• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Asta, ta sama lekarka robiła wszystkie usg, bo na usg chodziłam do tej, na którą zmieniłam teraz. Moja poprzednia nigdy nie robiła pomiarów. Jak mi dała te wymiary to w ogóle się nie przejęłam rozbieżnościami i wielkością, bo stwierdziłam, że przecież to tylko orientacyjne a każde dziecko się rozwija po swojemu. Dopiero po wizycie u diabetolożki, która parę razy mnie dopytywała, jak dziecko na usg i czy przypadkiem nie jest większe, niż powinno być wg terminu z OM, zaczęłam się przejmować. Mąż był nie najmniejszy, 58cm, za to ja byłam straszną kruszynką, choć urodzona w terminie (moja mama paliła w ciąży). Jeśli syn w męża się wrodził to długie nogi wydają się naturalną konsekwencją, ale jednak ta cała diabetolożka mi stresu narobiła i już niczego nie jestem pewna...
 
reklama
Pewnie Młody po ojcu poszedł, stąd te długie nogi. Pamiętaj, że gdyby coś było poważnie nie tak to ginekolog zwróciłaby na to uwagę, a diabetolożka może miała na myśli poważne odchylenia od OM (czyli przekraczające normy dopuszczalne, jeśli dobrze pamiętam na tym etapie wyniki miały zakres +/- 2 tyg), tylko zapomniała sprecyzować. Ehhh czasem lekarze chlapną coś bez zastanowienia. :crazy:
 
karola, gratuluję, piękne grube krechy:tak: nie wiedziałam, że się staracie. Pisałaś, że się zastanawiacie czy już, ale że już działacie:confused: wspaniała niespodzianka:-) trzymam kciuki &&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
agnieszkaala, synek mojego J też wiecznie chory...:baffled: co się wykuruje, jakiś tydzień, dwa i z powrotem chory:no: ręce opadają... ostatnio miał bańki stawiane nawet i na długo nie starczyło... może z wiekiem nabierze odporności :confused:

A ja jestem taka rozmemłana... nic mi się nie chce, a jak mi się chce, to nie wiem w zasadzie co... kilka dni temu mieliśmy to spięcie z J i jakoś powietrze ze mnie zeszło... czuję, że nie mam w nim wsparcia... w nikim z resztą... czuję się okropnie samotna z tym wszystkim... przerastają mnie wydarzenia ostatnich 2 lat... ostatnio, po prawie półtora tyg. od operacji raczyła odwiedzić mnie moja najbliższa przyjaciółka... to strasznie przykre, że po raz kolejny z resztą, nie znalazła czasu, by mnie odwiedzić w szpitalu lub choćby zaraz po powrocie do domu... opowiadała mi jakieś głupoty o znajomych znajomych itp. miałam ochotę powiedzieć: o co to mnie k...a obchodzi !!! jakieś bzdury dotyczące obcych ludzi... musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby się skoncentrować na tym co mówi. Pod koniec wizyty zapytała: a jak się w ogóle czujesz?... goi się, w toalecie też lepiej sobie radzę i tak jakoś leci... ehhh....
łzy mi się cisną do oczu w każdej jednej chwili... jedynie, gdy czytam książki to się odrywam od życia codziennego...
J mi robi awantury, że powinnam zmienić lekarza, bo się uparłam na tego a gdyby był taki dobry jak twierdzę, to już dawno mielibyśmy dziecko przy sobie... a przecież nie wszystko jest czarne lub białe... dzisiaj się nakręcił, bo napisałam do mojego gina, żeby się umówić na wizytę kontrolną po operacji o on odpisał, że troszkę za późno napisałam, bo nie ma żadnej możliwości, żeby mnie przyjąć w tym terminie, dopiero tydzień później może...i dostałam wykład oczywiście od J, że gdyby się interesował mną jako pacjentką, to by mnie wcisnął gdzieś z uwagi na operację... :-(:wściekła/y: czy to lekarza wina, że ma tyle pacjentek, że nie ma opcji, by mnie wcisnąć wcześniej? czy to po trosze moja wina, że tak późno w sumie do niego napisałam...?
Z jednej strony chciałabym pójść do psychologa, bo czuję że sama sobie nie poukładam wszystkiego.... ale z drugiej strony nie chcę, by J miał czyste sumienie, że to ja mam problem i muszę sobie poradzić a to, że on siedzi wiecznie przed kompem lub TV, nie poświęca mi czasu ani uwagi... nawet, gdy proszę żeby mnie przytulił, coś powie i się zakręci, albo uściska "pół żartem pół serio" i myśli, że jest ok............................................................................................ a ja potrzebuję takiego prawdziwego przytulenia/wtulenia się, żeby poczuć, że nawet jak nie wie co powiedzieć, to wiem, że jesteśmy w tym razem..... a nie czuję tego w ogóle !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dziewczyny, czy do psychologa dostaje się skierowanie od rodzinnego? czy jak to jest? wiecie może?
 
onemoretime wydaje mi się że nie jest ci potrzebne skierowanie do psychologa, wystarczy że się umówisz gdzieś na NFZ i masz wizytę za darmo, nie wiem ile się czeka, myślę że powinnaś iść, porozmawiać z kimś kto cię wysłucha... koleżanką w ogóle się nie przejmuj, nie jest warta twojego czasu, nawet jakbyś jej wszystko opowiedziała to pewnie nie zrozumiałaby cię i tylko patrzyła na ciebie jak na ofiarę losu albo coś w tym stylu... szkoda gadać z takimi osobami o poważnych rzeczach... przykro mi że twój mężczyzna tak beznadziejnie się zachowuje, mam nadzieję że to przejściowe i nie długo znajdziesz w nim oparcie

agnieszkaala zdrówka dla Alicji i Filipka, buziaki :*
 

Witajcie Dziewczyny

nie było mnie tu jakiś czas,nie wiem czy mnie pamiętacie,mi się znowu nie udało,na wizycie 07-11 okazało się że serduszko nie bije,dwa dni później poroniłam....
Chcę teraz zrobić wszystkie z możliwych badań żeby dowiedzieć się w końcu dlaczego nie mogę zostać matką..............

