Gosia, ja nie znam pojecia "bezsennosc" - Rajmund mawia ze mam wybitna zdolnosc zasypiania w kazdej pozycji i niezaleznie od aktualnego zajecia.

No i trudno jest mnie obudzic o ile sie nie "nastawie" na konkretny bodziec lub konkretna godzine. Wczoraj (podobnie jak dzis i do piatku wlacznie) mam fuche i rano latam do znajomego dzieciecia - mama do pracy na 5:00, ja siedze z mala (wstaje maly zolzol przed 6:00
) do 8:00 i odprowadzam ja do szkoly. Rzut beretem od domu, wiec czemu nie? Zawsze kilka funtow sie przytuli.
Misia, nie skonczylabys jako "zwis zyrandolowy".

Jak sie ma jedno dziecko, to czlowiek mysli ze ma czas wypelniony na full. Przychodzi drugie i... jakos sie w grafiku miesci, ale znow wydaje sie ze nie cholery zadnego dodatkowego zajecia. Pojawia sie dodatkowe zajecie i... kurde, jakos sie miesci!
Itd. itp. No, czasem trzeba zrezygnowac z jakichs zajec, przewartosciowac grafik... W moim przypadku fryzjerki i kosmetyczki od zawsze odpadaly, w kwestiach ciuchow niezmiennie panowaly jeansy i trampki, wiec nawet uzupelnianie garderoby moge zalatwic szybciutka lub wrecz per procura. Zelazko dostalo wolne na wieki wiekow amen itd. No, czasem nie bylo czasu sie wysikac, ale w owczesnym stanie ducha zbyt wiele czasu na myslenie bylo wrecz niewskazane.
Majuska, ten jeden malenki Karolek to jak wakacje na Hawajach! Jak mi dzieciarnia podrosla, dorabialam troche opieka nad dziecmi - ludzie wydziwiali, ze dwoch naprawde zywych chlopaczkow a ja luz, ze bawie sie z dziecmi, ze mam z nimi taki kontakt... Proste - dwoch nawet zwariowanych akrobatow, w porownaniu z piatka normalnie zywych dzieci, to luzik. Majac pod opieka jedno - dwoje dzieci, ja odpoczywalam w pracy.

Bo jednak banda potrafila domeczyc.
Nie zyje dzis. Wczoraj wrocilismy z Derby pozno, dzis od 4:00 znowu na nogach. Przyszly mi ogrodniczki z ebay'a - wygooodneee - nic nie spada z tylka, szelki dumnie dzierza portki w pozycji zasadniczej. Za to Rajmund ma polewke jak zwykle - popatrzyl, popatrzyl i... zaczal do mnie mowic "bubas".

Pogryze goscia.
