Dziewczyny, dziekuje bardzo! Misia, tak - on jest malutki w porownaniu z Adamem, ktory wazyl 4,350. Kiedy mowili ze bedzie duzy, spodziewalam sie wlasnie takiego "okaza" - te 3,5kg rodzilo sie niemal lekko, latwo i przyjemnie.
Rodzilam na zywca, praktycznie, tylko na gazie. Gaz jest... smieszny - po prostu mialam wrazenie ze mam lekka lufe i o ile nie zmniejszal odczuwania bolu (oj, darlo, darlo), to powodowal ze ten bol byl jakby bardziej obojetny. No i wlacza niezla glupawke, a ze ja glupawke mam cale zycie to na gazie bylo... hmm... kabaretowo? Typu ze "gdzies po drodze" zwierzylam sie ze to lepsze od drina i gandzi, ze jak jest pod reka to trzeba ciagnac bo w domu takiego nie daja... No, polewka. Maly sie urodzil, babka mi lozysko ciagnie. Noz, mowie jej zeby dala spokoj, jak sie odklei to je wypre i be ok, a poki co to mnie p...a boli. Ona mi ze moze bolec, bo przed chwila dziecko tedy przeszlo, wiec tylko wyrazilam niebotyczne zdumienie bo ja tego nie zauwazylam. Oj, ryli wszyscy... Ale tez polozne mowily pozniej ze tak to one moga sobie pracowac bo wesolo bylo i bez "jazdy", ze mialam nastawienie dobre (doczekac parcia i wyprzec dziecko jak najszybciej), ze poszlo ladnie i szybko.
Zalezalo mi na tym zeby szybko i udalo sie.