• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Melduję się, że wróciłam godzinę temu do domu z Torunia ze zlotu, doczytuje was pomału.

Loi gratulacje fasolki, oj będzie Ci się maluch w chowanego lubił bawić jak podrośnie :)

Katherinne, jeśli masz podejrzenie ciąży pozamacicznej to ja natychmiast bym odstawiła leki na podtrzymanie takie jak luteina i duphaston. Mój gin w ogóle tych leków nie przepisuje, bo uważa, że jeśli zarodek jest zdrowy to się utrzyma przez pierwszy trymestr. I że na podstawie jakichś tam badań przeprowadzonych okazało się, że czy z lekami czy bez jest tyle samo poronień. Leki mogą opóźnić, bądź wstrzymać poronienie. Też miałam podejrzenie ciąży pozamacicznej, tylko, że ja do lekarza wtedy dopiero poszłam w 6 tygodniu. I też plamiłam. I wiem, że jesteś przerażona, ale to dopiero początek, jeśli wczas będzie wykryta to jest dużo mniejsze ryzyko, że narobi w Twoim organizmie szkód. Ja na twoim miejscu jeszcze raz bym zbadała betę we wtorek i sprawdziła przyrost. Do lekarza też bym poszła, siostra też miała tak jak ja, że ciąży nie było widać, więc miała podejrzenie ciąży pozamacicznej, to codziennie miała robione usg, ale to już zależy od lekarza. Ona też poroniła samoistnie tak jak ja.
 
reklama
Juchu, czyli miałaś podejrzenie ale to nie była ciąża pozamaciczna? A skąd się podejrzenie wzięło? U mnie w czwartek nie było nic widać, ale piątkowa beta wyjaśniła, czemu, bo chyba przy 31,7 nie ma prawa nic być widać.. Ja teraz się zastanawiam, czy nie pozamaciczna, skoro przyrost w ciągu 48godzin wyniósł zaledwie 20%. Pewnie racja z tą luteiną, trzeba będzie odstawić. Mam szczerą nadzieję, że ta luteina po prostu po odstawieniu wywoła okres i będzie po sprawie, że to mimo wszystko nie jest żadna ciąża pozamaciczna. Ech.
 
Katherinne ja poszłam do ginekologa w czwartek, to był 6 tydzień. Plamiłam, testy mi wychodziły pozytywne, ale ta kreska ciążowa była dużo jaśniejsza. Lekarz zrobił usg, endometrium pogrubione tak jak przy ciąży ale nie było nigdzie pęcherzyka. Kazał zrobić betę w poniedziałek i środę i w czwartek miałam do niego przyjść. Powiedział, że 50%to ciąża wcześniejsza, a 50% ciąża pozamaciczna. Wiedziałam kiedy miałam owulację więc tą pierwszą opcję praktycznie odrzuciłam od razu. W piątek plamienie się zwiększyło, w sobotę było delikatne krwawienie, zaczęły mnie boleć krzyże. A w niedzielę, ból krzyży był nie do zniesienia, i przez ok. 2h co 15 min. szłam do wc, bo czułam parcie na pęcherz, tylko, że nie sikałam, a wypadały ze mnie skrzepy. Po tych dwóch godzinach latania do wc wypadł ze mnie pęcherzyk około 1cm, oblepiony w połowie skrzepami. Usłyszałam chlup i ból krzyży zniknął w momencie. Krwawiłam potem słabo, w poniedziałek to było tak jak ostatni dzień okresu, bolał mnie brzuch i jak wracałam z pracy to poczułam że coś mi wyleciało, myślałam, że to resztki skrzepów, ale w domu okazało się, że to była błona ok. 7cm długości(takie miniaturowe łożysko-przynajmniej tak wyglądało).
Czyli ja doszłam do wniosku, że to rzeczywiście była ciąża pozamaciczna, bo jak to możliwe, że nie było widać pęcherzyka o średnicy 1cm na usg i tej dziwnej błony co ze mnie wypadła. A skoro pęcherzyk był oblepiony skrzepami to on musiał gdzieś być zagnieżdżony. W czwartek jak poszłam do ginekologa to byłam już całkowicie oczyszczona. Bety nie robiłam, bo zadzwoniłam do niego w poniedziałek rano i powiedziałam, że poroniłam, to mi powiedział, żeby bety nie robić bo to bez sensu, tylko mam przyjść jak ustanie krwawienie.

W każdym bądź razie, jak diagnozą była ciąża pozamaciczna to prawdę powiedziawszy modliłam się, żeby poronić i żeby ominęły mnie jakiekolwiek zabiegi. Więc jak było po wszystkim to tak naprawdę odetchnęłam z ulgą. Tak z perspektywy czasu to wiem, że od początku było coś nie tak, bo raz te słabe kreski na testach(gin powiedział, że w tym tygodniu też może oznaczać ciążę pozamaciczną) i tydzień po terminie miesiączki, włosy zaczęły mi wypadać garściami, zrobiła mi się "szara" cera i tak jakby w jednym momencie uwolniła mi się kosmiczna dawka hormonów.
 
katherinne kurcze,no moze beta nie jest jednoznaczna,może jest inaczej,poczekaj spokojnie,kłaczek też ma rację,ale jednak narazie trzymaj się tego że będzie ok.Tego się trzeba trzymać i mieć nadzieję do końca.
lilluś skąd ja to znam,u mnie dochodziło do tego że czułam objawy jakie miałam w pierwszej ciąży,to męczyło mnie psychicznie,załamana byłam coraz bardziej a to nie pomaga.Seks mechaniczny,mąż też to odczuwał i był bunt.Skończyłam z tym,tak myślę że jakoś daje radę,żeby nie cudować nie nakręcać się,ale czuje się lepiej bez tego ciągłego testowania czekania,teraz po prostu czekam na @,taka kolej rzeczy,nawet nie nakręcam się,odłączyłam się.Nie wiem z czasem takie nastawienie przychodzi,kto wie może znowu nie dopadnie panika itp,ale dobrze dać na luz a wtedy wszystko lepiej wychodzi.Tego Tobie życzę,spokoju i mało nerwów w tym temacie.
 
katherinne kurcze,no moze beta nie jest jednoznaczna,może jest inaczej,poczekaj spokojnie,kłaczek też ma rację,ale jednak narazie trzymaj się tego że będzie ok.Tego się trzeba trzymać i mieć nadzieję do końca.
lilluś skąd ja to znam,u mnie dochodziło do tego że czułam objawy jakie miałam w pierwszej ciąży,to męczyło mnie psychicznie,załamana byłam coraz bardziej a to nie pomaga.Seks mechaniczny,mąż też to odczuwał i był bunt.Skończyłam z tym,tak myślę że jakoś daje radę,żeby nie cudować nie nakręcać się,ale czuje się lepiej bez tego ciągłego testowania czekania,teraz po prostu czekam na @,taka kolej rzeczy,nawet nie nakręcam się,odłączyłam się.Nie wiem z czasem takie nastawienie przychodzi,kto wie może znowu nie dopadnie panika itp,ale dobrze dać na luz a wtedy wszystko lepiej wychodzi.Tego Tobie życzę,spokoju i mało nerwów w tym temacie.

nisiao ja się na maksa nastawilam ze uda sie tym razem i to w pierwszym cyklu.
z jednej strony to dobrze ze nastawiam sie pozytywnie a z drugiej boje sie ze sie moge bardzo rozczarowac...
a Ty patrząc po suwaczku starasz sie o dzidzię juz kilka miesiecy? czy dopiero zaczelas?
ja w pierwsza ciaze zaszlam w 1cyklu, trwala 9tyg... minelo juz 4miesiace....
i zaczelismy znow starac sie tydzien temu.....boje sie ze po lyzeczkowaniu mogli mi cos uszkodzic
ale tez bardzo staram się wierzyć że za okolo 2tyg zobacze 2 kreski
 
liluś Ja po poronieniu musiałam odczekać 3 miesiące,żeby móc sie starać,miAłam również zabieg łyżeczkowania,no i z miesiąca na miesiąc była nadzieja,że już coś i nastawienie teżbyło ok,żepowinno nam się szybko udać,bo niby po poronieniu powinno się łatwiej zajść,bo wszystko świeże itp.No a tu zonk.Jak tu widać na suwaczku,niedługo minie rok i ciągle nic.Więc w październiku to ja już starałam się i odczuwałam presję czemu nic jeszcze co nie tak,wszystko odczuwałam dwa razy mocniej z miesiąca na miesiąc,że w dni płodne mus,żeby coś było,wszystko nad wyrost analizowane,każde ukłucie,zresztą same dziewczyny na forum moga potwierdzić moje dołki i analizy itp,teraz mam przestój,jakaś obojętność,bo ostatnie miesiące mnie wykończyły,że zahaczałam o depresje:(:-(wierzę też że pozytywne nastawienie,to nic złego nawet wręcz powinno być dobre,że jak nie teraz to pewnie później,tylko ważne żeby przy tym wszystkim nie nakręcać się,jak akurat nic nie wyjdzie,nie popadać w dołek
..żeby tak się dało...to wszystko oddzielić
 
agnieszkaala co do łyżeczkowania, to mnie przyjęli do szpitala z ciążą obumarłą 11tc, zero jakichkolwiek oznak poronienia, zrobili badanie krwi i usg na potwierdzenie i od razu wzięli mnie na zabieg, nie dostałam żadnych tabletek na wywołanie poronienia.
 
Juchu i mnie o to chodzilo... Moja pierwsza ciaza obumarla 8 tygodniowa, ale poronilam 2 tygodnie pozniej. Po prostu bylam na wizycie w 7 tygodniu, bylo ok, w 10 tygodniu zaczelam plamic i... Organizm nie odrzuca obumarlej ciazy natychmiast, on jakby musie sie polapac ze cos jest nie tak, a to moze wymagac czasu. Ryzyko infekcji (z tego co wiem po rozmowach z lekarzami tutaj) pojawia sie po 4 tygodniach i dalej, wiec zupelnie spokojnie mozna czekac. Oczywiscie o ile psychika pozwala - ja nie wiedzialam ze dzieciatko nie zyje, gdybym wiedziala, pewnie chcialabym jakos zakonczyc ciaze, tak jak zrobilam to teraz. Kolejne 2 razy po prostu nie wiedzialam jak sytuacja wyglada bo tu pierwszy scan przysluguje po 12 tygodniu, a ja zaczynalam ronic tuz przed terminem scanu.
 
reklama
Czarna,ale w którym miejscu czułaś tą macice? Ja mam takie twarde podbrzusze łącznie z blizną po cc,ale niewiem czy to to.

A powiedzcie mi apropos łyżeczkowania. jak ja byłam na wywołaniu to gin ten co dawał mi ten czopek na "c" nie pamiętam dokładnie nazwy powiedział, że zabieg dopiero zrobią jak macica będzie się obkurczać i jak zaczne krwawić i tę resztki dopiero wyłyżeczkują bo w innym razie można uszkodzić macice czy endometrium (coś w tym stylu, nie wiem dokładnie) podczas łyżeczkowania. A teraz ja leżałam to była dziewczyna po poronieniu i dali jej czopek i po jakiś 2 gopdzinach zrobili łyżeczkowanie. Nie miała żadnych jeszcze bóli ani krwawień. I zastanawia mnie jak powinno być.
mój M nie wróci na wekend, w najlepszym wypadku zobacze się z nim dopiero w przyszły wekend a jak nie to dopiero za 2 tygodnie. Ja już wariuje, jakaś depreche mam.

Agnieszkaala
dostałaś cytotec na rozszerzenie szyjki. Piszecie tu o zabiegach itd itp. Ja miałam 2 razy poronienie zatrzymane bez bóli i bez krwawień i nie miałam za bardzo wyboru jak iść na zabieg. Za pierwszym razem dostałam cytotec i dostałam takiego krwawienia że w środku nocy był do mnie ściągany wkurwiony anestezjolog i miałam zrobiony zabieg w nocy. Poza tym byłam w takim szoku że nie wiedziałam co sie dzieje wiec nie bardzo wiedziałam co to jest łyżeczkowanie i na czym polega. Za drugim razem nie miałam wyboru, po pierwsze chciałam pobrać kosmówkę więc Cytotec odpadał, po drugie nie mogliśmy już za bardzo czekać bo mój organizm jakoś nie chciał poronić. Jesli zaczęłoby się samo na bank nie zgodziłabym się na zabieg.

Ja też mam takiego doła że nie mogę sobie dać rady...Firma mojego męża przestaje istnieć a On nie bedzie miał pracy (a miał wziac kredyt na kupno dla nas wiekszego mieszkania bo ile można gnieździć się w 3 osoby na 31 metrach??); nadal jestem chora, niby lepiej sie czuję ale po takich dawkach leków powinnam już być zdrowa jak skowronek; @ nadal nie ma:wściekła/y:
Poza tym wczoraj podjechałam na trochę na urodziny do koleżanki i siedziałam jak głupek na kazaniu - koleżanki wystrojone, pięknie wymalowane, a ja nie pamietam kiedy byłam na zakupach. Niby 2 tyg temu byłam u fryzjera ale już mam siano na głowie (mam kręcone włosy i prostowanie niewiele im daje). Wszystko się wali, wysiadam.....:no:
Za 2 tyg jedziemy na wizytę a ja straciłam siłę napędową.....

Katherine doczytałam teraz....Bardzo, bardzo mi przykro.... Mnie za 3 razem też lekarz straszył ciażą pozamaciczną ale okazało sie że po prostu beta spadała i USG już nie wykrywało ciąży.Po ostatnim USG zrobiłam betę - była już bardzo niziutka a za 2 dni po odstawieniu dupka dostałam krwawienia....

Loi AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Kolejna mega mega wiadomość na ten weekend!!!!!!!!!! Rany poczułam sie jakbym sama leżała na tej leżance i miała USG. Bardzo bardzo sie cieszę:-)
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry