Hej
udało mi się dziś dotrzeć do fryzjera i przestałam wyglądać jak york z pseudohodowli :-)
Przy okazji przypomniałam sobie dlaczego nienawidzę zimy. U nas na wsi to się tego tak nie czuje, bachor pacnie w śnieg to się podniesie i już, ale dziś mi padł na chodnik w centrum miasta i to była zgroza. A padł dlatego, że obydwoje mieliśmy rękawiczki, łapa w rękawiczce śliska, chodnik nierówny no i się dziecko potknęło i poleciało na płask. Podniosłam - i pierwsza myśl - ej, to chyba nie moje, takie czarne...

Potem się zmęczyło i chciało na ręce i oczywiście wytarło mi buty w kurtkę.
Wiecie, ja już zapomniałam jaki to jest straszny syf, taka zima w mieście. Tu u nas śnieg jest biały...
Maksio dziś nie spał w ciągu dnia, z wyjątkiem piętnastominutowej drzemki u fryzjera, u taty na rękach ( tak się wtulał z lęku przed suszarką że aż zasnął). Nie był mimo to specjalnie marudny, padł za to trochę wcześniej niż zwykle, zobaczymy o której wstanie jutro.
U nas niekapek nie sprawdził się totalnie, zresztą prawdę mówiąc nie wiem jakim cudem można się z tego napić - próbowałam wymaga to odchylania głowy do tyłu, chyba że kubek jest bardzo pełny, a wtedy z kolei jest ciężki, Smoczek był w użyciu przez jakieś 3- 4 miesiące, butelka też. Maks ma zestaw plastikowych kubków i pije z nich i już. Tyle, że kakao ma być w kubku z osiołkiem ( na którym już nie ma osiołka, bo się był zmył, ale to jest TEN kubek). Na wyjścia i do samochodu - woda w butelce z cyckiem ( tzw wersja sport).