pomc bo on od malego ucieka,jak nie ma suk to na spacery poprostu wiec rodzice przemysleli i sie nie zgodzili bo stwierdzili ze skoro im to nie da pewnosci to nie chca...U nas to nie drogie bo 250zl ( tyle teraz mama placila za czyszczenie kamienia nazebnego u ww psa) ale sam fakt ze oni by chcieli zeby on na d... siadl. Rzadko kiedy on do suki sie dostaje bo chyba nigdy,stoi po 3 dni pod siatkami i plotami i tyle..zreszta cala chalastra.
 
Witajcie Piątkowo :-)

U nas lało całą noc, ale teraz błękitne niebo. Przespaliśmy ciurkiem noc do 8 , choć wczoraj Julka nie mogła zasnąć i wisiała na mnie do 23.

Olena
- okropne z tym psiakiem Twoim, az mi ciary przeszły.
 
Lomatkozcorka... Anka, droga ta kastracja! Ja placilam za kocura 50, za kotke 100-120 zeta, z tym ze wet byl z tych niedrogich. Sa te akcje, ale to trzeba sie dopytywac po prostu lub szukac na forach tematycznych typu dogomania lub miau. Niektore miasta maja nawet akcje ciachania za free - w sumie to w interesie gmin bo opieka nad bezdomnymi zwierzetami nalezy do gminy wg prawa.
Ollena, faktycznie u starszego psa nawyki juz raczej pozostana...

Jedziemy jutro do Derby na pare dni, tak ze dzis sie pakuje, a potem mnie nie bedzie. Mam tam kumpele z coreczka w wieku Karola.
 
Wszystko co wyprawia moj syn pierworodny mrozi krew w zylach... Ale kocham go najbardziej, jest ogolnie madrym psem, jednak lazikowanie ma od malego, najpierw zagryzal kury, na szczescie mu przeszlo!

Bylam juz rano w szpitalu zarejestrowac Patryka na sciagniecie gipsu, na nast srode:) Teraz jednak ten gips juz nie ma zadnego sensu bo on jakis tydzien temu go rozmoczyl akurat na dloni, wiec normalnie rusza palcami i mam nadzieje, ze sie tak wszystko dobrze zroslo...

Mia ma coraz wiekszy katar :(
 
Pobudka o 5.30 - straszliwa kupa. MF moczy się w wannie, bo gdzieś ma jechać na 7, więc już wstał. Wywlekamy go z wanny, myjemy tyłek, przebieramy dziecko, idziemy dosypiać ( to znaczy ja i Maks).
Kolejna pobudka 7.30. Uuuuupsss. Nie mogę ruszyć głową, mam sztywną i obolałą szyję, kark, ramię i bark po prawej stronie. Słowem postrzał gigant. Super. MF już pojechał tam gdzie miał jechać, a w dodatku mama, która zazwyczaj u nas siedzi i pomaga przy Maksiu tez wczoraj gdzieś wybyła. Czyli jesteśmy z Maksem sami, a ja nie mogę się ruszać!!!! Trudno, decyduję, w takim razie zostajemy w łóżku, bo największe ryzyko to próbować w tym stanie podnosić młodego. Na czworakach dopełzam do komódki, wracam z całym majdanem do łóżka i jakoś udaje mi się Maksa przewinąć. I kiedy tak leży, w czystej, świeżo założonej pieluszce, rozlega się ten straszny odgłos produkcji gigantycznej kupy... W pieluszce bulgocze i bulgocze i wiem, że za chwilę nastąpi eksplozja i wyciek, ranyboskie tylko nie do łóżka... Nadludzkim wysiłkiem dźwigam Maksa i pędzę do łazienki, dostając po drodze zeza i wytrzeszczu z bólu. Jakoś udaje mi się opanować sytuację i umyć pupę i plecy i brzuch i obie stopy, które Maks zdążył władować w zawartość pieluchy. Wleczemy się z powrotem do łóżka i próbujemy ubrać. Na szczęście nadciągają posiłki w postaci MF. Tatuś ubiera młodego, pełen współczucia dla mojego stanu wysyła mnie do wanny, a sam wkłada dziecię do wózka i krążąc po podjeździe usiłuje przez telefon załatwić pewną służbową sprawę.
Sprawa nabiera nieprawdopodobnych odcieni... No bo tak. Pracujemy nad pewnym projektem dla pewnej instytucji. Dyrektor instytucji pragnie pozyskać dodatkowe środki na ów projekt czy też inne ale związane bezpośrednio. W tym celu usiłuje ściągnąć ludzi z ministerstwa tego i owego oraz różnych unijnych instytucji i koniecznie im pokazać jak przebiegają prace. Spotkanie ma być jutro. Od kilku dni wisimy na telefonach, lawinowo rośnie ilość strasznie ważnych osób które mają być obecne omawiane są tysiące kwestii organizacyjnych, począwszy od rzeczy integralnych dla projektu, a skończywszy na tym kiedy posłać panią Gienię, żeby posprzątała przed tym spędem. W sprawę jest też mocno włączona pani prezes firmy z którą współpracujemy.
I nagle wszystko leży i kwiczy, bo pan dyrektor instytucji kategorycznie żąda, żeby spotkanie odbyło się w lokalu firmy. Tłumaczymy, że tam nie ma możliwości wyeksponowania tego, co musimy pokazać, że specjalnie przygotowaliśmy pokaz gdzie indziej, gdzie wszystkie elementy i wszystkie ważne osoby się zmieszczą... NIE.
Czemu nie? Bo nie... Żadnych rzeczowych argumentów, tylko upór wręcz ośli. Więc mój biedny mąż od rana wisi na telefonie, usiłuje się dowiedzieć na czym stoimy.
Skoro już tak wisi i drobi z tym wózkiem po podjeździe, to może by tak poszedł do apteki i kupił mi jakąś maść na ten postrzał? A i owszem, poszedłby. No i poszedł. To ja chciałam sobie zrobić kawę, ale coś mnie tknęło, żeby psy policzyć. No i okazuje się, że jedna z naszych parówek znów uciekła!!! Cholera jedna, wykopuje się pod siatką i chodzi do śmietnika pod cmentarz. No to biorę telefon, żeby zadzwonić do męża, że wychodzę szukać psa. Komórka wyświetla komunikat " bateria rozładowana". Znajduję ładowarkę i podpięta do kabla dzwonię, a że kabel krótki a gniazdko nisko to muszę się schylać , więc wyję z bólu. Okazuje się, że mąż już wraca, więc pójdzie poszukać zakały. W bramie przejmuję od niego Maksa ( śpi, uff) i maść ( nie stosować przy karmieniu piersią, kufamać).
Za jakiś czas pojawia się MF z parówą i wiadomością, że dalej nic nie wiemy.
Dowiadujemy się jakiś czas później... Otóż dyrektor instytucji, autor całej zadymy, projektodawca spotkania - uwaga - nagle sobie przypomniał że on w poniedziałek jedzie za granicę i spakować się musi, więc jego nie będzie. Czyli nasyła na nas ten cały tabun ludzi , z którymi nie mamy o czym rozmawiać, bo to nie nasz tylko pana dyrektora biznes....
Słowem - jesteśmy na najlepszej drodze do ocipienia, a ledwie południe minęło...
 
Flo przepraszam..nie powinnam...ale posikałam się ze śmiechu:laugh2::laugh2::laugh2:....kocham Was:-D...wszystko się ułoży, najważniejsze, żeby Ci ten postrzał przeszedł:tak:

Wróciłam z Paćką od pani doktor, jest osłuchowo czysto, mamy sobie oklepywać, podawac wit. C, wapno, sól morska do noska, nawilżać powietrze itd......
 
witajcie piąteczkowo,

Ania - nie zazdroszczę Ci tych nocnych spacerów, dobrze, że we Wrocku mieszkaliśmy na parterze, a sunia raczej przyjacielsko z innymi psami żyła,

Majuska, Ollena, Zoyka - zdrówka dla Waszych maluszków,

Flo - kobieto Ty masz talent do pisania!!!! Nie myslałaś o tym, żeby na tym zarabiać??
 
reklama
Zmobilizowałam się i pojechałam na wieś. Oczywiście cała wyprawa...najpierw pies do samochodu, trzaśnięcie drzwiami ale już nie zamykam bo tylko szaleniec chciałby ukraść auto z bydlęciem w środku, powrót na górę po dziecko, na dół, pies koniecznie chce oblizać mała więc bijemy sieprzy foteliku. Droga powrotna wygląda identycznie tylko najpierw dziecko porzucone na macie w mieszkaniu a potem pies na górę :-D
Musiałam w końcu pojechać, bo na wsi zostawiłam ubranka na 74 a Wanda zaczyna mi wyskakiwać z zatrzasków w body na 68. Biedne dziecko jak machnie nogami to tylko słychać jak zatrzaski strzelają. Poza tym w domu na wsi została Mucha! najukochańsza zabawka i teraz malutka męczy owada i gada do nózek :-D przy okazji dokonując degustacji szaliczka :)) Zabawę mam jak nie wiem co obserwując co wyczynia :)))
Bydlę pobiegało i padło nieprzytomne spać, będzie z nim świety spokój do późnego wieczora.
Florka Ty masz życie w pełnym rozkwicie:)), wybacz ale śmiałam się bo trudno zachować powagę przy takim opisie dnia :-D
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry