Enya, ja pierwszy raz używam testów, przed poronieniem zawsze wiedziałam, kiedy owulacja, teraz nie wiem. Nie mam objawów najmniejszych. To mnie zaskoczyłaś, że Ci testy wychodzą już po owulacji. Ciekawe, czy u mnie też tak jest. Na razie mam cały czas mocną i wyraźną drugą kreskę, może minimalnie jaśniejszą, ale to minimalnie. Także w sumie i tak chyba nie pomagają zorientować się w sytuacji. Ale i tak oglądanie drugiej kreski na jakimkolwiek teście jest fajne
Mąż mnie dręczy ciągłym staraniem się. Wpada wieczorem, ja już prawie zasypiam, pyta, czy się staramy. Mówię, że spać mi się chce. No dobrze, to rano. Rano??? O, nie, co to to nie, rano śpię, nie zwlokę się o 6. Tu chwila dygresji. Nie należę do rannych ptaszków, wstawanie od zawsze mi sprawiało trudność. Latami chodziłam do pracy na 8 i mi wmawiano, że się organizm przestawi, przyzwyczai. A gdzie tam! Kończyło się tym, że szłam jak zombie, przez pierwsze godziny byłam zupełnie nieefektywna, czas stracony, a potem wieczorem już koło 21 łapała mnie senność, bo organizm uważał, że ma deficyt snu. Teraz na szczęście mam pracę popołudniowo-wieczorną - tzn. zaczynam ok. 12. Nie jest to może ideał, bo w dni robocze w zasadzie nie ma życia, przed pracą coś trzeba do niej przygotować czy na bieg polecieć po zakupy, po pracy wpada się późno i jeszcze trzeba coś posprawdzać, ale przynajmniej śpię do jakiejś 8:30-9:00 i czuję się dużo lepiej. Organizm wprawdzie wolałby godzinę 10:00-11:00, ale już 8:30 da radę zaakceptować. Jestem wtedy jeszcze zmęczona i zaspana, ale przynajmniej nie jest tak, że kanapkę w kuchni muszę sobie na siedząco robić, bo mi się kręci w głowie, mięśnie wiotkie, żołądek ściśnięty i mi niedobrze. No i nie robię się nieprzytomna o 21! Ale mój szanowny małżonek nigdy nie miał problemów ze wstawaniem, jest rannym ptaszkiem, od razu skorym do działania, i wydaje mu się, że ja z lenistwa tak późno wstaję
Także na wieść o pobudce o za wczesnej godzinie powiedziałam, żeby zapomniał.
"Kasia!" - z reprymendą w głosie.
"No co...".
"To jak, teraz, czy rano?"
"Jutro wieczorem".
"O nie. Bo co jak przegapimy?"
"Daj spokój. Nie przegapimy. Wczoraj się staraliśmy, jak będzie przerwa 48 godzin to nic się nie stanie".
"Ech. Dla dobra naszej rodziny mogłabyś choć raz rano wstać".

Ten chłop to ma chyba misję.
Dorotka, przykro mi, że do nas dołączyłaś. W kwestii mięśniaka za wiele nie jestem w stanie doradzić, bo jest to dla mnie jeszcze dziedzina mało oswojona, ale ja też się niedawno dowiedziałam, że mam. I też mnie straszą, że może to być problem w ciąży. Ale również każą nie ruszać, bo twierdzą, że ruszenie go może się okazać jeszcze większym problemem w ciąży, albo problemem przy zajściu w ciąży.