Mam chwilę oddechu..tauś wysłany z małą na podobno długi spcer...ha! ..już to widzę;-)
Flo relacja boska...wszystko dookoła splute


ta silikonowa kośc mnie rozwaliła..no i Twój ślubny boski - przeczytał podczas porodu książkę

A co do Maksia to chyba nie myślałaś, że dziecko będzie leżeć samo w łóżeczku i spać, nie chcąc wogóle do mamuni sie poprzytulać


, staraj się wdrożyć trochę smoka, może akurat mu podejdzie ( Paćka polubiła tylko te z Aventu) skoro ładnie cyca doi to nie powinno mu to zaburzyć odruchu ssania , bo to może nie do końca jest potrzeba jedzenia tylko chodzi o zaspokojenie potrzeby ssania. Ale to różnie może być, mój Karol z wielkim trudem czasem smoka pociągnął, Kaśka kompletnie nie potrzebował, Patrycja nawet się dała namówić i dzięki Bogu nie jest to u niej konieczność tylko przygoda:-)
Kłaczku skoro czujesz, że to ta chałupa to przechodźcie do konkretów, trzymam kciuki
Aniu a pamiętam jak tu się co poniektóre mamy zarzekały, że karuzelki to są niepotrzebne


..karuzelka dobra rzecz :-)..no i mata edukacyjna również, wg mnie trzeba mieć
Azula ja też dołączam do klubu "czekających na wnuki"..nie żeby coś w drodze było, ale na swoje już się nie piszę

Sliczna "tulkusowa" Amelcia:-)
Zoyka opaska a i owszem pomaga trzymać uszka w "ryzach" , ja mam różne, najlepiej się sprawdza taka elastyczna szeroka, kupiona w HMie, ale i tak muszę sprawdzać jak te uszy się układaja, bo moja to straszna wiercipięta i wiecznie łepek przekręca w jedną i drugą strone na spacerku, więc ta opaska trochę wędruje po główce
Opowiem Wam jak to wczoraj mój mąż "nacieszał się " córunią

..zakomunikowałam mu z rana, że koniecznie muszę od dziecka odpocząć bo osiwieje i musi sie nią zająć, okazało się, że jest umówiony na budowie w południe, ale tyko na chwilę..no to dobra...pojechał..chwila trwała 2,5 godziny, wracając zajechał po zakupy ( za co dostał zjebke, bo ja od pół roku zwykle robię zakupy z "kulą u nogi" , więc on tez mógłby tak zrobić i korona z głowy nie spadłaby mu

) wreszcie mnie zwolnił i poszłam sobie do mojej "strzyżalni" z naszą przytuliskową Frotką, żeby z niej wyczarować sznaucerkę -miniaturkę, strzygę sobie w spokoju, a tu nagle przyłazi tatuś z dzidzią, bo się podobno za mną stęsknili

, myślałam, że ubiję, bo Patrycja oczywiście kwękała mi za plecami, wygoniłam ( nie wspomnę jak ją ubrał..no ale to juz pikuś

..dół - zielone kwiaty, góra - czerwono różowe pasy

)...potem przyszłam do domku się opłukać z włosów i dać dla świętego spokoju szybkiego cyca i pojechałam do kumpeli na chwilę na ploty i do przytuliska zawieźć Frotkę..wróciłam ok. 18 , to stary kończył robić obiad ( fajna godzina nie ? ) a to były paluszki rybne - czyli gotowiec

, no ale dobra, ziemniaki sam obrał i brokuły ugotował

, po zjedzonej obiadokolacji poszliśmy jeszcze razem z Patrycją i naszą suczą na spacer na łąki, po czym wykąpał Patrycję, ja dałam cyca i dziecko padło.
Jak potem ten dzień przeanalizowałam to miałam tej wolności raptem 3,5 godziny , ale i tak tatuś zadbał, żebym czuła oddech dziecka na plecach.....oj....


Dziś nadal daje mi poznać swoją łaskawość i zabrał Patrycje na spacer w odwiedziny do swojej kuzynki;-)
Wczoraj moja starsza córeczka sprawiła mi skromny prezencik na dzień matki, który niesamowicie mnie ucieszył...piwko Gingers;-)....oj zna swoją mamusię dobrze, zna
