• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Dziękuje Karola
Tylko to jest tak... czy wlaczyć jak są przerzuty i małe rokowania? Pozwolić by mama tfu tfuuuuuu "ostatnie" dni.. tygodnie.. miesiące.. przeleżała w szpitalach i uczyli się na jej przypadku wszystkiego? Otwierali brzuch.. cieli.. znów chemia? Ile Ona wytrzyma.. Rok temu podjęła jeszcze walkę dla Nas dzieci.. ale teraz kto ją "zmusi" do tego cierpienia? Choć wiadomo z jednej strony człowiek chciałby.. prosić by walczyła.. dla siebie dla nas.. ale z drugiej.. to cierpienie.. gdy rokwania są..
 
reklama
Edytka, rak niestety potrafi się rozwinąć momentalnie. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak się dzieje i czemu jak się wali to wszystko na raz. Moja mama jest pielęgniarką, powiem Ci, że zawsze dmuchała na zimne. Nawet 3 lata temu leżała w szpitalu przyklinicznym z podejrzeniem raka trzustki, ale innego rodzaju i nawet jej wtedy tam tomografu nie zrobili... Trzeba walczyć i się modlić i ufać Bogu. To w takich momentach bardzo trudne, wiem po sobie. Najgorsze jest jak to wraca tak jak u Twojej mamy. Ale trzeba być dobrej myśli. Trzymaj się kochana.
 
Dziękuje also.
Ale myśmy już wygrali jedną walkę z rakiem... 11 lat temu z rakiem piersi.Była naświetlana radioterapią wszystko brat załatwił na tamte czasy w Holandi. Teraz w tamtym roku mama miała NOWEGO osobnego raka... raka jajników. Pozowliła wyciąć sobie wszystko całą macice by nie było przerzutów :-( poddała się chemii.. jesteśmy po pierwszej chemi. MIało być dobrze. Marekry OK. Wszystko OK.. tylko mama jakoś dziwnie słaba.. Sama na własna rekę prywatnie zrobiła sobie USG najpierw piersi (jedną ma odciętą) potem żołądka.. itd.. z wyniku usg mówiono by zalecić biopsję wezłów chłonnych i żółądka... zrobiła.. wynik juz znacie.
Więc to nie jest pierwszy rak.. wygraliśmy już walkę z jednym rakiem. Mama jest z nami dzięki temu 11 lat dłużej i dalej jest.. ale.. od roku to .. ehhhh
 
Tak also.. wlaczyć.. wiem wiem wiem
Wiarę mam ogromną. Moja mama również.Wogóle wszyscy uwierzyliśmy że będzie wszystko OK. Miało być OK... a nie jest.
Nie wiem co podejmie mama. Jutro ma wizytę o chirurga-onkologa. Zobaczymy co On powie, dobry specjalista. Jeden z najlepszych...
Ja wiem jedno. Nas ratuje tylko cud :-(:-(
Sorki dziewczynki że zepsułam Wam wieczór.. ehh chciałabym by było inaczej.

My dzieci jesteśmy bezbronni i bez silni...
 
Edytka ja wiem że łatwo jest radzic i ja nie wiem co jest dobre,ale mimo rokowań trzeba walczyc,chrzestna mojego męża zachorowała na białaczkę i to co mnie najbardziej dołuje to to,że ona niknie w oczach bo jej dzieci twierdzą że już nie ma co ratowac i nawet nie zawiozą jej prywatnie gdzieś do lekarza albo kliniki,nie wiem czy ona sama zrezygnowała.Bóg czyni cuda,nie wiem jak cię pocieszyc dlatego mocno przytulam.
 
Edyta wcale nie zepsułaś nam wieczoru,po to jesteśmy by się wyzalic,wypłakac,wirtualnie przytulic,wiec jedno nie jesteś sama,my tutaj jesteśmy myślami z toba:tak:
 
Słodziutka - bardzo mi przykro. Wirtualnie przytulam. Nie ma słów, które obecnie mogłyby ukoić Twój ból. Co do decyzji o leczeniu to niestety nikt Wam nie pomoże podjąć decyzji...

Chyba nie ma rodziny, która obecnie nie miałaby nic wspólnego z rakiem. Niestety to nie jest żadne pocieszenie:-( Moja babcia parę lat temu umarła na raka mózgu później już z przerzutami (a na początku leczyli ją przez pół roku na alergię!!), siostra taty miała raka narządów rodnych ale na szczęście wyszła z tego.

Płacz ile wlezie, jeżeli chociaż trochę Ci ulży.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry