Dziękuję Wam wszystkim! Jesteście kochane. Jeśli chodzi o mnie, to była moja pierwsza ciąża. Od 15.05.2010r. jestem bardzo szczęśliwą mężatką. Moje szczęście dosięgnęło zenitu, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży! Wszystko było w porządku, tylko bolał mnie brzuch, ale to podobno normalny objaw przy powiększającej się macicy. W miniony piątek zaczęły się maleńkie plamienia. Poszłam do ginekologa i usłyszałam, że pęcherzyk jest, ale ciąża jest zagrożona. Dostałam duphaston i miałam leżeć. Ten mały Skarbek we mnie był dla mnie WSZYSTKIM, więc grzecznie leżałam. W nocy wszystko było ok., ale już w sobotę zaczęłam mocniej plamić, więc szybciutko pojechaliśmy do szpitala. Położyli mnie na oddziale, zrobili badanie - beta wskazywała na ciążę i pęcherzyk jeszcze był! podali lekarstwa na podtrzymanie. Wieczorem dostałam tak silnych bóli brzucha, że dali mi kroplówki i leki przeciwbólowe. W poniedziałek już "było po wszystkim". Beta spadła, fasolki nie było ;( KOSZMAR! Jeszcze dostałam leki, żeby organizm sam do końca wszystko wydalił, ale nie wydalił, więc wczoraj rano miałam zabieg łyżeczkowania. To jest cała moja historia. Serce mi pęka... w głębi mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się uda, ale boję się... Jeszcze raz Wam dziękuję!