Cześć dziewczynki, pisałam wczoraj ale padł mi laptop a zaraz padłam ja i już nie miałam siły pisać od nowa

Zmogło mnie jak tralala i moje dziecko podkładało mi poduszkę pod głowę i okrywało kołdrą:-) A potem przebrała się w piżamę, umyła zęby, wyłączyła telewizor i poszła spać

Wiem, bo obudziłam sie po 2 godzinach, sama się przebrałam w piżamę i dalej poszłam spać....Kurde mądre to moje dziecko - jestem strasznie z niej dumna że jest taka samodzielna
Plenitude ja też myślę że lekarz jak to lekarz, jeszcze facet roztacza przed Tobą czarne wizje bo nie ma w sobie za grosz empatii, wyczucia i nie zdaje sobie sprawy z tego jak sie możesz czuć. Ja miałam to samo w szpitalu jak teraz leżałam. Suche fakty, zero współczucia. Tylko lekarki -kobiety jakoś tak patrzyły smutnie i widziałam że im przykro. Zresztą pisałam o lekarce która bardzo mi pomogła
Katherine co do testów, są bardzo pomocne ale nie do końca. Ja ich używam prawie rok i powiem Ci szczerze że ja miałam monitoring cyklu, robiłam testy a one mega pozytywne (z kreską ciemniejszą od kontrolnej ) wychodziły mi dopiero po dokonanej owulacji. U mnie zawsze jest tak że przez kilka dni mam pozytywne testy, raz kreska jest mocniejsza raz taka sama- różnie. Też jestem od nich uzależniona bo podoba mi się ich robienie. I powiem Ci że jak poużywasz ich jeszcze trochę to już bez aż takich emocji i będziesz wiedziała bez testów kiedy owulacja
Co do łyżeczkowania sama wiesz że broniłam sie przed tym rękami i nogami bo to moje drugie w ciągu 1,5 roku. Ale widzisz u mnie po pierwszym łyżeczkowaniu nic się nie działo, teraz wygląda na to że chyba też jest OK ale muszę i tak iść na USG. Myśle też nad histeroskopią macicy ale to dopiero za kilka tygodni po zakończeniu @. Moja koleżanka miała 5 razy łyżeczkowania i operację w zwiazku z ciążą pozamaciczną i ma 2 dzieci

Nie ma się co martwić na zapas a takie rzeczy można naprawić;-)
Loi leż leż leż!!! I bierz grzecznie luteinę. A co do prasowania to ja mam deskę taką którą można wszędzie położyć żeby prasować na siedząco. Fajna sprawa
As ja też kojarzę agnesss....Strasznie strasznie mi przykro. Współczuję całej rodzinie bo przeżywacie ciężkie chwile...
Co do mnie: Otrzymałam dzisiaj kartę informacyjną z poradni genetycznej (zresztą rozmawiałam wczoraj z panią genetyk) i jest napisane tak:
Trisomia 22 jest zwykle skutkiem nieprawidłowego rozdziału chromatyd w trakcie tworzenia gamet, powstaje w momencie zapłodnienia. W przypadku gdy przyczyną obumarcia ciąży jest trisomia u płodu, ryzyko wystąpienia trisomii w następnych ciążach jest nieznacznie podwyższone, wynosi 1-1,5 % (wśród żywo urodzonych czyli z trisomią z którą dziecko może żyć). Nie wiemy jednak jaka była przyczyna utraty poprzednich ciąż. Gdyby były one utracone również z powodu trisomii, ryzyko to należałoby oszacować na wyższe.
Trochę mnie to pocieszyło, nie powiem;-) Bo to prawdopodobieństwo jest niewielkie tym bardziej że mamy już dziecko. Ponadto mutacja MTHFR nie mogła mieć w żaden sposób wpływu na to co się stało. Lekarka powiedziała mi że gdyby wynik genetyczny był dobry to rokowałoby dla mnie gorzej w przypadku kolejnych ciąż. Niby tak bo znam powód i nie jest on poniekąd winą mojego organizmu. No ale.....Kurde jakie to wszystko beznadziejne
