Uff... Nadrobiłam. Zawsze jak sobie gdzies polecę to piszecie i piszecie, a ja potem - biedna sierotka - walczę żeby doczytać. Byliśmy... A, pętelką polecieliśmy na Sącz, Piwniczną, Muszynę, Krynicę, znów Sącz i powrót do Brzeska. Jakoś nam się rano tej Niedzicy odechciało. No i kumpelę R. odwiedziliśmy. Ma już dwójkę - synka poznałam rok temu, teraz jest jeszcze maleńka, śliczna córeczka. 2 miesiące ma. Wzięłam ją na ręce, śmiała się, gruchała, usnęła w końcu... Mały cud. Cholercia, żeby R. nie musiał jechać już teraz... W niedzielę będzie jeszcze za wcześnie żeby cokolwiek mogło zaskoczyć. Kilka dni nam braknie.
No i koniec latania na motorkach - wraca tzw. szara rzeczywistość - R. do UK, ja do roboty. I w ten prosty sposób dopadło nas życie.;-)
