Punkt 3 angielskiego credo w temacie języków zalatuje mi arogancją. Poczuwam się do pewnej narodowej dumy (zarówno z powodu... jak i wbrew...) ale uważam że tak jak nie jest w porządku przyjechać do jakiegoś kraju z zamiarem zamieszkania w nim i bez podstaw języka, tak twierdzenie że każdy powinien znać mój język, zatrąca butą. Bo coż z tego że uniwersalny? To samo mogli by twierdzić Hiszpanie i Portuglaczycy, zważywszy że cała Ameryka Środkowa i Południowa tymi językami się posługuje. Tyle że to języki narzucone, więc jak dla mnie hiszpański jest tak samo właściwy Indianom z amazońskiej dżungli jak dla nas był rosyjski. No, tylko tam się bardziej zakorzenił przez wieki. A angielski? Bo skolonizowali kiedyś pół świata? Jak patrzę teraz na Anglików to zastanawiam się w jaki sposób ten naród kiedyś dokonał takich podbojów - od tamtej pory musiały im niewąsko jaja zmięknąć. Może się mylę, ale to co widzę jawi mi się narodem ludzi bardzo wygodnych, cokolwiek rozmemłanych, wymiękłych, rozlazłych. Leniwych. Nie kwestia temperamentu - legendarnej angielskiej flegmy - nie, wygodnictwa raczej.
Linnea, dzięki. Moje pozytywne myślenie to zasłona dymna, ale dobrze że działa. I cieszę się jeśli udaje mi się wpuścić trochę zabawy w poważny klimat tego wątku bo uśmiech jest nam potrzebny i czasem myślenie o wszystkim byle nie o staraniach, ryzyku, powodzeniu lub stracie. Kiedyś trochę dziennikarzyłam, bawiłam się w interwencje a w wolnych chwilach w felietony... Stare czasy. Też ćwiczę dobieranie się do własnego chopa, drobne prowokacje (a że mężczyźni to takie mniej domyślne, jak to ktoś kiedyś powiedział - proste urządzenia) to i prowokacja na całego się zdarzy. Ale żeby raz na dwa dni? O, nie! Miałam @, potem on 3 nocki pod rząd - niech odrabia bo jak nie, to w pole pogonię a mam 7ha w doniczkach. Życie to nie je bajka!
Nie, czarna, ja się specjalizuję we wpadkach i wszelkiego rodzaju qui pro quo - talent samorodny. Ale dzięki za granta! I za fajne wieści - dobrze wiedzieć że komuś się udaje bo u nas akurat zrobiło się smutno. Cholera, dwie tam, dwie tu - bilans musi wyjść na zero?
Spoko, laski, my im jeszcze udowodnimy że ta księgowość to z czapy wyszła - my im jeszcze urządzimy wyż demograficzny!