reklama

Ciąża po 40

Marzenko słodka Klaudusia, sprytna łobuziarka :-D

Zoyka no nie wiem czy Twój jest mistrzem, mój czasem przechodzi samego siebie. Sytuacja sprzed kilku dni ( wybiera sie na zakupy ):
- kup Patrycji kaszkę z Nestle mleczno-ryżową, smak obojętny, zapamiętasz??
- co mam kupić?
- kaszkę mleczno ryżową z firmy Nestle, o taką ( tu następuje prezentacja opakowania ), znajdziesz w dziale dziecinnym
- ok, kupię
- na pewno wiesz co masz kupić?? czytaj z moich ust: ka-szka-mlecz-no-ry-żo-wa,
- dobra, dobra, za debila mnie masz??

przychodzi , wykłada zakupy, a tam : kaszka RYŻOWA:no::wściekła/y::wściekła/y:

No i mówię :
-przecież prosiłam o mleczno-ryżową
- nie sądziłem , że to ma jakieś znaczenie....:sorry::sorry::sorry:
 
reklama
Zoyka no nie wiem czy Twój jest mistrzem, mój czasem przechodzi samego siebie. Sytuacja sprzed kilku dni ( wybiera sie na zakupy ):
- kup Patrycji kaszkę z Nestle mleczno-ryżową, smak obojętny, zapamiętasz??
- co mam kupić?
- kaszkę mleczno ryżową z firmy Nestle, o taką ( tu następuje prezentacja opakowania ), znajdziesz w dziale dziecinnym
- ok, kupię
- na pewno wiesz co masz kupić?? czytaj z moich ust: ka-szka-mlecz-no-ry-żo-wa,
- dobra, dobra, za debila mnie masz??

przychodzi , wykłada zakupy, a tam : kaszka RYŻOWA:no::wściekła/y::wściekła/y:

No i mówię :
-przecież prosiłam o mleczno-ryżową
- nie sądziłem , że to ma jakieś znaczenie....:sorry::sorry::sorry:

Wypisz, wymaluj mój !
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
No ale co Zoyka zrobimy, takich se wybrałyśmy to teraz mamy:-D:-D, ja z moim 10 lat mieszkałam na kocią łapę zanim ślub wzięłam, tak więc "widziały gały co brały", chociaż mój nie taki Pan i władca, bo ja jak się zaprę i obrażę to koniec, zawsze on wszystkie klótnie łagodzi i naprawia, jak powiem raz na ruski rok "przepraszam" to on oczy ze zdumienia przeciera:-D:-D:-D, no ale nie mogę inaczej, bo by się mu w doopie poprzewracało od tego dobrobytu:rofl2:
 
Majuśka - No ja się od Ciebie zołzowatości to chciałabym nauczyć. Ja jestem jak czerwcowa burza. Pioruny polecą a potem jakby nic sie nie stało.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
Dziewczyny, jestem nazad... Niezywa. Objechalismy Bawtry - cale spotkanie zajelo ze 2 godzinki, Karol zdazyl sie najesc, zsikac, znudzic i wsciec bo w pokoju bylo cholernie goraco i nawet po rozebraniu do bodziaka on byl mokry, a tego Karole nie cierpia. Pomoglo troche polozenie gada na podlodze, na szczescie wylozonej wykladzina - przestal sie grzac od nas. Po powrocie pieronem jakis kebab (nawet nie zdazylam nic ugotowac) i biegiem na wazenie tyranodziabla. Wazy 9,720kg, czyli wyszedl znow ponad 98 centyl. Pani kazala wiecej owocow i warzyw, mniej mleka. Hmmm... A jeszcze nie tak dawno darly ryj, ze do pol roku WYLACZNIE mleko. Jak ja mam jej wytlumaczyc, ze przecierek owocowy to jest MIEDZY posilkami i zalatwia sprawe glodu na max godzinke?:-D Z tym ze pani stwierdzila ze facet jest silny (pokazal jak sie wstaje do pionu zamiast do siadu i nie dal sie posadzic) i tylko profilaktycznie trzeba mu kontrolowac wage. No, to rozumiem, z tym moge sie zgodzic. Kazala przyjsc za 2 miesiace, blysnelam gorliwoscia twierdzac ze przychodze co miesiac bo zdaje sobie sprawe z zagrozenia otyloscia i chce miec kontrole nad waga malego. Ucieszyla sie - niech ma! Pobudki nocne tlumaczy zebami i powiedziala zeby chlopaka w nocy nie karmic... Hmm... To ja jej proponuje przetrzymac go o glodzie jak dostaje histerii.:crazy: Po odfajkowaniu wazenia, jeszcze advice bureau i zdac papiery dla prawnikow. I moge odsapnac. Alkaida zasnela gdzies miedzy child centre a biurem doradczym.
 
witamy się już z domku

Wyjszliśmy wczoraj po południu, nie ma to jak w domu.

Po pierwszym falstarcie, gdy w poniedziałek się zaczęło (tak jak Wam w poniedziałek pisałam - 4 czerwca), czekałam na spokojnie w domu i tak ok. 16-tej pojechaliśmy do szpitala (godzinkę czasu zajęła nam droga), na Izbie Przyjęć byliśmy o 17-tej, nie całe 15 min. KTG i położna kazała ubierać "dress" SE myślę kurde jaką sukienkę, ja tu na bal nie przyszłam... ale chodziło o koszulę do porodu, poszliśmy z nią na tą samą salkę w której urodziła się Alinka (rozwarcie było na 3cm) i o 19.05 Kubuś (szok!!!! jednak Kubuś!!!) był już z nami.
Niestety trochę popękałam, więc mnie pocerowano, zjadłam tościka z dżemem, potem jeszcze szybki prysznic, po którym wskoczyłam sobie w czysta piżamkę i jak gdyby nigdy nic pomaszerowałam na salę odpocząć.

Mały ma 52cm i ważył 3770g (dziś 3880g). Póki co jest taki jak Alinka - je, śpi, wali kupacze i jest cudowny. Na takiego faceta warto było czekać 40 lat!!!!
 
Potem doczytam, bo znowu natłukłyście postów co niemiara.
Wpadam tylko żeby donieść, że mój syn podczas przewijania nasikał sobie na głowę i do ucha... Radujcie się, matki dziewczynek, że Wam takie atrakcje nie grożą...
 
reklama
Katrina, gratulacje raz jeszcze!!! Ty to nawet poród opisujesz na totalego luzaka, zero hasełek o "umieraniu" i "zabijaniu swojego faceta" , poszła urodziła , wszystko git :-D:-D:-D Oj jak fajnie, że masz takiego super mężczyznę do kochania:-):tak:

Flo, moja może i do ucha sobie nie nasikała, ale obsrała mnie kilka razy pod ciśnieniem, w momencie jak nóżki miała do góry podniesione i to było w nocy na naszym łóżku...:sorry:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry