karola, gratuluję, piękne grube krechy

nie wiedziałam, że się staracie. Pisałaś, że się zastanawiacie czy już, ale że już działacie

wspaniała niespodzianka:-) trzymam kciuki &&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
agnieszkaala, synek mojego J też wiecznie chory...

co się wykuruje, jakiś tydzień, dwa i z powrotem chory

ręce opadają... ostatnio miał bańki stawiane nawet i na długo nie starczyło... może z wiekiem nabierze odporności
A ja jestem taka rozmemłana... nic mi się nie chce, a jak mi się chce, to nie wiem w zasadzie co... kilka dni temu mieliśmy to spięcie z J i jakoś powietrze ze mnie zeszło... czuję, że nie mam w nim wsparcia... w nikim z resztą... czuję się okropnie samotna z tym wszystkim... przerastają mnie wydarzenia ostatnich 2 lat... ostatnio, po prawie półtora tyg. od operacji raczyła odwiedzić mnie moja najbliższa przyjaciółka... to strasznie przykre, że po raz kolejny z resztą, nie znalazła czasu, by mnie odwiedzić w szpitalu lub choćby zaraz po powrocie do domu... opowiadała mi jakieś głupoty o znajomych znajomych itp. miałam ochotę powiedzieć: o co to mnie k...a obchodzi !!! jakieś bzdury dotyczące obcych ludzi... musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby się skoncentrować na tym co mówi. Pod koniec wizyty zapytała: a jak się w ogóle czujesz?... goi się, w toalecie też lepiej sobie radzę i tak jakoś leci... ehhh....
łzy mi się cisną do oczu w każdej jednej chwili... jedynie, gdy czytam książki to się odrywam od życia codziennego...
J mi robi awantury, że powinnam zmienić lekarza, bo się uparłam na tego a gdyby był taki dobry jak twierdzę, to już dawno mielibyśmy dziecko przy sobie... a przecież nie wszystko jest czarne lub białe... dzisiaj się nakręcił, bo napisałam do mojego gina, żeby się umówić na wizytę kontrolną po operacji o on odpisał, że troszkę za późno napisałam, bo nie ma żadnej możliwości, żeby mnie przyjąć w tym terminie, dopiero tydzień później może...i dostałam wykład oczywiście od J, że gdyby się interesował mną jako pacjentką, to by mnie wcisnął gdzieś z uwagi na operację... :-

wściekła/y: czy to lekarza wina, że ma tyle pacjentek, że nie ma opcji, by mnie wcisnąć wcześniej? czy to po trosze moja wina, że tak późno w sumie do niego napisałam...?
Z jednej strony chciałabym pójść do psychologa, bo czuję że sama sobie nie poukładam wszystkiego.... ale z drugiej strony nie chcę, by J miał czyste sumienie, że to ja mam problem i muszę sobie poradzić a to, że on siedzi wiecznie przed kompem lub TV, nie poświęca mi czasu ani uwagi... nawet, gdy proszę żeby mnie przytulił, coś powie i się zakręci, albo uściska "pół żartem pół serio" i myśli, że jest ok............................................................................................ a ja potrzebuję takiego prawdziwego przytulenia/wtulenia się, żeby poczuć, że nawet jak nie wie co powiedzieć, to wiem, że jesteśmy w tym razem..... a nie czuję tego w ogóle !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dziewczyny, czy do psychologa dostaje się skierowanie od rodzinnego? czy jak to jest? wiecie może?