Nie piszę do Was personalnie bo nie zdarzyłam Was jeszcze dobrze poznać.najbardziej zapamiętałam LOI... pewnie dlatego,że jak tu bywałam to czekała na poród...

Loi
Haneczka jest prześliczna,poród pełen emocji,fajnie to opisałaś,gratuluję bardzo.dużo szczęścia życzę!

Pozostałym też samych dobrych chwil......
 
OneMoreTime Kochana bardzo mi przykro, że J nie sprawdza sie jako mąż,ale tak to jest niestety z nimi,że często nie potrafią sprostać trudnym sytuacją. Spłycają nasze problemy i nie potrafią nas westrzec. Faceci to gorszy gatunek niestety. Co do przyjaciółki to nie warto sobie taką zawracac glowy. Moja też zawiodla na całej lini. jak urodziłam Filipa to nawet smsa nie napisala,a nie mówiac o odwiedzinach. Trzymaj sie kochana i pamietaj,że tutaj zawsze jestes mile widziana. A do psychologa chyba,ze trzeba miec skierowania.

Neta przepraszam,że nie odpisalam wczesniej. Gdzies umknal mi Twój post. Przykro mi,że znowu się nie udalo,ale kciuki nadal trzymam. A leki łykasz jakieś czy próbujecie jeszcze bez?
 
witajcie

onemoretime nie staraliśmy się...to klasyczna wpadka...nie pomyślała bym...

dziewczyny dziekuje za dobre slowa...myslałam,że juz teraz bedzie mniejszy strach,ale widze,że nie...brzuch juz nie boli...z Alą na tym etapie bolały juz sutki i to bardzo,a tu cisza...tylko w głowie mi sie kręci...mam nadzieje,że bedzie dobrze.
 
dziekuje Madziu.odpoczywam jak mogę.Aa bawi sie sama to ja sie kładę...bedzie musiala nauczyć sie zajmować troche sama sobą...dziś z brzuchem jest lepiej...czuje takie ciągnięcie w pachwinach,takie bulgotanie w podbrzuszu,ćmienie,ale nie czuje juz bólu...później mam zamiar iść do mamy.mieszka 20minut ode mnie,przejdziemy sie troszke,przewietrzymy,a z powrotem mąż nas odbierze,bo jest w pracy...
 
reklama
Aniu, bardzo mi przykro, mam nadzieje, ze uda się znaleźć przyczynę i jej zaradzić. Wiem, jak Ci teraz trudno, każde kolejne niepowodzenie powoduje, ze w człowieku coś umiera, ale nie poddawaj się. Skoro zachodzicie w ciążę to wierze, ze i donosić ja się w końcu uda. Musi być jakiś sposób.

Onemoretime, ludzie 'obcy' (w cudzyslowiu, bo myślę też o znajomych i przyjaciołach) często nie wiedza, jak się zachować. Przyjaciolka pewnie w dobrej wierze gadała o bzdetach, myśląc, ze w ten sposób pozwoli Ci się oderwać troche psychicznie od całej tej sytuacji. Ludzie nie potrafią się wczuc. Niestety też mało który maz umie się wczuc i zrozumieć, oni maja inna emocjonalność. Mój też nie umie mnie wspierać tak, jakbym tego potrzebowała. Kompletnie nie potrafi. I to przecież nie jest złośliwe. Twój pewnie też by chciał Cię wspierać ale nie umie. Warto mówić wprost, czego się potrzebuje. I nie spodziewać się cudów, bo pewne sprawy i tak będą za trudne ;) Psycholog to bardzo dobry pomysl, niestety nie wiem, jak to jest na NFZ bo ja w ogóle raczej unikam NFZ jak tylko się da.

Moja frustracja znów sięga zenitu. Ponownie mnóstwo ciał ketonowych w moczu. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. I pewnie więcej wizyt u tej całej diabetolozki bedzie, co jest bardzo niedobre w kontekście mojej pracy, bardzo dużo osób się złości gdy coś odwołuje no i ja dostaje mniej pieniążków, a potrzebuje każdego grosza a wtedy pomniejszam sobie znacząco pensje. No ale nie mam wyjścia. Strasznie się martwię, bo podobno od tych ciał ketonowych robi się problem z mózgiem dziecka, dzieci są mniej inteligentne, maja potem problemy w szkole.. Matko, nie chce tego zrobić mojemu dziecku, a czuje, ze jesli tak się stanie to bedzie to moja wina...

No nie!!! Nie, nie, nie!!! Moja koleżanka, która tak strasznie długo się starała o drugie dziecko i tyle przeszła w związku z tym, wlasnie jest w 7 tygodniu i mimo duphastonu granego od początku, od wczoraj plami... A ja juz ciarek dostaje. Błagam, niech się okaże, ze to nic takiego... Ona chyba jest dużo spokojniejsza w tej sytuacji, niż ja, bo ja juz odchodzę od zmysłów..
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry