Uff, moje też już padło, jakoś z godzinę temu, po wywleczeniu na spacer. Dziś przynajmniej jest słońce, chociaż wiatr wstrętny i kąśliwy. Śniegu nawaliło jakieś 20 cm przez jedną noc, to jest obłęd i ja protestuję!
Noc też taka sobie, dwa razy pobudka na smarowanie dziąseł, a nic nowego, tylko górne jedynki i dwójki wyłażą coraz bardziej.
Ja od dwóch dni wieczorem więdnę jak ścięta lelija, coś tam próbowałam oglądać i zasnęłam przed tv, wczoraj padłam przed 22, to zupełnie nienormalne jak na mnie. A sny mam też kretyńskie. Dziś mi się śniło, że dzik przyszedł pod nasz płot ( mąż rano stwierdził, że to całkiem prawdopodobne, bo pies darł mordę całą noc jak opętany) i chciałam go łapać i udzielać pomocy bo jakiś wyliniały był. A potem mi się śniło, że poszliśmy na spacer i jakoś tak mimochodem w ramach spaceru wdepnęłam na porodówkę i urodziłam drugie dziecko. I nie chcieli mi go pokazać, że niby dopiero po 24 godzinnej obserwacji.
Malfi - współczuję, ale słuchaj doświadczonych koleżanek, spaceruj z psem i bądź dobrej myśli. To już niedługo w końcu!
Andzike - sushi mu dać, sushi!
Majuska - bo ta zima już stanowczo za długo trwa i odbiera energię. Współczuję - z Łańcuta 2 godziny jechać, jakiś horror! Komputerowo to ja też nemo, ale mój mąż jeszcze gorsze, jak się jakieś cuda dzieją to mnie woła, żebym coś z tym zrobiła.
Anko - biedny mały żmij. I tak dobrze, że przy tym tempie narastania uzębienia tylko trójki dają w kość, całe szczęście że reszta poszła bezboleśnie.
Kłaczku - ech, przypomniałaś mi o wydrapywaniu filcu z darni... to moje coroczne Waterloo, ale może w tym sezonie się uda.